Nowy numer 3/2021 Archiwum

Mieszkaniowa porażka

Mizerne efekty programu Mieszkanie dla Młodych pokazują, że w Polsce nie prowadzi się sensownej polityki mieszkaniowej.


Miało być tak pięknie… funkcjonujący od pół roku program Mieszkanie dla Młodych miał dać młodym ludziom dostęp do pierwszego M. Wszystko dzięki dopłacie do kredytu na zakup nowego mieszkania, z której korzystać mogą ludzie mający najwyżej 35 lat – wartość dopłaty może wynieść do 20 proc. powierzchni mieszkania (nie więcej niż 50 mkw.) przemnożonej przez sumę ustaloną przez wojewodę. Dane prezentowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego wskazują jednak na co innego: mało kto z niego korzysta, potwierdzają się też wszystkie obawy związane z MdM.


BGK chwali się, że w pierwszych pięciu miesiącach udzielono 7159 kredytów z rządową dopłatą. To jednak tylko nieco ponad 22 proc. limitu środków przeznaczonych w tym roku na ten cel. Jeśli sytuacja nie zmieni się, do końca roku wykorzystana zostanie nieco ponad połowa.


– Na rynku nie ma wystarczającej liczby gotowych mieszkań, na zakup których można otrzymać dopłaty, ponadto program dopiero się rozkręca, a banki i deweloperzy pracują nad swoimi ofertami – mówi „Gościowi Niedzielnemu” analityk rynku nieruchomości Bartosz Turek z Lions Bank. Nie byłoby w tym nic groźnego, gdyby nie fakt, że można także brać dopłaty na mieszkania, które dopiero się budują i zostaną oddane za rok lub dwa (wykorzystano już 3,8 proc. pieniędzy przeznaczonych na 2015 rok). W efekcie w kolejnych latach może pieniędzy na program… zabraknąć. – Obecny rząd świadomie chce przerzucić ciężar realizacji tego programu na przyszły – mówi GN poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Adamczyk.
 

Korzystają najwięksi


Połowę mieszkań z dopłatami z MdM kupiono w raptem trzech województwach – pomorskim, mazowieckim i wielkopolskim. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chodziło o największe województwa odstające od reszty liczbą ludności. Gdyby tak było, w województwie śląskim rozpatrzonych wniosków powinno być na poziomie województwa mazowieckiego – tymczasem rozpatrzono ich tam cztery razy mniej, czyli w przybliżeniu tyle, ile w kujawsko-pomorskim, które jest trzykrotnie mniej ludne. Skąd te rozbieżności? – Wojewodowie mają duże pole do własnej inwencji przy ustalaniu limitów. Są więc województwa, w których tzw. koszt odtworzeniowy mkw. mieszkania, od którego zależy limit cenowy, jest niższy niż cena rynkowa nowego mieszkania, są też takie, w których obie wartości są zbliżone. Tam łatwiej kupić mieszkanie – tłumaczy Turek. Niskie limity wpływają także na to, gdzie można kupić mieszkanie. Oferty dotyczą tanich lokalizacji, głównie obrzeży miast – przykładowo w Warszawie są to mieszkania głównie po wschodniej stronie Wisły, na Pradze-Południe lub Targówku.


Potwierdza się więc obawa, że nowy program powoduje przepływ środków do tych regionów, które są majętne, kosztem uboższych. Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie rozmieszczenia rozpatrzonych wniosków w samych województwach. Okazuje się, że z wyjątkiem woj. śląskiego, które ze względu na jego specyfikę (aglomeracja śląska) trudno porównywać z innymi, nie jest łatwo znaleźć oferty nowych mieszkań poza stolicą województwa. Budowa bloków na rozległym terenie „Polski powiatowej” zwyczajnie się nie opłaca. W efekcie to właśnie wielkie miasta biorą największy kawałek MdM-owego tortu. Najbardziej widoczne jest to w Kielcach (93 proc. dopłat z całego regionu), Lublinie i Łodzi (po 71 proc.).


Skutki są takie, że na programie MdM, który miał także rozpędzić branżę budowlaną, korzystają głównie deweloperzy z wielkich metropolii. Podwójnie zaś tracą firmy budowlane, które nie mogą obsłużyć MdM – bo nie dość, że są dyskryminowane brakiem dopłat, to jeszcze odebrano im prawo do zwrotu podatku VAT na materiały budowlane.
 

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama