Nowy numer 20/2019 Archiwum

W domu i na ulicy

– Wspólnota nie jest celem, ale środkiem – mówi Martine Laffitte-Catta, współzałożycielka Wspólnoty Emmanuel. – Samotny chrześcijanin może być smutny.

Chrześcijanin w pojedynkę jest zagrożony – mówi Laffitte-Catta, francuska lekarka, już na emeryturze. – Podtrzymujemy się w miłości Boga, w trwaniu w dobrym i ewangelizowaniu. W 1972 r. w Paryżu z Pierrem Goursat, krytykiem sztuki, później przez lata żyjącym z wyboru jako celibatariusz, założyła Wspólnotę Emmanuel, która dziś liczy 7 tys. członków i działa w 80 krajach. Jej mąż Herve-Marie Catta włącza się w pracę ewangelizacyjną za pomocą internetu, bo ze względu na stan zdrowia nie może już jeździć z nią na spotkania. – Staramy się żyć, głosząc Pana Jezusa we własnym środowisku – w pracy, w szkole – opowiada założycielka. Rodziny i młodzież Wspólnoty Emmanuel spotykają się na zgrupowaniach modlitewnych, rekolekcjach, wspólnie się modlą i spędzają wolny czas. – Można rozmawiać o Bogu z sąsiadami, sprzedawcami w osiedlowych sklepach, z przechodniami – tłumaczy. – Wystarczy się do nich zwrócić: „Niech cię Bóg błogosławi!”. Choć u nas, w świeckiej Francji, to brzmi wręcz rewolucyjnie.

– Ksiądz Twardowski napisał: „Nie przyszedłem pana nawracać”, my też nie wchodzimy w życie innych z butami – mówi Michał Gierycz, odpowiedzialny za 400-osobową Wspólnotę Emmanuel w Polsce. – W ewangelizacji ważne jest nie tylko to, że my niesiemy przesłanie, ale i to, żeby dostrzegać Pana Jezusa w drugim człowieku. Nie musimy mu dawać rozwiązań na wszelkie bolączki, ale powinniśmy z nim być, niezależnie od tego, jakie ma poglądy.

Członkowie wspólnoty wychodzą ze słowami o Bogu na ulice miast. – Na początku jedno z „naszych” małżeństw zaproponowało taką misję uliczną, ale wszyscy się przelękli i po jakimś czasie ta najlepsza, ale zamknięta na świat grupa padła – opowiada Martine Laffitte-Catta. – My sami się ewangelizujemy, kiedy innym głosimy Jezusa, to nasz chrzest bojowy. Któregoś dnia właśnie na ulicy spotkała dziewczynę, która przyznała, że nawróciła się 7 lat temu dzięki ich wspólnocie. „Przedtem żyłam niezbyt pięknie, ale od 7 lat codziennie proszę Pana, żeby dawał mi okazję mówić o Nim nieznajomym. I spełnia moją prośbę, dlatego jestem radosna” – wyznała. Wtedy pomyślałam, że to ja – założycielka wspólnoty – zostałam przez tę dziewczynę pouczona i pokrzepiona.

W rozpędzonym samochodzie

Do wspólnoty należą też duchowni, ale gros to ludzie świeccy. – Zakładaliśmy ją we dwoje, ale kiedy szybko zaczęła się rozrastać, Pierre powiedział: „To przerażające! – wspomina Martine Laffitte-Catta. – Czuję się, jakbym siedział w rozpędzonym samochodzie, który nabiera coraz większej prędkości! Na szczęście Ktoś inny siedzi za kierownicą!”. Jego życie było związane z Maryją. Urodził się w uroczystość Wniebowzięcia NMP, a zmarł w Zwiastowanie. Nazwę wspólnoty zaczerpnęli z Księgi Izajasza: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel”. A Emmanuel znaczy „Bóg z nami”. – Pierre nieraz powtarzał: „Każde doświadczenie może służyć dobru” – opowiada Laffitte-Catta, która była jego duchową siostrą. Sam w młodości chorował na gruźlicę. – Gdybyś był zdrowy, to byś nas wykończył tempem swojej pracy – żartował mąż Martine. Pierre Goursat zachęcał członków wspólnoty, żeby nie szli za modą świata. „Boisz się, że źle wypadniesz? Powiedz, komu chcesz się spodobać? Masz się podobać Bogu – powtarzał.

Michał Gierycz z Warszawy przed wstąpieniem do wspólnoty chodził do kościoła, ale nie zastanawiał się nad tym, czy Bóg jest fundamentem jego życia. Był po liceum, kiedy w 1997 r. wybrał się na Światowe Dni Młodzieży do Paryża. Poprzedziło je Forum Młodych w Altötting w Niemczech. – Wtedy odkryłem obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie – wspomina. – Nie zapamiętałem wykładów, ale to, że dużo czasu spędzałem przed Jezusem Eucharystycznym, doświadczając, że Bóg jest blisko, że się o mnie troszczy. Na studiach zacząłem się angażować w organizowanie takich mini-Światowych Dni Młodzieży przez Wspólnotę Emmanuel. Odkąd ożenił się z Kasią, już wspólnie biorą udział w jej życiu. – W naszej wspólnocie panuje normalność – mówi. – Żyjemy w świecie, z ludźmi, ale przede wszystkim próbujemy żyć jak najbliżej Pana Jezusa. Na ile pozwala na to życie zawodowe i rodzinne, staramy się być często, najlepiej codziennie, na Mszy św. i adoracji, choć nie zawsze nam się to udaje. Mają czwórkę małych dzieci, które trzeba odprowadzić do przedszkola. Żeby zdążyć na Mszę św. przed pracą, niekiedy musi wstać przed 6 rano. Tak jak inni członkowie wspólnoty każdego dnia robią wszystko, by uczestniczyć w adoracji Najświętszego Sakramentu. – To bardzo ważne – podkreśla Gierycz. – Z adoracji rodzi się współodczuwanie, patrzenie oczyma innych, nie tylko swoimi. Ona też pomaga dobrze wejść w rytm życia domowego. Z pracy zabiera się wiele rzeczy w głowie. Jeśli w kościele zostawię je przed Panem Jezusem, w domu łatwiej mi być dla bliskich.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji