Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wybory w cieniu wojny

Dla tysięcy rodzin na Ukrainie problemem najbliższych dni będzie nie tyle skład nowego rządu, ale to, kto zajmie się odnalezieniem ich bliskich, zaginionych bez wieści na wojnie.

Wojna we wschodniej Ukrainie pochłonęła już tysiące ofiar. Nieznany jest los wielu jeńców wojennych. Po podpisaniu porozumienia w Mińsku w sprawie przerwania wojny w Donbasie, zaczęły się rozmowy w sprawie ich wymiany, ale szczegółów brak. Wiele rodzin nadal nie wie, jaki jest los ich bliskich, którzy poszli na wojnę. Jedną z takich historii poznałem w przeddzień wyborów we Lwowie.

Opuszczone

Natalia (imię zmienione) niedawno dowiedziała się, że jej mąż zaginął. Dzięki zbiegowi okoliczności po jakimś czasie otrzymała wiadomość, że ocalał, choć jest ranny. Postanowiła go ratować. Pojechała do garnizonu, skąd wyruszał na wojnę. Tam usłyszała, że armia jeńcami się nie zajmuje. Przeprowadzili tylko rekrutację i wysłali żołnierza na front. Nie był to wielki wysiłek. Przygotowanie bojowe trwało 3 tygodnie. Poborowy musiał opanować obsługę ciężkiego sprzętu i mógł raz wystrzelić z czołgowego działa. Na więcej nie pozwala skromny budżet. Biorąc pod uwagę, że naprzeciwko nich stoją uzbrojeni po zęby separatyści, wspomagani przez zaprawionych w walkach ochotników z Rosji, szanse, że zdoła cało wrócić do domu, od początku nie były wielkie. Gdy otrzymał kartę mobilizacyjną, Natalia i jej rodzina starali się odwieść męża od pójścia do wojska. Wielu przecież uniknęło poboru, płacąc łapówki w komisjach rekrutacyjnych albo wyjeżdżając z kraju. On się na to nie zgodził, mówiąc, że jeśli wszyscy będą w ten sposób postępować, to kto będzie bronił kraju? Po kilku tygodniach pobytu na froncie przyjechał na krótki urlop. Nie miał złudzeń, że tę wojnę można szybko wygrać. Siły były nierówne, a sympatia miejscowych nie zawsze po stronie ukraińskiej. – Po co tutaj przyszliście? – pytali nieraz mieszkańcy rejonów, które zdobywali po ciężkich walkach, często za cenę bolesnych strat. Odwrotu jednak nie było. Tym bardziej że po pobycie na froncie do poczucia obowiązku wobec kraju doszło jeszcze poczucie lojalności wobec kolegów z jednostki. W początku września wpadli w zasadzkę. Część zginęła, reszta dostała się do niewoli. – I tak mają szczęście, że są poborowymi, separatyści traktują ich lepiej – mówi mi jeden z kijowskich znajomych, zajmujący się organizacją pomocy dla jeńców. Żołnierze batalionów ochotniczych bywają rozstrzeliwani na miejscu i gorzej traktuje się ich w niewoli.

Jak mi mówiono, z rejonu Lwowa wzięto ponad 900 poborowych, nie licząc grupy ochotników walczących w batalionach ochotniczych. To oznacza, że Lwów wyjątkowo ofiarnie wspomaga wysiłek wojenny na Wschodzie. W wielu środowiskach organizowane są zbiórki na armię oraz prowadzona jest wysyłka ciepłej odzieży, kamizelek ochronnych i hełmów na front. Lwowiaków irytuje jednak, że ludzie ze Wschodu nie wyrywają się do walki o swoje ziemie. Młode, zdrowe byczki siedzą na tyłach i marudzą, że dostają zbyt mało środków na życie. Tymczasem biorąc pod uwagę, że z Donbasu uciekło ponad 800 tys. ludzi, wystarczyłoby ich, aby stworzyć specjalny korpus do rozprawienia się z separatystami, nawet wspieranymi przez Rosję. Gdyby ogłoszono powszechną mobilizację, sprawa byłaby jasna. Teraz komisje poborowe działają według własnego uznania i nikt nie wie, dlaczego on, a nie sąsiad otrzymał kartę mobilizacyjną.

Natalia sama zaczęła szukać męża, ale kolejne instytucje odprawiały ją z kwitkiem. Nawet oficjalne Centrum Wyzwolenia Jeńców milczało i pozostało jej jedynie zalogować się na ich stronie oraz e-mailem przesłać dane personalne męża. Na szczęście do poszukiwań włączyli się wolontariusze i być może mąż Natalii wróci cało do Lwowa.

Nowa siła ze Lwowa

Nową siłą w Radzie Najwyższej będzie Samopomoc Andrija Sadowego, który od 2006 r. rządzi Lwowem. Ugrupowanie otrzymało ponad 13 proc. głosów i będzie zapewne częścią rządzącej koalicji. Opinię o Sadowym słyszałem różne. Jedni widzą w nim dobrego gospodarza i menedżera, który potrafił zmodernizować miasto bardzo zapuszczone po sowieckich czasach. Otworzył przestrzeń miejską na wiele społecznych inicjatyw, co spowodowało, że Lwów uchodzi za stolicę ukraińskiej kultury. Nie bał się także budowania partnerskich relacji z Polakami, wchodząc w skład kapituły nagrody polsko-ukraińskiego pojednania. Jednocześnie nie zaniedbał żadnej okazji, aby pielęgnować kult Stefana Bandery w mieście. Zdecydowanie sprzeciwił się oddaniu katolikom kościoła pw. św. Marii Magdaleny, w którym nadal znajduje się sala koncertowa. Miejscowi mówią, że otwartość wobec Polaków mer Lwowa deklaruje głównie poza granicami, u siebie chętnie wspiera siły nacjonalistyczne. Nie chce tracić głosów tego elektoratu, który każdy gest wobec miejscowych Polaków i polskich tradycji Lwowa ocenia jako zdradę narodowych interesów.

Sadowy sprawnie przygotował miasto na Euro 2012, budując nie tylko nowoczesny stadion, ale także modernizując lotnisko oraz sieć dróg i obwodnic wokół Lwowa. Widziałem, jak intensywnie jest budowana linia szybkiego tramwaju z centrum miasta do dzielnicy Sichów, gdzie mieszka blisko 150 tys. ludzi, co rozwiązałoby część problemów komunikacyjnych miasta. Budowa linii była jedną z obietnic Sadowego z czasów jego ostatniej kampanii wyborczej. Inni twierdzą, że sukces Sadowego to głównie umiejętna propaganda. W kolejnych wyborach samorządowych nie ma szans, dlatego poszedł w wielką politykę. Już jednak osiągnął wielki sukces, wprowadzając Samopomoc do Rady Najwyższej oraz budując program decentralizacji kraju i zostawienia większych kompetencji lokalnym samorządom. Samopomoc jest także przeciwko uprawianiu fikcji politycznej wobec Donbasu. Część regionu – głosi program tego ugrupowania – faktycznie nie jest już częścią Ukrainy i dlatego należy przyjąć ustawę o terytorium okupowanym, regulującą status obszarów kontrolowanych przez separatystów. Na listach Samopomocy znalazł się m.in. Semen Semenczenko, jeden ze znanych dowódców ochotniczych batalionów. Wielokrotnie publicznie krytykował sposób prowadzenia tej wojny przez Kijów, zarzucając nawet zdradę wyższym dowódcom. Wydaje się, że Samopomoc będzie zwolennikiem ostrzejszego kursu wobec separatystów, aniżeli postulują to obecne władze centralne.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się