Nowy numer 50/2018 Archiwum

Anioły chodzą po wsiach

Wędrują przez siedem wsi w okolicy Pakości, przynoszą swoją młodość, talenty i... Ewangelię. Ale nie wiadomo do końca, kto tu jest ewangelizującym, a kto ewangelizowanym.

Co tu się dzieje? Na polanie pełno młodych ludzi. Jedni, już z pomalowanymi twarzami, ćwiczą chodzenie na szczudłach, inni właśnie przyjmują na twarz dziwaczny makijaż. Ktoś przynosi ze sklepu lody i rozdziela je między znajomych, bo upał daje popalić. Z głośników płynie orientalna muzyka. Sołtys Rycerzewka Roman Kacprzak odpala kolejny eksponat ze swojej kolekcji starych traktorów. One też wezmą udział w barwnym korowodzie, który niespiesznie zaczyna się formować. Nad wszystkim czuwa postać w brązach: kapelusz, długa rudawa broda i połatany habit należą do o. Kordiana Szwarca, franciszkanina, którego wszyscy nazywają tu „bratem Kordianem” albo po prostu „Kordianem”. To on wymyślił projekt „Siedem Aniołów”. Projekt – bo to, z czym mamy do czynienia, trudno jednoznacznie określić pielgrzymką, rekolekcjami, ewangelizacją czy działaniem artystycznym. Tutaj mamy wszystkiego po trochu. Papież Franciszek powiedział: „Róbcie raban”, więc robią. A Bóg zajmie się resztą.

Robić dobrze dobro

Wędrują przez siedem wsi w okolicy Pakości w województwie kujawsko-pomorskim, każdego dnia rozbijają się w innym miejscu. Mieszkańcy wiosek dają im miejsce na obóz, ognisko, wieczerzę, prąd i bieżącą wodę. Oni przynoszą swoją młodość, talenty i... Ewangelię. O Bogu mówią na wiele sposobów. Tym najważniejszym jest Eucharystia, którą przeżywają razem z mieszkańcami. Kazania skoncentrowane są wokół listów do siedmiu Kościołów z Apokalipsy św. Jana. Ale oprócz Mszy św. jest też spektakl „Abraham” z pokazami ognia, zabawa z dziećmi, kino nocne czy warsztaty litografii. W trakcie wędrówki powstaje film fabularny. Profesjonalny. – Cieszę się, że kręcą go zawodowcy – mówi Magda Zaręba, która przyjechała z Wrocławia, by pomagać w organizacji „Siedmiu Aniołów”. – Mam poczucie uczestniczenia w czymś dobrym, co jest ważne dla innych, dlatego chcę, żeby było to robione dobrze.

 

Takich jak Magda jest więcej. Przyjechali z Torunia, Jarocina, Jarosławia. Z różnych wspólnot i stowarzyszeń. Przeżywają tu swoje rekolekcje, animują różne działania. Ale tak naprawdę nie wiadomo do końca, kto tu jest ewangelizującym, a kto ewangelizowanym. – Czuję się trochę jednym i drugim – daję i otrzymuję – wyznaje Mikołaj Kryszak, świeżo upieczony licealista z Pakości, w koszulce z napisem „Nirvana”. Wraz ze swoją dziewczyną Mają wyruszył pielgrzymować, zachęcony przez brata Kordiana. Wczoraj brał udział w nagrywaniu scen do filmu. Nie wszystkie napotkane osoby odniosły się do projektu życzliwie. Niektórzy patrzyli na nich jak na dziwaków. – Nie jest łatwo wyjść z czymś takim do sąsiadów – twierdzi Mikołaj.

Dodawanie maggi

Najczęściej jednak mieszkańcy wiosek darzą młodych pielgrzymów sympatią. Kiedy wyruszamy z Rycerzewka, ludzie stoją przy płotach i przyjaźnie machają do nas. Droga prowadzi wśród zieleni i złocących się zbożem pól. Z głośników dalej gra muzyka – tym razem na bardziej słowiańską nutę. Na tyłach korowodu dziewczyny z Jarosławia, z dominikańskiego duszpasterstwa „Baszta”, przy wtórze skrzypiec same podejmują śpiew. „Wszytcy niebianie, apostołowie,/ wierni świadkowie, zmęczeni, w zgonie,/ dziewice czyste, święci kapłani –/ chwalcie dziś Pana, Jemu wybrani” – rozbrzmiewa radosna harmonia. – Przyjechałam tutaj, żeby się uśmiechnąć – mówi Kasia Wygnaniec, gimnazjalistka z Jarosławia. – Nasz opiekun o. Tomasz Biłka powiedział kiedyś, że chrześcijaństwo bez radości jest jak rosół bez maggi. My dodajemy maggi – śmieje się Kasia.

Droga do Wielowsi to siedem i pół kilometra. Krystian Malik przebył cały ten odcinek na szczudłach. Twierdzi, że nie bolą go nogi. Dziś wieczorem wraz z grupą teatralną Santo Fuego, do której należy, będzie jeszcze prezentował swoje umiejętności w spektaklu o Abrahamie. Ale nie wszyscy są tak zaprawieni w bojach. Zmęczenie trochę daje znać o sobie, zwłaszcza że żar cały czas leje się z nieba. Brat Kordian pozwala chwilę odsapnąć w cieniu, potem jednak woła chłopaków do rozbijania namiotów, a dziewczyny na próbę śpiewu. Po obiedzie wszyscy rozchodzą się do swoich zajęć. Magdalena Bartoszewicz, reżyser powstającego właśnie filmu, zbiera ekipę do kręcenia kolejnej sceny. – Poruszające jest to, że tej młodzieży chce się działać, i to na wielu obszarach artystycznych – mówi pani reżyser. – Oczywiście, mają jeszcze braki warsztatowe, ale tkwi w nich ogromny potencjał. Zresztą nie sam film jest tutaj istotny, ale właśnie te dzieciaki, które w nim grają.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Eterno Vagabundo
    24.07.2014 07:01

    Chcesz być " Aniołem,
    Nie od parady " ???
    Musisz:
    1. Czynić dobro,
    2. Zwalczać swoje wady.

    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji