Nowy numer 2/2021 Archiwum

Ostra jazda

Do autobusu pakuje się dwóch wygolonych na łyso facetów w bluzach. Jeden taszczy pod pachą sporą figurę Matki Boskiej. Ludzie zerkają w popłochu. Rąbnęli statuę z pobliskiego kościoła? Nie. Jadą na ewangelizację. 


Najpierw zadzwonili znajomi księża. Opowiadali o niezwykłej ekipie, która jeździ po szkołach, więzieniach, poprawczakach i opowiada o miłości nie z tej ziemi. Mówili o projekcie „Łyse banie głoszą zmartwychwstanie”. Byli poruszeni opowieścią dwóch facetów w dresach. Potem zobaczyłem teledysk. Nie zastanawiając się długo, ruszyłem do Białegostoku.


Zostałam zgwałcona…


Ulica Stołeczna. Pod szkołą zblazowana ekipa kończy papierosa i opowiada o meczu, w którym Jaga zremisowała z Koroną 4:4, a słysząc dzwonek, niechętnie podnosi się z miejsc i maszeruje na lekcje. Z pobliskiego bloku zbiega do nas Piotrek Zalewski. Znajoma twarz. Widziałem ją na okładce autobiograficznej książki, którą właśnie napisał. Wdrapujemy się po schodach do mieszkania na IV piętrze. W środku czeka już Jacek Zajkowski. Zaczynamy rozmawiać.
– Cofnijmy się o kilka lat. Siedzisz z kumplami na ławce w rodzinnej Sokółce. Podchodzi do ciebie facet i wypala na dzień dobry: „Jezus Cię kocha”. Twoja reakcja?
Jacek: Chora sytuacja. W pierwszej chwili pomyślałbym, że to świadek Jehowy, potem, że jakiś czub. Myślę, że bym go olał. Wiesz, ja uważałem się za osobę wierzącą, tylko jakoś nie przekładało się to na moje życie. Dziś widzę, że była to wiara demoniczna - demony wiedzą, że jest Bóg, ale Mu za grosz nie ufają.
Przenosimy się na ławkę w niedalekich Łapach…
 Piotrek: Zareagowałbym agresją. Czułem awersję do ludzi Kościoła. Była w moim sercu ogromna nienawiść, agresja. Nienawidziłem kościołów, księży, omijałem te klimaty szerokim łukiem. 
– Opowiadasz, że jako dziecko padłeś ofiarą molestowania. Niewielu ludzi przyznaje się do takich historii. Kiedy pękłeś i powiedziałeś o tym po raz pierwszy?


Piotrek: Po rozmowie ze znajomym księdzem. Opowiedziałem o tym po raz pierwszy. Strasznie się wstydziłem, bałem się, że może to wykorzystać przeciwko mnie. Osoba, która czegoś takiego doświadczyła, żyje w potwornym lęku, zamknięciu. Powiedział: „Piotrek: musisz się tym dzielić”. Zacząłem opowiadać. Gdy pierwszy raz powiedziałem o tym publicznie, podeszła do mnie dziewczyna i zawstydzona rzuciła: „Byłam zgwałcona. Nigdy o tym nikomu nie mówiłam…”. Hard core… Zrozumiałem, że warto o tym opowiadać. Podchodziły do mnie setki dzieciaków, które mówiły: to też mój problem. Mówię im, że Jezus ich rozumie, cierpiał z nimi, kocha. Jest w stanie wszystko naprawić. U mnie naprawił. 
Jacek: Przy kumplach udawałem, że się trzymam, ale w sercu nosiłem nieprawdopodobne cierpienie, pustkę. Wszystko mi się w życiu poplątało, posypało. Pustkę starałem się wypełnić różnymi substancjami, ale na dłuższą metę nie dawało to żadnego ukojenia. Dalej żyłem w marazmie, zalęknieniu. Już w przedszkolu zetknąłem się z ostrą pornografią. Wiesz, jak degradująco to działa na takiego dzieciaka? Jak możesz po czymś takim normalnie dorastać, mieć normalny obraz kobiety? Zamykasz się w sobie, w skorupie lęku. Kiedyś ciotka przyprowadziła do domu jakąś kobietę z wahadełkiem. Odprawiała nade mną czary. Dziecko mocno otwiera się na taką przestrzeń. Dziś wiem, że duch, na którego się otworzyłem, nie był Duchem Świętym. Wiem, o czym mówię: byliśmy przez ostanie lata pomocnikami egzorcysty… Pojawił się lęk, konkretne demoniczne dręczenia. Uciekłem w alkohol, narkotyki. Każdego dnia była marihuana. Wszedłem mocno w hip-hop. W klimaty zza oceanu; przemoc, narkotyki, melanże, rozwiązłość. Skreśliłem Dekalog, Kościół. Stanąłem na miejscu Boga. Udawałem, że się trzymam. Tylko do domu wracałem totalnie pusty, smutny, samotny.


Czarna rozpacz


Piotrek: Przeżywałem to samo. Przy kumplach udawałem twardziela, a byłem zastraszonym dzieciakiem, który kompletnie nie rozumie, co się dokoła dzieje, i nie potrafi sobie poradzić z najprostszymi relacjami. Czułem się zgnieciony, wyrzucony na margines, po swoich doświadczeniach nie czułem się nawet do końca chłopakiem... Takie zawieszenie w próżni. Udowadniałem całemu światu, że daję sobie radę. Narkotyk jak każda substancja jest iluzją i daje fałszywe ukojenie. Podobnie działała pornografia, w której szukałem balsamu na moje rany. Wszedłem w pewną grupę ideologiczną i tam szukałem wsparcia, tożsamości. Kumple byli silni. Trenowali sztuki walki, boks. Sam zacząłem ostro trenować. Chciałem poczuć się silny. A potem zamykałem się w domu i… nie potrafiłem poradzić sobie z pustką. W pewnym momencie na skutek fałszywego oskarżenia kumple odwrócili się ode mnie. Świat mi się zawalił – przecież to w nich szukałem wsparcia. Wszyscy mnie zostawili. Zobaczyłem, że budowałem dom na piasku. Zostałem sam. Uciekłem do Gdańska, miałem tam próbę samobójczą. Chciałem, żeby to wszystko skończyło się raz na zawsze. Po powrocie do Łap zabarykadowałem się w domu. Nie miałem już żadnego pomysłu na swoje życie. Czarna rozpacz. I nagle przyszła mi do głowy myśl: „Idź do kościoła”. Ja? Nie zaglądałem tam od dziecka! Nienawidziłem tego miejsca. A jednak wyszedłem z domu. Wszedłem do kościoła. Ludzie w ławkach zobaczyli łysego kolesia w dresach i zabili mnie wzrokiem. Czułem się przez nich oskarżony. Ich miny mówiły: „To nie jest miejsce dla takich ludzi jak ty”. Chciałem wyjść, ale zostałem.

W konfesjonale usiadł ksiądz. Uklęknąłem i zacząłem się spowiadać. Wyznałem swoje grzechy, nie oczekując żadnego rozgrzeszenia. Szukałem tylko pomocy, jakiejś wskazówki. Zapadła cisza. Pomyślałem: „Kurczę, to ja tu staję w prawdzie, wywalam z siebie wszystko, a ksiądz sobie zasnął”. (śmiech) Ale po chwili usłyszałem: „Jak masz na imię?”. Pomyślałem: „Po co mu to? Chce zawiadomić prokuraturę?”. Byłem nieufny, miałem sprawę w toku. Ale odpowiedziałem: „Piotrek”. I wtedy usłyszałem: „Całe niebo się cieszy twoim szczęściem”. Zamurowało mnie. Wkurzyłem się, naprawdę. Czekałem na kogoś, kto mi doradzi, co mam robić, a nie opowie bajeczki w stylu „całe niebo się cieszy”. Wszystko się we mnie gotowało. I w tym momencie kapłan wyszeptał: „Ja odpuszczam Ci grzechy w imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”. Nie wiedziałem, co się stało. Posypałem się. Kompletnie. Wstałem z klęczek i poczułem fizycznie, jak potężny ciężar spada mi z serca. Zacząłem płakać. Ryczałem jak bóbr, ludzie odwracali się w ławkach. Czułem się lekki, wreszcie wolny! Wyciągnięty z więzienia. W momencie zniknęły obsesje: przestałem się bać, że dorwą mnie kumple. Wróciłem do domu i wyjechałem do Ząbek, na wioskę do babci. Zacząłem chodzić codziennie na Mszę. Do kościoła trzy kilometry. Było mi strasznie ciężko, dopadł mnie głód narkotykowy, myślałem, że zwariuję. Padałem na kolana, pociłem się, wyczerpany błagałem o pomoc. Do pokoju zajrzała babcia. Zobaczyła mnie na kolanach i… zdębiała. Zamurowało ją. Każdego dnia jeździłem składakiem Wigry 3 do kościoła. Było minus 20 stopni, więc nieźle marzłem. Na Mszę przychodziły trzy starsze kobiety. Gdy po raz pierwszy przy nich usiadłem, ostentacyjnie zabrały torebki na drugą stronę. (śmiech) Ale po kilku dniach oswoiły się z moim widokiem. „A ty co? Na księdza idziesz?” – pytały. Po kilku dniach zaproponowały: „A może zmówisz z nami Różaniec?”. „Ale ja nawet »Zdrowaś, Maryjo« nie potrafię!” – odrzekłem. „To my cię nauczymy!” Na drugi dzień wracałem do domu obładowany książeczkami do nabożeństwa. (śmiech) Te babcie stały się moimi przyjaciółkami. Nie musiałem przy nich nikogo udawać. Przyjęły mnie takiego, jakim byłem. Słabego, ogołoconego. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także