Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zainspirował mnie św. Maksymilian

Kanadyjka Mary Wagner została skazana na więzienie za to, że - mimo sądowego zakazu - weszła do kliniki aborcyjnej, proponując różę, rozmowę i pomoc kobietom, które byłyby gotowe rozważyć rezygnację z aborcji. Niedawno opuściła zakład karny po dwuletnim w nim pobycie. O motywacjach swojej działalności i związkach z Polską rozmawia z nią Andrzej Kumor.

Andrzej Kumor: Dlaczego nie podpisałaś dokumentów sądowych o rozpoczęciu okresu próbnego?

Mary Wagner: Ponieważ jestem przekonana, że nie powinnam była być w więzieniu. A więc jest to jakiś sposób niepoddawania się, nieuznawania jakiejkolwiek legalności tego, co się stało. Nie uczyniłam nic złego. Nie zrobiłam nic, za co powinno się mnie karać.

Wspomniałaś kiedyś o wizycie w Auschwitz, że to bardzo na Ciebie podziałało.

W 1997 roku byłam w Polsce 9 dni. Wcześniej pracowałam w wolontariacie w Lourdes. Było tam bardzo wielu wolontariuszy z waszego kraju. Pierwszy raz w życiu spotkałam młodych, głęboko wierzących ludzi. Oni mnie umacniali. Obejrzeliśmy film o św. Maksymilianie Kolbem. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Wielka miłość, poświęcenie się dla innych, całe życie zogniskowane wokół woli Boga, co w konsekwencji doprowadziło do oddania własnego życia za życie innego człowieka. Kiedy okres pracy w Lourdes dobiegał końca, przyjaciele zaprosili mnie do Polski. Zasugerowali, żeby odwiedzić Auschwitz. Sama bym tam nigdy nie pojechała. Moi przyjaciele uważali jednak, że to będzie z pożytkiem dla mnie. Auschwitz zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie. Mogłam zobaczyć, do czego jesteśmy zdolni... Byłam tam też w celi św. Maksymiliana Kolbego.

Sądzisz, że zabijanie nienarodzonych jest w pewnym sensie emanacją tego samego sposobu postrzegania świata, który doprowadził do zabijania Żydów i innych masowych mordów na przestrzeni dziejów?

Oczywiście, że tak. Sednem jest postawienie sobie pytania, czy jest coś takiego jak życie nie warte życia? Czy życie jest czymś świętym? Czy mamy patrzeć na człowieka i jego życie jak na coś użytecznego, czy jak na coś, co ma wartość samo w sobie? I jeśli zaczynamy pytać o czyjąś użyteczność lub bezużyteczność, stajemy się zdolni do wszystkiego. Widzimy to raz po raz w różnych formach ataków na osobę ludzką.

Papież Jan Paweł II mówił o „cywilizacji śmierci”, czy nie sądzisz, że zbyt łatwo oddajemy pola tej „cywilizacji”? Jesteśmy ludźmi wierzącymi, ale nie walczymy z nią dostatecznie. Dlaczego nie chcemy o tym słyszeć, a nawet gdy słyszymy, to nie jesteśmy zbyt skorzy do działania?

Składa się na to wiele czynników. Po pierwsze ogólna apatia. Kiedy mamy wygodne, łatwe życie, a takie nastawienie jest obecnie dominujące, wiele współczesnych wynalazków przesłania nam to, kim naprawdę jesteśmy, że zależymy od kogoś znacznie nas przewyższającego, że mamy Stwórcę, który na tak wiele sposobów jest obecny w naszym życiu. Nie dostrzegamy Go, ponieważ mamy naokoło tyle rzeczy. Kiedy raz stracimy z oczu Stwórcę, wtedy już łatwo przychodzi nam zwrócić się przeciwko sobie.

W więzieniu otrzymywałaś oznaki poparcia i sympatii z różnych krajów...

Tak, szczególnie od Polaków. Zaczęłam dostawać listy w okresie Bożego Narodzenia. Wiem, że apelowano o ich wysyłanie. Dostawałam listy od prywatnych ludzi, od parafii, od różnych organizacji, dzielących się informacjami o własnych działaniach i niosących słowa zachęty i otuchy. Bardzo za nie dziękuję! Stosunek liczby listów, jakie dostałam z Polski, do tych z reszty świata był mniej więcej pół na pół. Wiele przyszło też z Chorwacji. Ludzie pisali, jakim szokiem było dla nich to, że sprawa aborcji w Kanadzie wygląda tak, że można aresztować kogoś, kto się tej sytuacji przeciwstawia. Moja przyjaciółka Linda Gibbons, z powodu której przyjechałam do Ontario, w ciągu minionych 20 lat była wielokrotnie aresztowana tylko za to, że stała na chodniku, trzymając plakat z rysunkiem dziecka i słowami: „Mamo dlaczego? Skoro mogę ci dać tyle miłości”. Choć stała w miejscu publicznym, na chodniku, aresztowano ją za to, że była zbyt blisko przychodni aborcyjnej. Za dawanie tego prostego świadectwa spędziła w więzieniach łącznie ponad 10 lat. Tylko za to, że świadczyła o świętości życia.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama