Nowy numer 3/2021 Archiwum

Komisarz ds. ważnych

Za kilka miesięcy poznamy skład nowej Komisji Europejskiej. Polski rząd ostrzy sobie zęby na niektóre stanowiska, jednak nie zawsze na te, które pozwolą skutecznie dbać o polskie interesy.

Już słyszę tradycyjną odpowiedź osób wierzących w „unijną wspólnotę” (ciągle tacy istnieją): że tu nie chodzi o interes poszczególnych państw, tylko o dobro całej Unii Europejskiej. I że Komisja Europejska jest akurat takim ciałem, które najlepiej tę bezstronność narodową realizuje. Dlatego też trzeba wysłać takich kandydatów, którzy owo kryterium spełniają najlepiej. Komisarz bowiem – zgodnie z prawem unijnym – nie reprezentuje kraju, z którego pochodzi, tylko całą Unię Europejską.

Powiedzmy sobie szczerze: w coś takiego wierzą jeszcze być może młodzi adepci brukselskiej urzędniczej machiny, którzy w unijnej nowomowie czują się jak ryba w wodzie. Doświadczeni politycy zdają sobie z pewnością sprawę, że silne kraje członkowskie są mocne nie tylko swoją potęgą ludnościową, gospodarczą i ekonomiczną, ale również siłą zaangażowania w walkę o własne interesy na forum unijnym. Także na poziomie Komisji Europejskiej, w której powstają projekty późniejszych dyrektyw i rozporządzeń wiążących dla prawodawstwa poszczególnych krajów. Dlatego też dla rządów narodowych nie jest obojętne, kto obejmie poszczególne teki komisarzy – są obszary polityki, które dla jednych są bardziej, dla innych mniej istotne ze względu na własny interes. Czy w nowej kadencji Polska ma szansę na stanowiska ważne nie tylko ze względów ambicjonalnych samych kandydatów?

Dyplomacja? Nie nada

Zacznijmy od końca, czyli od stanowiska, za które nie warto umierać, a które część polskich mediów zdążyła już obsadzić, wysyłając do Brukseli szefa MSZ Radosława Sikorskiego (bez specjalnie demonstracyjnych protestów zainteresowanego). Chodzi oczywiście o fotel wysokiego przedstawiciela Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, czyli w skrócie tzw. szefa unijnej dyplomacji. To nowe stanowisko, które wprowadził traktat lizboński i które jako pierwsza objęła baronessa Catherine Ashton z Wielkiej Brytanii. Funkcja została wymyślona... właściwie nie wiadomo po co. Oczywiście można wykuć na pamięć różne traktatowe formułki i powtarzać, że wysoki przedstawiciel „prowadzi wspólną politykę zagraniczną Unii” itd. Ale że nie piszemy tu wypracowania w konkursie z okazji 10-lecia Polski w Unii, poprzestańmy na tym krótkim cytacie. I w tej ironii nie chodzi bynajmniej o to, że akurat baronessa okazała się, delikatnie mówiąc, niespecjalnie zorientowana w zawiłej problematyce stosunków międzynarodowych. A w każdym razie nie tylko o to – bo jej wybór na starcie nowej funkcji też był wyraźnym sygnałem, że o żadnej wspólnej polityce Unii nie ma mowy, a w każdym razie nie będzie jej prowadził wysoki przedstawiciel.

Dlaczego? Bo po pierwsze w praktyce wspólna polityka zagraniczna Unii nie istnieje. I czasami na szczęście nie istnieje, a czasami – niestety. Po drugie – jeśli już wykluwa się coś takiego jak wspólne stanowisko Unii na forum międzynarodowym, to jest wypracowane przez liczne kompromisy między krajami członkowskimi. A jeśli sprawa dotyczy interesu największych unijnych graczy, gdzie mniejsi członkowie nie mają ochoty zabierać głosu, to i tak „wspólne stanowisko” wypracowują najbardziej zainteresowani. I w jednym, i w drugim przypadku zatem szef unijnej dyplomacji realizuje tylko wytyczne krajów członkowskich – wszystkich lub najbardziej skutecznych w pilnowaniu własnych interesów. Dlatego też, poza prestiżem dyplomatyczno-wizerunkowym, jaki mógłby zyskać prywatnie szef polskiej dyplomacji, zastąpienie Ashton Sikorskim nie przyniesie raczej żadnych wymiernych korzyści dla polskich interesów.
 

Łupki i węgiel w cenie

O które stanowisko komisarza warto zatem zabiegać? O takie, które daje kontrolę nad powstawaniem prawa istotnego dla gospodarki, a przez to również dla rozwoju i w konsekwencji pozycji Polski. Chodzi o teki komisarzy m.in. do spraw energii, przemysłu, handlu, rynku wewnętrznego i konkurencji. Zwłaszcza polski komisarz ds. energii byłby dzisiaj potrzebny ze względu na rozgrywanie interesów wokół takich spraw, jak wydobycie węgla czy gazu łupkowego. Na to stanowisko typowany był m.in. Jerzy Buzek. Nie jest jednak tajemnicą, że w kuluarach unijnych raczej z niechęcią mówi się o polskiej kandydaturze do tego stanowiska. Z prostego powodu: my mamy duży interes w tym, by poszukiwać i ewentualnie wydobywać gaz łupkowy oraz by nie ograniczać wydobycia węgla, na którym oparta jest w dużym stopniu nasza gospodarka – podczas gdy część krajów skutecznie forsuje rozwiązania uderzające i w łupki, i w węgiel. One to promują tzw. zieloną energię, która dla krajów, gdzie wydobycie węgla nie jest znaczące, jest być może atrakcyjna, ale której narzucanie np. Polsce oznacza osłabienie konkurencyjności naszej gospodarki. A w przyszłym roku nowa Komisja Europejska prawdopodobnie będzie decydować o tym, czy konieczne są unijne regulacje, w tym także te środowiskowe, mogące utrudnić wydobycie gazu łupkowego. Możliwe jednak, że energia przejdzie nam koło nosa, jest za to szansa na inne teki gospodarcze: prawdopodobnie będzie to komisarz ds. konkurencji lub rynku wewnętrznego. Wśród kandydatów wymienia się w tym kontekście Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jacka Rostowskiego. A portal EUobserver, powołując się na „źródła w Brukseli”, wspomina też o Januszu Lewandowskim.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także