Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kto zawinił?

W kopalni Mysłowice-Wesoła w nocy z 6 na 7 października doszło do zapalenia i prawdopodobnie wybuchu metanu. Najciężej poszkodowani górnicy, w stanie krytycznym, trafili do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń. W dniu zamykania tego numeru GN jeden z nich zmarł. Miał 26 lat, w kopalni pracował od 5 lat, osierocił dwuletnie dziecko...

W chwili wybuchu w rejonie zagrożenia znajdowało się 37 górników. Odnaleziono i wydobyto 36 pracowników. 31 z nich trafiło do szpitali w Sosnowcu, Katowicach i Siemianowicach Śl. – Jako pierwsi wyciągaliśmy rannych, to stało się akurat na naszej zmianie – opowiada Bogdan Żorawik, ratownik z kopalni Mysłowice-Wesoła. – Ciężko było, oni wszyscy byli bardzo poparzeni, widok masakryczny. Los ostatniego z górników przebywających w kopalni w dniu katastrofy, 42-letniego kombajnisty, pozostaje nieznany. W dniu oddawania do druku tego numeru GN ratownicy nadal przebywali pod ziemią, poszukując zaginionego kolegi. Na miejscu przez cały czas pracuje od 8 do 10 zastępów ratowników, czyli od 40 do 50 osób.

Akcję poszukiwawczą utrudniają niebezpieczne warunki panujące w rejonie, w którym zlokalizowano poszukiwanego. Co jakiś czas ratownicy są wycofywani ze względu na zagrożenie ponownego wybuchu. Nieustannie sprawdzany jest poziom metanu w kopalni. Temperatura w wyrobisku może sięgać nawet do kilkudziesięciu stopni Celsjusza. Ratownicy mieli do pokonania ok. 700 metrów w bardzo ciężkich warunkach. Zespół specjalistów zlecił wzniesienie tamy na dolocie powietrza do rejonu zagrożonego. To warunkowało dalszy postęp prac zespołu, budującego lutniociąg, czyli system doprowadzający powietrze. Ratownicy jednocześnie rozwijają przed sobą linię chromatograficzną. Dzięki temu monitorują powietrze w kolejnych fragmentach chodnika. W pewnym momencie ratownicy penetrujący chodnik natrafili na rozlewisko głębokości około 1,7 metra, co wymagało odpompowania wody i obniżenia jej poziomu do najwyżej 70 cm. Tylko w ten sposób, niosąc aparaty ucieczkowe i pozostały sprzęt ratowniczy, mogli przejść bezpiecznie. W poniedziałek 13 października ciągle nie udało się dotrzeć się do miejsca, w którym zaginionego górnika widziano po raz ostatni. Po katastrofie w mysłowickiej kopalni na Śląsk przyjechali premier Ewa Kopacz oraz wicepremier Janusz Piechociński.

Premier odwiedziła górników przebywających w szpitalach w Siemianowicach Śl. oraz w Sosnowcu i spotkała się z ich rodzinami. Na terenie kopalni Mysłowice-Wesoła rozmawiała z osobami biorącymi udział w akcji ratowniczej. – Pacjenci leczeni są według najwyższych standardów, nie tylko europejskich, ale światowych – zapewniła podczas konferencji prasowej. – Lekarze przez 24 godziny na dobę dbają o to, aby wyprowadzić szczególnie tych najciężej chorych ze stanu zagrożenia życia. Ewa Kopacz zapewniła, że do dyspozycji ratowników będzie wszelkie dodatkowe wyposażenie potrzebne do akcji ratowniczej. Podkreśliła także, że należy położyć większy nacisk na polepszenie standardów bezpieczeństwa w kopalniach.

Przyczynę katastrofy ustala komisja Wyższego Urzędu Górniczego oraz prokuratura w Katowicach. Prokuratorzy w pierwszej kolejności przystąpili do przesłuchiwania świadków. Zabezpieczyli też cyfrowe kopie danych z kopalnianych urządzeń pomiarowo-rejestrujących i z rejestratorów rozmów. Z anonimowych przekazów wynika, że poziom stężenia metanu w rejonie, w którym doszło do katastrofy, już trzy dni wcześniej był przekroczony. O modlitwę w intencji poszkodowanych górników oraz ich rodzin apelował abp Wiktor Skworc. – W duchu chrześcijańskiej solidarności stańmy przy wszystkich poszkodowanych i ich rodzinach, żonach, dzieciach, wszystkich bliskich z wytrwałą modlitwą. W miesiącu poświęconym modlitwie różańcowej prośmy miłosiernego Boga, przez wstawiennictwo Królowej Różańca Świętego, o zachowanie życia naszych braci, łaskę powrotu do zdrowia, dar cierpliwej ufności i żywej nadziei, a także o pomoc Bożą dla lekarzy i całego personelu medycznego.

Caritas archidiecezji katowickiej apeluje o pomoc finansową dla poszkodowanych górników i ich rodzin. Lekarze potwierdzają, że leczenie będzie długotrwałym, a co za tym idzie kosztownym procesem. Osoby, które chcą pomóc, proszone są o wpłatę na numer konta 90 1560 1111 0000 9070 0011 6398 z dopiskiem „Katastrofa”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama