Nowy numer 2/2021 Archiwum

Otwarty
 od 2 tysięcy lat

O owocach synodu biskupów z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiają ks. Tomasz Jaklewicz 
i ks. Piotr Studnicki.

GN: Synod był czasem sporych emocji i niepokojów. Można było je usłyszeć między innymi w wywiadzie, którego Ksiądz Arcybiskup udzielił po pierwszym tygodniu obrad synodalnych, krytykując tekst roboczy opracowany na półmetku. Jak to wygląda teraz, po zakończeniu obrad? Czy Ksiądz Arcybiskup odzyskał spokój? 


Abp Stanisław Gądecki: Dzisiaj jestem zadowolony z wydźwięku dokumentu końcowego synodu. W porównaniu z tekstem roboczym nastąpiła w nim znaczna poprawa. Poszerzono część pierwszą, zawierającą diagnozę stanu współczesnej rodziny. Pokazano pozytywne aspekty małżeństwa i rodziny oraz uzupełniono opis zjawisk negatywnych. Dzięki temu pierwszy rozdział nabrał o wiele bardziej kompletnego charakteru. Drugi rozdział był najsłabszy, dlatego został w całości odrzucony. W jego miejsce wprowadzono Ewangelię rodziny. Odwołując się do Pisma Świętego oraz Magisterium Kościoła, naszkicowano pogłębiony obraz małżeństwa i rodziny. Przywołano dokument soborowy „Gaudium et spes” oraz nauczanie ostatnich papieży, szczególnie Jana Pawła II, który sprawie miłości małżeńskiej i rodzinnej poświęcił wyjątkową uwagę i dlatego został nazwany „papieżem rodziny”. Rozdział trzeci, w którym mowa jest głównie o związkach nieregularnych, został poprawiony w grupach językowych tak, że teraz jest do przyjęcia. Tekst roboczy posłużył się dwoma wytrychami: zasadą stopniowości oraz analogią do ziaren prawdy rozsianych w różnych kulturach i religiach. Te dwie zasady odniesiono do wszystkich nieregularnych sytuacji, sugerując, że są w nich „elementy” małżeństwa. Podczas prac w grupach ojcowie synodalni skrytykowali takie podejście. Uznali, że te dwie zasady są wzięte z innego kontekstu i nie można ich odnosić do małżeństwa.

Dlaczego tak wyglądała wersja robocza dokumentu? Skąd tyle w niej prób zliberalizowania nauczania Kościoła? 


Myślę, że ci, którzy pisali tekst roboczy, mieli dobry zamiar. Chcieli pokazać, że Kościół jest domem otwartym dla wszystkich, co nie jest żadną nowością, gdyż Kościół jest taki od 2 tysięcy lat. Chcieli też ukazać na nowo Kościół miłosierny, co z różnym powodzeniem jest przecież od wieków praktykowane. Starano się uwypuklić zasadę przykazaną przez Jezusa pasterzom, aby szukali zbłąkanych owiec i przyprowadzali je do Kościoła. Poważnym mankamentem tekstu roboczego była jednak jego jednostronność. Zwracano uwagę tylko na pozytywną stronę nieregularnych sytuacji (konkubinaty, związki homoseksualne), a przemilczano stronę negatywną. Oczywiście dobrze jest widzieć dobro w każdym człowieku, ale równocześnie nie można zamykać oczu na zło. Dokument roboczy nie mówił nic o grzechu. Sprawiał wrażenie, że grzeszny status człowiek można uznać za dobry, a nawet za drogę do świętości. Intencje twórców wersji roboczej dokumentu były dobre, ale sposób przedstawienia zagadnień był zdecydowanie zbyt powierzchowny. 


W komentarzach do wersji roboczej dokumentu można było usłyszeć, że Kościół zmienia swoje podejście do osób homoseksualnych. Czy to prawda?


Kościół od dawna naucza o homoseksualizmie, co można przeczytać w katechizmie. Uczy szacunku do godności każdego człowieka, więc także osoby homoseksualnej. Szacunek ten wyraża się przede wszystkim w trosce o język, o to, aby nie był on agresywny i dyskryminujący, gdyż w ten sposób łatwo można wzbudzić nienawiść do drugiego człowieka.  Równocześnie Kościół naucza, że związków jednopłciowych nie można porównać w żaden sposób do małżeństwa sakramentalnego. W tym względzie nic się nie zmieniło. Wreszcie Kościół przypomina też, że dzieci mają prawo do obojga rodziców, że należy im się wychowanie komplementarne, które w pełni mogą dać tylko matka i ojciec. 


Ksiądz Arcybiskup odnosząc się do wersji roboczej dokumentu, mówił, że można było w niej dostrzec ideologię antymałżeńską. O co dokładnie chodziło?


Chodziło mi przede wszystkim o to, że projekt dokumentu nie mówił wiele o dobrych małżeństwach. Mało miejsca poświęcał sprawie wspierania ich, zachęcania, umacniania oraz wdzięczności za świadectwo ich miłości i wierności. Słabo ukazywał wartość i piękno małżeństwa sakramentalnego, a koncentrował się tylko na kazusach nieregularnych. Zostało to dostrzeżone i uzupełnione podczas pracy w grupach językowych, dlatego końcowy dokument jest o wiele bardziej wyważony i bardziej teologicznie pogłębiony. Lepiej oddaje też przebieg dyskusji synodalnej. O wartości tego tekstu świadczy fakt, że na 62 punkty relacji końcowej tylko 3 punkty nie zostały zaakceptowane przez ojców synodalnych, tzn. nie osiągnęły większości 2/3 głosów i zostały odrzucone. 


Jak traktować te 3 nieprzyjęte punkty? 


Cały dokument jest przede wszystkim przygotowany dla ojca świętego i przekazuje mu wizję ojców synodalnych. Pokazuje proporcje, w jakich ojcowie uważają poszczególne punkty dokumentu za dobre, a w jakim za niedoskonałe. Papież może zrobić z dokumentem, co zechce. Póki co, postanowił opublikować cały dokument oraz wyniki głosowań nad poszczególnymi jego punktami. Bez wątpienia jest to nowością tego synodu. 


Czy można powiedzieć, że podczas synodu zarysowały się wyraźnie dwa różne obozy? Jak je opisać? 


Myślę, że podczas synodu widać było przede wszystkim otwartość. Każdy mógł powiedzieć to, co uważał za słuszne. Nikt nie był przymuszony do ukrywania swojej opinii. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama