Nowy numer 3/2021 Archiwum

Nogi na ziemi, ręce w górze

Obok modlitwy i ewangelizacji ważne okazują się też parzenie herbaty i opieka nad nowymi osobami we wspólnocie. Bo przecież w tym wszystkim chodzi tylko o jedno: 
żeby spotkać Chrystusa.


W sercu Łodzi, przy kościele jezuitów, spotyka się wspólnota wymykająca się prostym definicjom. Doświadczenia Odnowy w Duchu Świętym łączy z duchowością ignacjańską. Jej członkowie modlą się za swoje miasto, chodzą do więzień i szpitali, ewangelizują na ulicach śpiewem i tańcem, wspierają modlitwą inne wspólnoty, przyjmują też intencje przez internet i telefon. „Jeśli potrzebujesz wsparcia modlitewnego – jesteśmy dla Ciebie” – piszą na swojej stronie internetowej.


Mocny, czyli słaby z nadzieją


Nazywają się Mocni w Duchu, ale nie jest to bynajmniej przejaw pychy. Przeciwnie: – Jesteśmy na tyle mocni, na ile słabi – pokładający nadzieję w Panu – tłumaczą członkowie wspólnoty. Joanna Grabarczyk, która od zeszłego roku wraz z mężem Jackiem lideruje tej około 300-osobowej grupie ludzi, wyznaje wprost: – Dla mnie to czas konfrontacji z własną słabością.

Nie jestem typem zarządcy, więc mówię często Panu Bogu, że nie daję rady. Wydawać by się mogło, że przy trójce dzieci i budowie domu nie podołamy tej funkcji. Ale kiedy przychodzi poniedziałkowy wieczór, to mimo zmęczenia prawie zawsze chce mi się wyjść z domu, żeby spotkać się ze wspólnotą. 
W każdy poniedziałek o 19.00 w kościele jezuitów odbywa się spotkanie modlitewne, a w ostatni poniedziałek miesiąca jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie. Spotkania, transmitowane również przez internet, są otwarte dla każdego. Wszyscy uczestnicy są też zapraszani do wspólnoty. – Pytamy, kto chce dołączyć, i zawsze widzimy podniesione ręce – uśmiecha się Joanna Grabarczyk. Nowe osoby przeżywają seminarium Odnowy w Duchu Świętym, a następnie włączają się w formację Mocnych w Duchu, opartą na duchowości ignacjańskiej. Połączenie tych dwóch duchowości od początku było pragnieniem założyciela wspólnoty o. Józefa Kozłowskiego, który był jezuitą, a jednocześnie prekursorem Odnowy w Polsce. – To pozwala nam zachować równowagę: stoimy mocno na ziemi, ale z rękoma wzniesionymi do góry – twierdzi Honorata Ogieniewska, posługująca przy modlitwach wstawienniczych.


Uzdrowienie w domu wariatów


Honorata sama doświadczyła duchowego uzdrowienia podczas spotkania wspólnoty: – Do Mocnych w Duchu szłam naokoło – opowiada. – Mieszkając w Łodzi, słyszałam o wspólnocie, ale jakoś nie było mi z nią po drodze. Moja wiara była wtedy letnia i choć miałam męża i pracę, czułam się nieszczęśliwa, z nieuporządkowaną sferą emocji, depresyjnymi myślami. To wszystko wpływało na moje relacje z najbliższymi. Kiedyś zadzwoniła do mnie z Luksemburga moja siostra, która trafiła tam na spotkanie wspólnoty modlitewnej i chciała opowiedzieć o swoim przeżyciu. Zachęcała: ty masz taką wspólnotę na miejscu. Poszłam więc do kościoła jezuitów i... czułam się jak w domu wariatów. Nie znałam wcześniej takiego Kościoła, pełnego żywej modlitwy, gdzie wszyscy jesteśmy razem, a Pan Jezus jest w centrum. Ale z drugiej strony było to coś, czego po omacku szukałam. 
Za drugim razem przyszłam spóźniona, z nogą usztywnioną po wypadku narciarskim. Byłam cała na „nie”. Kiedy ksiądz zaczął homilię, pomyślałam sobie, że to słaby mówca i że za chwilę wyjdę do galerii handlowej, która jest w pobliżu. Mimo to zostałam. I wkrótce poczułam się dotknięta uzdrawiającą mocą. Usłyszałam słowa poznania, o których wiedziałam, że były skierowane do mnie. Dotykały tego, co wtedy przeżywałam: mojego niskiego poczucia wartości jako kobieta i matka. Bóg przemówił wtedy do mnie. Odtąd przez cały tydzień czekałam na poniedziałek. Początkowo było to ratowanie siebie. Po roku bycia we wspólnocie poczułam, że chciałabym służyć innym. Ci, którzy byli najbliżej mnie, zobaczyli we mnie charyzmat modlitwy wstawienniczej. Przed spotkaniami modlimy się w małej grupie nad każdym, kto tego potrzebuje.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także