Nowy numer 43/2020 Archiwum

Sztuczki niepiękne

Dobry malarz żyje z obrazów, zły – z obraz.

Przed prawie dekadą niejaka Dorota Nieznalska wywołała skandal „instalacją” w postaci krzyża, na którym widniały męskie genitalia. Wskutek tego została wielką artystką, męczennicą sztuki, mile widzianą na zachodnich salonach sztuki. Tak się od tego rozochociła, że postanowiła dać się rozpiąć nago na krzyżu w Wielki Piątek, i to w Salzburgu. Ale nawet Austriacy tego nie zdzierżyli i „performance” nie doszedł do skutku.

Przypominam tamtą historię, bo dobrze pokazuje jeden z kierunków rozwoju „artystów”. Jeśli ktoś ma talent, tworzy po prostu coraz lepsze dzieła. Coraz lepiej rzeźbi, rysuje, maluje coraz lepsze obrazy. Ambitne beztalencie natomiast coraz mocniej obraża. Wywołuje taki „artysta” możliwie jak największy skandal, a następnie grzeje się w ogniu protestów, byle nie za dużych, bo umierać to on nie ma zamiaru (dlatego obraża katolików, a nie, na przykład, szyitów). I zapewne święcie potem wierzy, że jest naprawdę dobrym artystą, bo jest przecież niezrozumiany. A van Gogh też był niezrozumiany. Niech więc motłoch trzyma swoje klerofaszystowskie gęby i słucha mądrych, gdy go pouczają, co to sztuka. A kiedy już się ludzie nauczą i przyzwyczają, trzeba ich obrazić jeszcze bardziej. Do porno dodać maso i sado, homo i zoo, najlepiej w kościele, najlepiej w dniu jakiegoś stosownego święta.

Nie inaczej było z „Golgotą Picnic”. Co to – organizatorzy nie wiedzieli, że oglądanie masturbacji w kontekście ukrzyżowania Zbawiciela to nie jest to, co Polacy lubią najbardziej? Nie wiedzieli, że uroczystość Serca Jezusowego wzmaga niestosowność organizowania takiego spektaklu? Czyżby – choć „Golgota Picnic” wywołała protesty nawet w zlaicyzowanej Francji – sądzili, że w Polsce nie wywoła?

Chyba nikt nie jest tak naiwny, żeby sądzić, że tu chodziło o promocję prawdziwej sztuki. To po prostu wypróbowana taktyka dozowania obrażania. Najpierw „genitalna” wystawa z krzyżem, potem „jasełkowy szatan” drący Biblię, potem jeszcze coś, i jeszcze coś – a gdy już naprawdę nic się nie wymyśli, praca będzie skończona. Bo docelowo chodzi o znieczulenie na Boga i wszystko, co może z Nim mieć związek. Chodzi o pozbawienie człowieka miejsca ucieczki, o splugawienie każdej rzeczy, która pachnie Bogiem.

Jasne, że „artystom” o to nie chodzi. Oni nie rozumieją tego, w czym biorą udział. Ale diabeł to rozumie. To jemu o to chodzi. Chrześcijanie więc, jeśli mają rozumieć, co się naprawdę dzieje, gdy ktoś próbuje grzebać w moralności, gdy kwestionuje realność grzechu i wymagania sprawiedliwości, muszą wiedzieć, że gra idzie tu o zbawienie. W takiej sytuacji trzeba protestować, tak jak trzeba reagować, gdy ci znieważają matkę. I w Poznaniu tak się stało. Protesty przerosły rachuby organizatorów. Odwołanie spektaklu było ciężką porażką „postępu” – i stąd też furia jedynie słusznych mediów. Organizowane w różnych miejscach Polski odczyty tej „sztuki” i pokazy wideo były tylko żałosną próbą uratowania twarzy. Ale to się nie udało, zwłaszcza że w tym spektaklu twarze większej roli nie grają.

I dobrze.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także