Nowy numer 24/2019 Archiwum

Gaudi.pl

O przepisie na piękny kościół, cegle dobrej jak chleb i makiecie świątyni w bagażniku z architektem Stanisławem Niemczykiem

Stanisław Niemczyk: Przetrę stół, przed chwilą leżały na nim cegły...

Jacek Dziedzina: Lubi Pan powtarzać, że cegła jest jak chleb, więc stół to też dla cegły miejsce...

Tak, cegła jest czymś szczególnym w cywilizacji człowieka. To nie jest tylko jeden z wielu materiałów budowlanych. Jest związany z procesem wytwarzania. Ceramika, w tym cegły, nie jest materiałem, który znaleźliśmy gotowy w ziemi. Jest materiałem mocno przetworzonym. I to w sposób wręcz symboliczny, bo wypalonym w ogniu.

Wielkie płyty nie nadają się do wzniosłych projektów, takich jak świątynie?

Materiał „blokowy” jako beton jest zimniejszy, bardziej skompresowany. Natomiast ceramika, cegła – to materiał porowaty. Bardziej przypomina strukturę człowieka. I dlatego człowiek z ceramiką się zaprzyjaźnił. Ceramika stała się materiałem, który był przeznaczony na użytek codzienny, później również na obiekty sakralne. Cegła emanuje pięknem sama z siebie. Daje jakieś ogromne poczucie bezpieczeństwa. Stąd to skojarzenie z chlebem. Żaden inny materiał tego w sobie nie ma. To tak, jakbyśmy położyli na stole ciasteczka deserowe i chleb – mamy świadomość, że tylko chleb jest czymś, czego znaczenia nie podważamy w ogóle.

Dlaczego wchodząc do starych kościołów, wpadamy najczęściej w zachwyt, a do wielu współczesnych – co najmniej w zakłopotanie? To chyba nie tylko kwestia materiału?

To prawda, że często zamiast spontanicznej fascynacji pierwszym odruchem jest ocena obiektu. I wtedy zaczynam się zastanawiać, co jest nie tak. Wierzę, że każdy projektant starał się zrobić to jak najlepiej. Z całą pewnością każdy projektant ma na uwadze to, żebyśmy się w tym kościele czuli jak w domu. W swoim domu mamy czuć się dobrze, tym bardziej nie mieści się w głowie, żeby czuć się źle w domu Bożym.

A jednak patrząc na wiele nowych budynków sakralnych, trudno nie postawić pytania, kto i gdzie popełnił błąd, nawet jeśli intencja projektanta była dobra.

Powiem tak: od momentu, kiedy świątynia jest przekazana do użytku wiernych, to ja na temat tego, co by mnie raziło w tym budynku, publicznie milczę.

Żeby nie urazić wiernych?

Absolutnie tak. Wszędzie, gdzie budowałem kościoły, społeczność parafialna robiła wszystko, żeby ten kościół powstał. Ich praca, czas, pieniądze to był tak potężny wysiłek, że trudno powiedzieć im na końcu: macie brzydki kościół. Bronię wszystkich miejsc, gdzie ludzie się modlą. Możemy się modlić w stodole albo w tunelu i wtedy ja będę to miejsce szanował. Lubię porównywać świątynie do człowieka. Człowiek jest w gruncie rzeczy z woli Boga istotą doskonałą. Każdy z nas jest jednak inny – mamy różne defekty, nadal pozostając istotami doskonałymi. Jesteśmy ładni albo brzydcy, zdrowi albo chorzy itd. – czy to oznacza, że w tym „ułomnym” stworzeniu jest mniej człowieka? Człowiek nie tkwi w kompletności ciała. Podobnie świątynia.

A jak Pan projektuje kościoły? Czy to podobne do pisania wiersza lub powieści? Jest natchnienie, siadam i rysuję, projektuję?

Przepisu nie ma. Starożytni mieli kanony budowania. Próbowali ująć to wszystko w proporcjach, racjonalnie opisać, za pomocą słów, liczb. Ale z tego jeszcze nie musi wyjść dobry projekt i budowla.

Mając nawet gotowy projekt, nie wie Pan do końca, co się z tego urodzi?

Tego nie wiadomo aż do końca. Cały czas w podświadomości jest ta myśl, żeby to było piękne. Nie wyobrażam sobie, że kościół może być byle jaki, odrzucam takie myślenie, że „jakoś to się zrobi”. Jest jakiś kanon, korzystam trochę z niego, ale nie przenoszę go wprost na projekt, a raczej dokonuję jego reinterpretacji. Próbuję ustalić, dlaczego człowiek odbiera coś pozytywnie, dlaczego to działa na niego dobrze, a co innego źle. Na każdym etapie budowania trzeba to wszystko – materiał i przestrzeń – odpowiednio wyważać. Tu musi być uczestnictwo w całym procesie budowania, nie tylko rysowania, projektowania.

Może w tym tkwi przyczyna mało udanych budynków sakralnych, że ich autorzy poprzestają na etapie rysunków, wykresów, zamkniętych projektów? Pan jedzie na budowę i jest tam aż do końca.

Nie ma dziś ciągłości w przekazywaniu wiedzy praktycznej, w której zawiera się o wiele więcej wiedzy o budowaniu niż w samej teorii. Można przeczytać 100 książek i nic dobrego nie zbudować. Ludzie, z którymi pracowałem i pracuję, są zaangażowani w sposób ciągły. To nie jest tak, że poprosiłem ich: wybudujcie nam to i to, a potem sobie idźcie. Ciągle podtrzymuję z nimi kontakty. I to skutkuje wzajemną wymianą doświadczeń i uwag. W latach 50. ubiegłego wieku miałem jeszcze kontakt z przedwojennymi mistrzami budowlanymi. Ci ludzie zostali jednak szybko odsunięci od uczenia młodzieży, a technologię budowania zmieniono radykalnie, środowiska zawodowe wymieszano, wszystko po to, by przerwać pewną ciągłość. Dlatego nie dziwmy się, że to rzemiosło jest dzisiaj tak ubogie, bo musimy je od nowa tworzyć.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji