Nowy numer 48/2020 Archiwum

Modlitwa pilnie potrzebna

Nieprawdopodobnie zabrzmiała wiadomość o zestrzeleniu przez prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy pasażerskiego samolotu malezyjskich linii lotniczych.

Na pokładzie było 298 pasażerów i członków załogi. Wszyscy zginęli. Wśród ofiar głównie Holendrzy, ale także Malezyjczycy, Indonezyjczycy, Brytyjczycy, Niemcy, Belgowie, Kanadyjczyk i Nowozelandczyk... Szokujące fakty, bezduszne liczby… A za tymi liczbami kryją się konkretne osoby, twarze. Każda z tych ofiar to była czyjaś matka, ojciec, syn, córka… Ktoś ich kochał, oni kogoś kochali. Mieli własne plany na najbliższe dni i na całe życie, cel podróży… Jeszcze bardziej nieprawdopodobnie brzmią informacje napływające z terenu katastrofy w kolejnych dniach po tragedii. Zwłaszcza te dotyczące postępowania tzw. ratowników z ciałami zabitych, ich rzeczami osobistymi i szczątkami zestrzelonego samolotu. Piszemy o tej tragedii (ss. 4–7) nie po to, by epatować cierpieniem, ale po to, by skłonić do modlitwy – o przebaczenie grzechów, o życie wieczne dla zmarłych i o pocieszenie w cierpieniu dla przeżywających żałobę ich bliskich. Jak trudne to doświadczenie wiedzą tylko ci, którzy przeżyli nagłe i niespodziewane odejście bliskiej osoby.


W komentarzach, opiniach ekspertów, relacjach dziennikarzy, którym udało się dotrzeć na miejsce katastrofy, i jej świadków, apelach kierowanych przez przywódców państw i różne międzynarodowe autorytety do separatystów, raz po raz nazywanych terrorystami, i do Władimira Putina coraz bardziej zdecydowanie wybrzmiewają pytania o reakcję Zachodu na tę zbrodnię. Czy śmierć tylu niewinnych ludzi może przyczynić się do zakończenia nasilającego się konfliktu? W ostatnich tygodniach odsłonił on nowe oblicze – separatyści w Donbasie porwali i zabili kilku kapłanów i na kontrolowanych przez siebie terenach rozpoczęli czystki religijne (więcej na ten temat na ss. 50–53). Kiedy zamykamy ten numer „Gościa”, wciąż nieznany jest los uprowadzonego ks. Wiktora Wąsowicza. Jego parafianie z Gorłówki nie ustają w modlitwie o uwolnienie kapłana.


Świat potrzebuje modlitwy, dlatego jest wiele miejsc, w których ona nie ustaje. Jednym z nich jest klasztor sióstr klarysek w Starym Sączu (reportaż z tego niezwykłego miejsca na ss. 70–73). Na kolanach przed Panem Bogiem mniszki z kontemplacyjnego zakonu spędzają po 8 godzin dziennie. Aż im skóra na kolanach stwardniała od klęczenia. Ale tym siostry zupełnie się nie przejmują. Kto widzi kolana pod habitem – śmieją się. Swoją modlitwą dotykają spraw całego świata. – Modlimy się za chrześcijan prześladowanych i za prześladowców, za pokrzywdzonych i krzywdzących, za rodziny wielodzietne i za rodziców nie mogących doczekać się potomstwa, za zniewolonych nałogami, bezrobotnych, za chorych i opętanych… – wyliczała jedna z sióstr. 17 lipca doszły im kolejne intencje…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się