Nowy numer 3/2021 Archiwum

Prawo sumienia

Sumienne egzekwowanie prawa nie zawsze można pogodzić z sumieniem. Widać to na przykładzie wielu krajów, gdzie teoretycznie obowiązuje tzw. klauzula sumienia.

Klauzula sumienia nie jest bynajmniej polskim wynalazkiem. Prawodawstwo większości krajów na Zachodzie zawiera bardziej lub mniej sprecyzowane zapisy dotyczące sytuacji, gdy lekarz, pielęgniarka lub farmaceuta może odmówić wykonania danej czynności, powołując się właśnie na konflikt sumienia. W rzeczywistości w każdym z tych krajów istnieje konflikt między teorią a praktyką. Teoretycznie gwarantowana wolność sumienia jest naruszana przez naciski, szantaże, a nawet wyroki sądowe.

Prawnicza schizofrenia

Należałoby właściwie powiedzieć, że ten konflikt jest nieunikniony: jeżeli bowiem prawo jest w jakimś punkcie z natury niegodziwe – np. zezwala na zabójstwo człowieka – to nawet łaskawe zezwolenie przez prawodawcę, by ktoś mógł zwolnić się z jego wykonania, i tak naraża na konflikt z tymi, którzy z tego prawa chcą skorzystać. Istnienie klauzuli sumienia w prawodawstwie jest też de facto przyznaniem, że mamy do czynienia ze swoistą prawniczą schizofrenią: uchwalamy prawo, które wiadomo, że może wywoływać konflikt sumienia u osób narażonych na jego stosowanie. A dlaczego może wywołać konflikt? Zdaniem prawodawcy tylko dlatego, że „są różne poglądy i wrażliwości”, które prawodawca próbuje pogodzić. Nie ma tu zatem miejsca na prawo naturalne, które obiektywnie decyduje o tym, co moralnie dopuszczalne. Schizofrenia jest to tym większa, że w wielu przypadkach istnieje przecież powszechna zgoda co do natury danego czynu: np. zabicie narodzonego dziecka słusznie nazywa się dzieciobójstwem. I jest karalne. Pod względem prawnym natomiast możliwa jest sytuacja ustawowego „rozgrzeszenia”, gdy dziecko przeznaczone do aborcji „przypadkowo” przeżyje i lekarz dokończy „procedurę terminacji” już poza organizmem matki. Co więcej, jak pokazuje histeria wokół osoby prof. Chazana, za przestępstwo może zostać uznane niewskazanie alternatywnego zabójcy dziecka (czyli naruszenie kuriozalnego prawa, które nakazuje to lekarzowi powołującemu się na klauzulę sumienia), a nie samo „legalne” zabójstwo.

Sytuacja wydaje się pod względem prawnym patowa. I tak też wygląda to w praktyce na całym świecie. Warto więc przyjrzeć się, czy klauzula sumienia w ogóle działa w poszczególnych państwach, które uchwalając niegodziwe prawo, „zgadzają się” teoretycznie na zwolnienie z jego wykonywania przez osoby powołujące się na swoje sumienie.

„Jakiekolwiek działania”

Punktem odniesienia dla prawodawstwa większości krajów europejskich jest m.in. Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950 r. Czytamy w niej, że „każdy ma prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania”. Co ważne, autorzy tej konwencji i wielu innych podobnych dokumentów nie mieli wątpliwości, że wolność sumienia nie oznacza wyłącznie prawa do reprezentowania określonego światopoglądu, ale również – czy przede wszystkim – prawo do postępowania zgodnie z własnym sumieniem, do wolności od przymusu postępowania wbrew własnemu sumieniu. I w orzecznictwie różnych trybunałów konstytucyjnych na świecie powtarza się najczęściej przekonanie, że gwarantem wolności sumienia jest m.in. prawo do powołania się na klauzulę sumienia i odmowy wykonania czynności z nim sprzecznej.

Warto przywołać również głos Rady Europy (nie mylić z Radą Europejską i Radą UE – organami unijnymi), która zrzesza nie tylko kraje unijne, ale również inne europejskie państwa, m.in. Rosję. W rezolucji z 2010 roku podkreślono jednoznacznie, że pracownicy służby zdrowia mają prawo do odmowy wykonania lub udzielenia pomocy w przeprowadzeniu aborcji, poronienia, eutanazji lub jakichkolwiek działań, które mogłyby spowodować śmierć zarodka lub płodu ludzkiego. Zwróćmy uwagę na sformułowanie „jakichkolwiek działań” – czyż nie oznacza ono również wskazania innego lekarza, który może dokonać np. aborcji? Rezolucja RE nie jest wprawdzie aktem wiążącym, ale jest formą nacisku na prawodawstwo krajowe.

Obowiązek kontra sumienie

Ogólne akty prawne to jedno, a prawodawstwo krajowe to drugie. Jednym ze skrajnych przykładów prawnej schizofrenii jest Holandia. Z jednej strony prawo formalnie pozwala lekarzom na odmowę uczestnictwa w niemoralnych „procedurach medycznych”, a zarazem sposoby przeprowadzania aborcji są częścią... obowiązkowego programu szkoleń dla położników i ginekologów.

W ostatnim czasie konflikty prawne związane z konfliktami sumienia są coraz bardziej wyraźne w Wielkiej Brytanii. Teoretycznie klauzula sumienia zapewniona jest tam w kilku różnych ustawach: m.in. z 1967 r. o aborcji oraz z 1990 r. o zapłodnieniu in vitro i embriologii. W pierwszej z nich jest napisane, że nikt nie może zostać zobowiązany, na podstawie umowy ani wymogu ustawowego lub innego, do uczestniczenia w procedurach dopuszczonych tą ustawą, które odrzuca z powodu własnych przekonań. Druga ustawa zapewnia prawo do odmowy udziału w procedurach technicznych mających na celu zapłodnienie in vitro.

Jest też brytyjska ustawa z początku lat 80. XX wieku. Pod pewnym względem jest podobna do prawodawstwa polskiego, bowiem nakazuje lekarzowi powołującemu się na klauzulę sumienia wskazanie innego lekarza, który daną „procedurę medyczną” może wykonać. Idzie jednak jeszcze dalej, gdyż nakazuje wręcz lekarzowi, by ten upewnił się, „że pacjent ma wystarczające informacje umożliwiające skorzystanie z tego prawa. Jeśli zorganizowanie wizyty pacjenta u innego lekarza nie jest możliwe, należy zapewnić wykonanie usługi medycznej przez innego odpowiednio wykwalifikowanego specjalistę”.

Zamknięte drzwi

W praktyce klauzula sumienia w Wielkiej Brytanii w wielu wypadkach pozostaje martwym zapisem. Dotyczy to zwłaszcza pielęgniarek i położnych. Te same ustawy, które „gwarantują” im klauzulę sumienia, jednocześnie zobowiązują je do uzasadnienia powodów swojej odmowy przed wzywającym je do tego organem. Niedawno było głośno na Wyspach o dwóch położnych ze Szkocji: Mary Doogan i Connie Wood, pracujących w jednym ze szpitali w Glasgow. Uznały, że ich prawa są łamane, ponieważ są zmuszane przez placówkę do nadzorowania personelu wykonującego aborcję. Na przykład były zmuszane, by decydować, kto będzie asystował lekarzowi przy aborcji. Pozwały szpital do sądu. W pierwszej instancji przegrały sprawę. Sędzia z Edynburga uznała, że wykonując swoje obowiązki... nie przerywają ciąży. Jest jednak dobre zakończenie tej batalii. W ubiegłym roku obie położne w kolejnej instancji wygrały proces.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także