Nowy numer 41/2019 Archiwum

Reaktor pod maską

W czasach gdy powszechnie uważano, że energia jądrowa rozwiąże wszystkie ziemskie problemy, powstawały tak szalone projekty jak samoloty, pociągi i samochody napędzane reaktorami atomowymi. Całe szczęście, że żaden z nich nie został wprowadzony w życie.

Gdy w 1942 r. wybudowano pierwszy reaktor jądrowy, nikt poza małą grupką uczonych nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie rozpoczyna się energetyczna rewolucja. O ogromnej energii zaklętej w atomie świat usłyszał dopiero trzy lata później, gdy w 1945 r. Amerykanie zrzucili dwie bomby atomowe na japońskie miasta Hiroszimę i Nagasaki. Wtedy energia atomowa absolutnie nie kojarzyła się pokojowo. 8 grudnia 1953 r. prezydent USA Dwight Eisenhower wygłosił na Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku przemówienie zatytułowane „Atom for Peace” („Atom dla pokoju”). Wzywał w nim, by nigdy więcej energia atomowa nie została użyta przeciw pokojowi. Proponował, aby technologie związane z pokojowym wykorzystaniem energii jądrowej były szeroko dostępne. Mówił: „Mój kraj chce tworzyć, a nie niszczyć.

Chce zgody, a nie wojny pomiędzy narodami. Chce życia w pokoju i pewności, że wszystkie narody mają równe szanse w wyborze własnej drogi”. Przemówienie Eisenhowera zostało napisane pod naciskiem wpływowych naukowców, z których część brała udział w projekcie budowy amerykańskich bomb atomowych „Manhattan” (w tym kontekście wymienia się nazwisko Einsteina). Pod wpływem programu „Atom for Peace” utworzono Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (IAEA), której celem – obok ścisłej kontroli instalacji jądrowych na świecie – jest udostępnianie zainteresowanym krajom technologii otrzymywania energii z reakcji rozszczepienia. Elektrownie atomowe, nie tylko w USA, ale także w wielu innych krajach świata, zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. A przekonanie, że tania energia z atomu rozwiąże problemy świata, stawało się powszechne.

Amerykański sen

Była końcówka dekady lat 50. XX w., kiedy na punkcie atomu kompletnie zwariowano. Powszechnie uważano, że w przyszłości każde miasteczko będzie miało swój reaktor atomowy. Energii potrzeba było dużo. Rozpędzona amerykańska gospodarka potrzebowała krwi. Miasta rozrastały się, fabryki budowały, a Amerykanie stawali się coraz bogatsi. Każdy chciał mieć domek, samochód i lodówkę. To był początek American Dream. Rozwój gospodarki wiązał się (był spowodowany, ale także napędzał) z rozwojem technologicznym. Samoloty latały dalej i szybciej. Coraz częściej mówiono o zdobywaniu kosmosu. To miało swoje podstawy. Po II wojnie światowej to amerykański wywiad przejął niemal całą śmietankę niemieckich naukowców i inżynierów, którzy tworzyli program rakietowy III Rzeszy. Ich wiedza pozwoliła Amerykanom wyprzedzić Rosjan. Kwestią czasu było więc postawienie stopy na Księżycu. I wtedy, pod koniec 1958 r., firma Ford, jeden z przemysłowych filarów Ameryki, przedstawiła model samochodu napędzanego reaktorem atomowym. Dziś brzmi absurdalnie, ale wtedy nikt się nie dziwił. Przeciwnie, uważano, że nie tylko samochody będą miały swoje reaktory, ale także statki, samoloty i rakiety. Krótkowzroczne? Niemożliwe technicznie? E tam, bez przesady. Ówczesne samochody, szczególnie w USA, były tak duże, że z łatwością pomieściłyby mały reaktor. Tak przynajmniej szacowano. Tak małych reaktorów jeszcze wtedy nie było. Ale zamierzano wybudować. Praktycznie nie przejmowano się kwestią wypalonego paliwa uranowego. Wiedziano oczywiście, że jest ono silnie promieniotwórcze, ale w 1958 r. zajmowano się tym problemem raczej teoretycznie. Nie było wtedy jeszcze składowisk zużytego paliwa, bo elektrownie jądrowe działały dopiero od kilkunastu lat. To okres, w którym radioaktywne pręty paliwowe i tak są magazynowane na terenie elektrowni. Ten bardzo kłopotliwy aspekt energetyki jądrowej zaczęto sobie uzmysławiać dopiero od połowy lat 60. XX w. I jeszcze jedno. W latach 50. i pierwszych latach dekady lat 60. XX w. atom miał dobre notowania wśród społeczeństwa amerykańskiego także dlatego, że organizacje ekologiczne i ruchy anarchistyczne nie były jeszcze tak sowicie wynagradzane przez ZSRR. Dopiero później, a szczególnie w czasach wojny w Wietnamie, organizowane przez te organizacje akcje zmieniły nastawienie Amerykanów do energii atomowej. Dziś wiadomo, że te wybuchy niezadowolenia społecznego nie były spontaniczne, tylko wspierane przez komunistów. Miało to osłabić potencjał obronny nie tylko USA, ale także NATO (podobne akcje były przeprowadzane w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech).

Reaktor na kółkach

Ale to było później. Tymczasem w połowie lat 50. XX w. świat zaczyna ogarniać euforia atomowa. Tanim i – jak się wydawało – niewyczerpywalnym źródłem energii były reaktory. Te w Wielkiej Brytanii i USA działały już od dekady. Gdy w Związku Radzieckim pierwszy reaktor dopiero uruchomiono, Amerykanie mieli już atomowy okręt podwodny. Zaledwie kilka lat później także amerykański okręt podwodny Triton okrąża całą planetę pod wodą, bez wynurzenia! W tym samym roku zwodowano prawdziwego giganta, mierzący 342 m lotniskowiec atomowy Enterprise, który był wyposażony aż w 8 (!!!) reaktorów. Oczywiste więc, że energię, która napędza okręty i daje światło milionom domów, próbowano wykorzystać w komunikacji. Ta filozofia przyświecała twórcom Forda Nucleona. Futurolodzy mówili wprost, że w przyszłości po autostradach będą poruszały się duże, wygodne krążowniki szos, z których każdy będzie miał swój reaktor. Stacje benzynowe będą niepotrzebne. Zamiast nich powstanie niewielka liczba stacji wymiany reaktorów. W atomowym samochodzie wymieniany miał być cały reaktor.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji