Nowy numer 25/2021 Archiwum

Ciuchy krążące


Podobno wydatki na niemowlę przewyższają budżet większości polskich rodzin. Czyżby?

W poradnikach dla młodych rodziców wyczytałam, że aby skompletować wyprawkę dla noworodka, potrzeba miliarda złotych… Przesadziłam? No może trochę tak. Nie potrzeba miliarda. Ale suma, którą podano jako „uśrednioną”, i tak była niebotyczna. Śpioszki – po 50 zł za sztukę. Pajace – jeszcze droższe. Nie mówiąc o innych akcesoriach bieliźniarskich, skarpeteczkach, czapeczkach i innych. A gdzie wózek, łóżeczko i cała masa naprawdę potrzebnych rzeczy?

Wymienione w artykule przedmioty, oczywiście firmowe, opiewały na sumy, za które można kupić samochód osobowy z przyczepką. Wniosek z tekstu oczywiście prosty: dzieci są drogie. Wydatki na niemowlę przewyższają budżet większości polskich rodzin. Dzieciowofinansowa załamka.

Ale zaraz, zaraz. Skoro mam piątkę dzieci i nie jestem miliarderką, to znaczy, że albo ktoś w przeczytanym artykule ostro przesadził, albo też, że nasze dzieci w niemowlęctwie były jako te bidulki, owiązane jedną zgrzebną chustką. Nic, tylko po pomoc społeczną zadzwonić…

Otóż zapewniam solennie: dzieciom nigdy niczego nie brakowało. W dodatku nie potrzebowaliśmy na wyprawki dziecięce miliarda złotych, których to pieniędzy, przypadkowo nawet, nie mieliśmy na koncie. Jak się więc udało wychować i ubrać kilkoro dzieci? Prosto, ludzko i realistycznie. Sposób na wyprawkę za normalne pieniądze jest prosty. W dodatku szeroko stosowany przez większość rozsądnych rodziców. Można ten system nazwać „krążące ciuchy”. Malutkie dzieci mają mnóstwo wad. Ale jedną z zalet jest to, że nie niszczą ubranek. Można więc ubranka ponosić, a potem komuś oddać lub pożyczyć.

Zapewniam: gdy na świecie ma się pojawić nowy człowiek, cała wyprawka do nas wróci! Niektóre rzeczy się dokupuje, część przynoszą w prezencie dobre ciocie. I tak to wśród zaprzyjaźnionych rodzin krążą torby z wyprawkami. Dzieci rosną, ciuszki idą do kolejnych dzieci. A niemowlaki wyglądają tak samo ślicznie w ubrankach „pożyczonych” jak i własnych (zakupionych za wielkie, rodzicielskie pieniądze). Podobnie, choć nie na tak dużą skalę, jest z łóżeczkami czy wózkami.

Krzywdę robimy dzieciom, że nie mają ciuchów za miliard złotych? A może kompleksów się nabawią, biedniutkie, bo mama w niemowlęctwie nie kupiła wózka z odrzutowym napędem? Spokojnie, dzieci są szczęśliwe, kochane i zadbane. Nie czytają gazetek dla (naiwnych) rodziców.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także