Nowy numer 3/2021 Archiwum

Płacą wszyscy, bawi się niewielu

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej nabrały rumieńców. Niemal cała Brazylia żyje imprezą, na którą czekano tu od lat. Kraj wreszcie przyciągnął uwagę zagranicy czymś innym niż karnawałem i wysokim współczynnikiem przestępczości. Niestety, Brazylia prawdopodobnie wywołała wilka z lasu.

Do Brazylii przyjechałem po raz pierwszy w 2009 roku. Już wtedy szykowano wielkie plany inwestycyjne. Lotniska miały zmienić się nie do poznania, transport publiczny miał poprawić się o dwie klasy, a São Paulo i Rio miała połączyć szybka kolej. W 2010 r., podczas kolejnej wizyty, słyszałem o jeszcze bujniejszych planach. Potem był jeszcze rok 2011, kiedy okazało się, że planować nie ma już czego, bo ceny w budowlance zostały nakręcone do granic możliwości. W 2013 ze zdumienia przecierałem oczy: tak wyglądają największe metropolie 200-milionowej Brazylii, liczące na przyjazd tysięcy zagranicznych turystów? Wszędzie śmieci, wszędzie coś wala się na ziemi, jakość transportu publicznego fatalna, internet działa dwie klasy gorzej niż w Polsce, a przy tym jest wielokrotnie (sic!) droższy. Jak oni chcą zorganizować ten turniej?
 

Byle do przodu

Ale zorganizowali, jakoś się kula, chociaż niedoróbki widać gołym okiem na każdym miejscu. Podczas meczu otwarcia zgasła część świateł na Arenie Corinthians. Dziwić to nie może, bo przecież 13 dni przed premierą mundialu zagrano pierwszy mecz na tym obiekcie, a jeszcze w przededniu spotkania zaczynającego turniej trwały prace budowlane i słychać było młoty pneumatyczne. W São Paulo nie udało się otworzyć monotrilho, które rozwiązałoby komunikacyjne problemy w okolicach Diademy i tzw. ABC (São André, São Bernando, São Caetano). Nie dosyć, że roboty się ślimaczą, to tuż przed pierwszym mundialowym gwizdkiem doszło do dwóch wypadków na budowach tej jakże ciekawej inwestycji.

Bo monotrilho to nic innego jak kolejka jeżdżąca na jednym torze, która przesuwa się ponad zatłoczonymi ulicami kilkunastomilionowego miasta. W Rio budowy trwają, bo tam najważniejszym terminem są igrzyska olimpijskie w 2016 roku. W Salvadorze nawet otworzyli kawałek linii metra, ale tylko tam, gdzie są turyści i jeszcze mogą dojechać do stadionu. Za to lotniska, taksówkarze łupią ich niemiłosiernie. Odnieść można wrażenie, że 100 zł za kurs to podstawowa stawka przewozowa za taksówkę w stolicy stanu Bahia. Mało tablic, niewiele informacji, że coś się dzieje, w niektórych miejscach jedyne oznaki mundialu to pamiątki sprzedawane w sklepach. W informacji turystycznej nieraz nie mówią po angielsku, a wiadomości, które podają, mijają się z prawdą. Spośród pięciu miast mundialu, które do tej pory odwiedziłem, najgorsze wrażenie robi Salvador. Nie dosyć, że owa „perła” spośród brazylijskich miast jest zwykłym szarym molochem, który poza niezbyt dużą częścią starego centrum niewiele oferuje do zwiedzania, to jeszcze obcokrajowcy są tu traktowani jak chodzące bankomaty. Na tle São Paulo, Kurytyby czy innych znanych mi brazylijskich miast nieprzyjemne zaskoczenie. Każdy kurs taksówką to niespodzianka. Ceny hoteli kosmiczne, chociaż jakość usług doprawdy przeciętna. No i permanentne spóźnienia. Chociaż w przypadku tych ostatnich szczyty osiągnęła FIFA.Otóż właśnie ze względu na rozgrywany w Salvadorze mecz Niemcy–Portugalia zamknięto... lotnisko w tym mieście. Nie, piłkarze nie grali na płycie lotniska, lecz 35 km dalej. Co więc się stało? Według jakiś absurdalnych reguł bezpieczeństwa, narzucanych przez FIFA organizatorom mundialu, samolot musi przelatywać co najmniej 7 mil od stadionu w chwili rozgrywania meczu. W przypadku Salvadoru jest to ok. 5,5 mili. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że pasażerowie lecący do tej 3,5-milionowej metropolii z São Paulo, Rio de Janeiro albo mający tam przesiadkę (bo to ważny port przesiadkowy dla lecących na północ) musieli ganiać po lotnisku z szaleństwem w oczach, bo... żadna z linii lotniczych wcześniej o tym nie wiedziała! Proszę sobie wyobrazić chaos, jaki panuje na lotnisku w sytuacji, kiedy czterech lokalnych przewoźników nie przekazuje informacji o zmianie organizacji lotów, a władze lotniska, czekając na wolną przestrzeń nad Salvadorem, ciągle przesuwają godziny odlotów i miejsca odpraw samolotów do tego miasta! A przecież rozkład meczów i godziny ich trwania były znane od pół roku!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama