Nowy numer 3/2021 Archiwum

Redakcja jak sanktuarium

Nie wiadomo, co bardziej bulwersuje: zawartość nagrań czy działania, jakie państwo podjęło już po ich publikacji wobec dziennikarzy.

W środę 18 czerwca w redakcji „Wprost” dwa razy pojawili się oficerowie ABW. Najpierw na zlecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga zażądali wydania nośników z nagraniami rozmów polityków i szefa NBP, opublikowanych przez tygodnik. Gdy spotkali się z odmową, wrócili z dwoma prokuratorami i w asyście policji, by przeprowadzić formalne przeszukanie. Nie udało im się to, bo dziennikarze też wezwali posiłki. Trwająca wiele godzin próba zdobycia „dowodów przestępstwa” transmitowana była na żywo w telewizjach informacyjnych i relacjonowana w sieci. W jej finale, ok. 23.00, gdy na polecenie prokuratora Józefa Gacka dwaj funkcjonariusze ABW chcieli siłą wyrwać redaktorowi naczelnemu laptop, pospolite ruszenie wyważyło drzwi. W tej sytuacji goście musieli opuścili redakcję z pustymi rękami, porzucając… teczkę z materiałami operacyjnymi.

„Nie wierzę własnym uszom”

Choć na miejscu było aż gęsto od kamer i mikrofonów, relacje na temat tego, co się wydarzyło, znacznie się różnią, w zależności od źródła. Rzecznicy prokuratury i ABW zapewniają, że chcieli jedynie uzyskać nośniki oraz kopie nagrań uzyskanych drogą przestępstwa, nie zamierzali paraliżować pracy redakcji i nie stosowali przemocy. Dziennikarze twierdzą zaś, że funkcjonariusze chcieli zabrać wszystkie twarde dyski i zachowywali się jak w „dziupli z kradzionymi fantami”, zaś Sylwestrowi Latkowskiemu próbowano odebrać laptop siłą.

Bezprecedensowy nalot służb specjalnych na redakcję „Wprost” spotkał się ze zdecydowanym protestem – m.in. Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Naczelnej Rady Adwokackiej. – To, co robi prokuratura, jest rzeczą przerażającą. Jestem zbulwersowany, oburzony i tak szczerze mówiąc, nie wierzę własnym uszom – komentował w TVN24 prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. O sprawie w podobnym tonie informowały zagraniczne media. Mimo to w czwartek prokurator generalny Andrzej Seremet działania swoich podwładnych ocenił…. jako prawidłowe. W piątek mieliśmy kolejny zwrot akcji. – To w ogóle nie powinno się zdarzyć – orzekł minister sprawiedliwości Marek Biernacki. W sobotę dziennikarski thriller zakończył się wizytą pełnomocnika „Wprost” w prokuraturze. Mec. Jacek Kondracki przyniósł tam nagrania z nielegalnych podsłuchów. Co ciekawe, ta wizyta została zapowiedziana już wcześniej przez redakcję. Świadkowie twierdzą, że podczas pierwszej wizyty oficer ABW zgodził się nawet na taką formę przekazania plików, ale po konsultacji telefonicznej (z kim?) – mimo oporu dziennikarzy – podjął decyzję o przeszukaniu redakcji. Dlaczego? Każdy ma swoją wersję odpowiedzi na to pytanie (najciekawszą przytoczę na końcu), ale jedno jest pewne: gdyby wykazano się cierpliwością i odpowiedzialnością, nie doszłoby do skandalu.

Prokurator do dymisji?

Zdaniem ministra sprawiedliwości, akcję prokuratury prowadzono „mało profesjonalnie i nieroztropnie”, podjęto działania zbyt daleko idące, nieadekwatne do sytuacji, mogące budzić uzasadnioną obawę naruszenia tajemnicy dziennikarskiej. M. Biernacki w przygotowanym dla premiera raporcie zwrócił uwagę na brak odpowiedniej koordynacji działań prokuratury, policji, ABW oraz brak współpracy z sądem. Jako niezgodną z kodeksem postępowania karnego ocenił próbę wykonania kopii zawartości komputerów, do której doszło w redakcji.

Replika prokuratury była równie szybka, co oryginalna. Andrzej Seremet odpowiedział, że w raporcie MS nie doszukał się zakwestionowania podstawy prawnej działań w redakcji „Wprost”. Nie wykluczył jednak swojej dymisji, jeśli takie będą wobec niego oczekiwania. Ponieważ sprawozdanie prokuratora generalnego za ubiegły rok wciąż nie jest podpisane przez premiera, zabrzmiało to jak zaproszenie do zakończenia misji A. Seremeta. Nie należy tego wykluczyć, bo rząd już szuka winnych środowej kompromitacji. Dariusz Łuczak, szef ABW, wszczął postępowanie wyjaśniające, by dokładnie zbadać wszystkie zdarzenia, które miały miejsce 18 czerwca. Ich sensowności nie broni już żaden polityk PO. Prokuratura znalazła wsparcie dla swoich działań jedynie w części środowiska prawniczego i wśród najbardziej zaangażowanych we wspieranie rządu… dziennikarzy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama