Nowy numer 41/2019 Archiwum

Zmierzch Orbána?

Partia Fidesz Viktora Orbána wysoko zwyciężyła w wyborach samorządowych. To kolejny sukces, czy może pojawiły się symptomy, że zaczął się zmierzch premiera Węgier?

Pomimo że zwycięstwo daje koalicji Fidesz z chrześcijańską przybudówką KDNP władzę we wszystkich samorządach terytorialnych oraz wszystkich, poza Szegedem, dużych miastach, partia Orbána zdobyła w tych wyborach mniej głosów aniżeli 4 lata temu (2,1 mln w 2010 r., a obecnie 1,8 mln). W porównaniu z poprzednimi wyborami najwięcej zyskał prawicowy Jobbik, który stał się drugą siłą polityczną w tym kraju. Dlatego lider tego ugrupowania Gábor Vona przekonuje, że to Jobbik w istocie wygrał te wybory, zdobywając prawie 20 proc. głosów w całym kraju. Biorąc pod uwagę, że na Jobbik głosowało wielu młodych wyborców, mandat, jaki obecnie otrzymał Fidesz, nie musi być tak silny i trwały, jak mogłoby się wynikać z prostego podliczenia głosów. Tym bardziej że Jobbik dla partii Orbána może być trudniejszym przeciwnikiem aniżeli rozbite i skompromitowane latami nieudolnych rządów środowisko postkomunistycznej lewicy.
 

Nowa siła

Na czym polega siła Jobbiku? – To zjawisko nie jest nowe w węgierskiej polityce, przekonuje prof. Sándor Őze, dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Katolickiego w Budapeszcie. – Praktycznie od 1989 r. skrajna prawica cieszyła się na Węgrzech poparciem 10–15 proc. Węgrów. Zwolenników rekrutowała spośród tych, którzy domagali się radykalnego zerwania z komunizmem, dogłębnej dekomunizacji kraju. Wielu nie zgadzało się z tym, że byli komuniści i ich rodziny, jak przewodniczący Komunistycznego Związku Młodzieży KISZ, późniejszy multimilioner, czy wieloletni premier Ferenc Gyurcsány tak łatwo uwłaszczyli się na państwowym majątku – wyjaśnia prof. Őze.

– To partia młoda, antysystemowa, populistyczna, stanowiąca realną alternatywę polityczną dla pokolenia, któremu nawet stabilne rządy Orbána wydają się stagnacją i straciły urok świeżości – dodaje dr Maciej Szymanowski, hungarysta, politolog, także pracujący na Uniwersytecie Katolickim. – Jak każda partia władzy, także Fidesz, sprawując tak długo władzę, skupia nie tylko ideowców, ale i oportunistów lgnących do każdej władzy, aby czerpać z tego tytułu korzyści. Dla wielu młodych Węgrów Orbán, choć ma „tylko” 51 lat, jest już politykiem opatrzonym, który od zawsze był na scenie politycznej – przekonuje Szymanowski, który zna Orbána i śledził całą jego polityczną karierę.

Atutem Jobbiku jest także jego lider Gábor Vona, o 25 lat od Orbána młodszy. Podobnie jak on ukończył elitarny Uniwersytet Loranda Eötvösa w Budapeszcie, gdzie studiował historię i psychologię. Jest świetnym mówcą, przekonującym zarówno na mityngach, gdzie nie unika populistycznych i demagogicznych haseł, jak w i debatach parlamentarnych. Wyraźny nurt antysemicki, obecny w niektórych wystąpieniach działaczy Jobbiku, Vona stara się zacierać, ostentacyjnie spotykając się z rabinami czy korespondując z ambasadą Izraela w Budapeszcie. W Jobbiku są nie tylko węgierscy nacjonaliści. Ich burmistrzem w Ózd, największym z miast, gdzie przejęli władzę, jest Dawid Janiczak (l. 27), przedstawiciel tamtejszej mniejszości polskiej.

Lepsze Węgry?

Jobbik to skrót od nazwy Ruch na rzecz Lepszych Węgier, który ukonstytuował się zaledwie 10 lat temu. Tworzyła go grupa studentów z dwóch prawicowych klubów politycznych w Budapeszcie i Debreczynie. Wkrótce swoją reprezentację mieli na wszystkich węgierskich uczelniach i powoli zaczęli wchodzić na salony wielkiej polityki. Młodzi, radykalni, niebojący się głośno mówić o tym, na co innym politykom, także z Fideszu, nie pozwalała poprawność polityczna. Sympatyków zdobyli podczas tzw. afery taśmowej. Media ujawniły wówczas tajne nagrania rozmów podczas posiedzenia kierownictwa rządzącej postkomunistycznej partii. Lider postkomunistów Ferenc Gyurcsány w kwietniu 2006 r. wygrał wybory, a już pod koniec maja, jako premier, na zamkniętym konwentyklu Partii Socjalistycznej w Őszöd nad Balatonem przyznał, że chcąc wygrać kolejne wybory, socjaliści „kłamali rankiem, w dzień i w nocy”. Taśma z nagraniem wystąpienia we wrześniu 2006 r. została opublikowana. Oburzeni ludzie wyszli na ulice Budapesztu i innych węgierskich miast. Pod parlamentem dochodziło do ostrych starć z policją. Orbán wówczas studził nastroje, wyraźnie unikając konfrontacji, która mogłaby doprowadzić do politycznego przesilenia i przedterminowych wyborów parlamentarnych. Do protestów natomiast wezwali działacze Jobbiku. Byli na pierwszej linii starć z policją, kilku z nich zostało rannych, kilku zatrzymano. Wtedy Jobbik zdobył serca części węgierskiej młodzieży. Później partia była zwolennikiem radykalnej lustracji, do której Orbán nie palił się i nadal się nie pali.
 

Romski problem

Jeszcze ważniejsze były działania Jobbiku podejmowane w kwestii romskiej. To trudny i bolesny problem, z którym nie poradził sobie dotąd żaden rząd po 1989 roku. Oficjalnie na Węgrzech jest ok. 200 tys. Romów, ale nieoficjalnie wszyscy wiedzą, że to społeczność znacznie liczniejsza. Niektórzy dowodzą, że może ich być nawet 800 tys., co dla 10-milionowego kraju stanowi duży problem. Romowie zamieszkują głównie północno-wschodnie rejony (51 proc.) oraz południowe, w Kraju Zadunajskim (20 proc.). To tereny słabo uprzemysłowione, gdzie bezrobocie jest szczególnie duże. – Dzisiaj mamy już całą generację Romów, która nigdy nie podjęła pracy. Ograniczyła do minimum swoje potrzeby, czerpiąc przychody jedynie z zasiłków dla bezrobotnych i rodzinnego albo z działalności sprzecznej z prawem – mówi prof. Őze. – Do tego dochodzą różnice kulturowe. Małżeństwa 14-, 15-latków, rodzące się z nich dzieci nie są w tej grupie niczym wyjątkowym. Próby przeszczepienia na węgierski grunt amerykańskich rozwiązań dotyczących czarnoskórej ludności zakończyły się fiaskiem, ponieważ Romowie żyją jak nomadzi, w wielkich, liczących nawet 80–100 osób rodzinach. I kierują się rodzinno-wspólnotową, a nie indywidualną logiką, kiedy podejmują tzw. życiowe decyzje. Na pewno lepsza oferta pracy, wyższy stopień scholaryzacji romskiej ludności mogłyby pomóc zmienić tę sytuację. Wskazane byłoby także większe zaangażowanie Kościołów, zwłaszcza greckokatolickiego, do którego należy bardzo dużo węgierskich Romów – przekonuje Őze.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji