Nowy numer 3/2021 Archiwum

Jakie piękne samobójstwo

To, co dla innych byłoby powodem wystąpienia z Unii, dla nas ma być kolejnym sukcesem. Zgoda na pakiet klimatyczny, mimo pozornych gwarancji dla Polski, to zgoda na dobijanie polskiej gospodarki.

Mamy kolejny sukces: wszyscy zadowoleni, nikt nie zgłosił weta, ambitny plan zwiększenia udziału energii ze źródeł odnawialnych i radykalnej redukcji emisji CO2 do 2030 roku przyjęty. Zadowolona ma być zwłaszcza Polska: przyjęcie takich zobowiązań przy specyfice naszej gospodarki byłoby dla nas „trudne”, gdyby nie gwarancje bezpieczeństwa, mające załagodzić skutki wprowadzania w życie pakietu klimatycznego. Tyle, w skrócie, wiemy z rządowej tuby ogłaszającej niekończące się pasmo sukcesów. A czego nam nie powiedziano o pakiecie klimatycznym i „gwarancjach bezpieczeństwa”?

Polska rynkiem zbytu?

Po pierwsze porozumienie przewiduje zmniejszenie emisji CO2 o 40 proc. do 2030 roku – ale dodajmy: w stosunku do 2005 roku. Co to oznacza konkretnie dla nas? Że w wyliczeniu nie jest brany pod uwagę cały wcześniejszy okres, w którym Polska już w znacznym stopniu ograniczyła emisję CO2 – gdyby tak było, wyznaczony poziom 40 proc. osiągnęlibyśmy znacznie wcześniej niż w 2030 roku i przy mniej bolesnych zabiegach.

Po drugie pakiet zakłada wzrost udziału źródeł odnawialnych w produkcji energii do 27 proc. do 2030 roku – owszem, procent ten dotyczy całej Unii, a nie każdego kraju, ale jest oczywiste, że każdy kraj będzie pod silną presją, by na tę średnią unijną zapracować. W polskich warunkach – zarówno naturalnych, jak i technologicznych – to rzecz niewykonalna, nawet do 2050 roku. Jaki będzie efekt? Możemy zostać zmuszeni „przez rynek” do zakupu zielonej energii lub odpowiedniej technologii od krajów, które są w tym już mocno zaawansowane, przede wszystkim od Niemiec i Francji. Krótko mówiąc, rodzime źródła energii będą się powoli kurczyć, całe sektory gospodarki zamykać, za to otworzy się u nas potężny rynek zbytu dla źródeł i technologii z Zachodu.

Mgliste paragrafy

Po trzecie lekarstwem na powyższy problem ma być obiecana kwota 7,5 mld zł (tak, PLN, nie euro!) na modernizację energetyki do 2030 roku. Otóż taka kwota nie przekracza nawet 10 proc. kosztów inwestycji, jakie powinniśmy podjąć (według obliczeń tej samej Unii sprzed lat!) Nie jest to zatem żaden znaczący zastrzyk, który pozwoliłby nam chociaż minimalnie dogonić kraje zachodnie w rozwijaniu energetyki nieopartej na węglu. Poza tym w zapisach pakietu nie ma mowy o szczegółowych mechanizmach przekazywania tych pieniędzy i tego, kto konkretnie miałby je dostać.

Po czwarte – przedłużenie bezpłatnych pozwoleń na emisję CO2.: rzecz, którą rząd ogłosił jako najbardziej znaczące osiągnięcie, które pozwoliłoby nam uniknąć radykalnych podwyżek za prąd. Brzmi przekonująco, tyle że jak zwykle problem tkwi w szczegółach. A te są... jak na unijne postanowienia na szczytach przystało tradycyjnie nieprecyzyjne. Przede wszystkim nie wiadomo, czy darmowe pozwolenia obejmą wszystkie sektory gospodarki, czy tylko produkcji prądu, czy otrzymają je tylko kopalnie, czy również huty, cementownie itp. Ponadto, czy Polska na pewno spełni kryterium prawa do darmowych pozwoleń, czyli znajdzie się w grupie państw mających PKB na mieszkańca poniżej poziomu 60 proc. średniej unijnej – wyliczenia Komisji Europejskiej i samej Polski zazwyczaj różnią się mocno pod tym względem (w zależności od kryterium). Może się zatem okazać, że otrąbiony największym sukcesem negocjacji punkt porozumienia pozostanie w archiwum żółtych pasków prorządowych stacji telewizyjnych.

Po piąte – nawet jeśli darmowe pozwolenia na emisję CO2. do 2030 roku rzeczywiście staną się faktem, to i tak tendencja jest czytelna: to tylko odłożenie wyroku w czasie. Cały pakiet klimatyczny, niezależnie od dodatkowych nieprecyzyjnych klauzul, jest potwierdzeniem zielonego, ideologicznego kierunku, który Unia obrała już dawno, a który to kierunek jest nie do przyjęcia dla gospodarki opartej w dużej mierze na węglu. Prawdę mówiąc, gdyby w takiej sytuacji gospodarczej, energetycznej jak Polska była Wielka Brytania, a David Cameron mimo to podpisałby pakiet klimatyczny, nie musiałby nawet rozpisywać referendum w sprawie dalszego członkostwa w Unii Europejskiej. Wyspy jednak to nie Polska, więc pakiet tak bardzo ich nie dotknie. Polski rząd natomiast nie miał żadnych merytorycznych podstaw, żadnego narodowego interesu, by takie porozumienie podpisywać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama