Nowy numer 3/2021 Archiwum

Pocałunek Boga

Jak pisać, jak mówić o Trójcy? Nie da się bez drżenia. Nie sięgają tej Tajemnicy żadne słowa. Bóg niepojęty, a przecież bliski. Sednem jest miłość, komunia Bożych Osób. Z niej jest świat, ja i ty.


W jakimś sensie życie ludzkie zaczyna się od pocałunku. Człowieka powołuje do 
istnienia miłosne zjednoczenie mężczyzny i kobiety. To coś więcej niż biologia. Chodzi przecież o istnienie osoby, której powołaniem jest wieczność. Akt prokreacji przypomina akt stwórczy Boga, jest jego kontynuacją. Biblijna opowieść o stworzeniu maluje przed nami piękny obraz. Oto Bóg lepi „własnoręcznie” człowieka z prochu ziemi, a potem daje mu Tchnienie życia. Owo Tchnienie jest jak pocałunek. Co to ma wspólnego z Trójcą Przenajświętszą? Sporo.

Człowiek powstaje z miłości. W dwóch znaczeniach: jest z miłości ojca i matki, z ich zmieszanego DNA („proch ziemi”) oraz z wymiany tchnień, czyli z pocałunku, duchowej i cielesnej jedności. W głębszym, źródłowym sensie człowiek jest z miłości Boga. A ta miłość to właśnie nic innego jak tajemnica więzi, relacji, bliskości między Osobami Trójcy. Św. Bernard pisał: „Ojciec daje, Syn przyjmuje pocałunek, a sam pocałunek jest Duchem Świętym, tym, który jest pomiędzy Ojcem i Synem niewzruszonym pokojem, niepodzielną miłością, nierozerwalną jednością”. Między miłością, która jest w Bogu, a miłością ludzką zachodzi głębokie podobieństwo. O ile potrafimy cokolwiek pomyśleć o tajemnicy Trójcy, możliwe to jest tylko w kontekście miłości. Św. Augustyn odpowiedział komuś, kto skarżył się, że nie widzi Trójcy: „Owszem, widzisz Trójcę, widząc miłość…”. 


Morze niezgłębione, w którym jesteśmy


Wszelkie słowa okazują się za słabe. Nie da się opisać Trójcy, tak jak opisuje się np. budowę silnika. Tajemnica wymyka się próbom schwytania jej w sidła pojęć. Mężczyzna ma duży problem ze zrozumieniem myślenia i odczuwania kobiety. Współcześni fizycy mają podobny problem. Nie potrafią opisać w przystępnym języku mechanizmów rządzących materią czy energią, zarówno na poziomie cząstek elementarnych, jak i w skali kosmicznej.

Proponują więc pewne modele, które są jakimś przybliżonym obrazem rzeczywistości. Nie rozumiemy do końca, czym jest materia, mimo że wiemy o niej naprawdę sporo. Cóż dopiero pojąć jej Twórcę? 
Na świat można patrzeć oczami naukowca, ale także oczami dziecka, które zachwyca się cudownością rzeczy istniejących. Oba te spojrzenia – naukowe i kontemplacyjne – są godne człowieka, potrzebne, dopełniające się. Oba kierują myśl ku Stwórcy. Ważne jest to, abyśmy na nowo odnaleźli poczucie tajemnicy: zarówno własnego życia, jak i kosmosu, który nas otacza. Do tego konieczna jest pokora, czystość spojrzenia, które potrafi się dziwić. Tam, gdzie jest szacunek dla tajemnicy, już tylko krok do postawy modlitwy, adoracji, kontemplacji Źródła wszystkiego.


Teologowie, zastanawiając się nad tajemnicą Trójcy, postępują nieco podobnie jak fizycy. Proponują pewne modele przybliżające rzeczywistość tajemnicy Boga. Bazują one na pewnych analogiach wziętych ze świata, ale przede wszystkim nawiązują do ludzkich doświadczeń. Wszystko to, co przekracza zwierzęcą stronę ludzkiej natury, to, co decyduje o naszym życiu osobowym, duchowym, jest jakąś podpowiedzią. To właśnie kieruje nas w stronę tajemnicy Źródła, czyli Trójcy. Mistycy w jakiejś mierze mają osobiste doświadczenia spotkania z tą Tajemnicą, ale na ogół nie potrafią o tym mówić. W gruncie rzeczy nie chodzi o to, by rozumieć Boga. Chodzi raczej o to, by żyć bliżej Trójcy, by włączać się coraz bardziej w tę niepojętą komunię miłości między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. A precyzyjniej rzecz ujmując, by odkrywać swoje istnienie jako dar tej miłości. Oddychać Tchnieniem, które dało nam początek, poczuć dotyk Bożych dłoni, które mnie ukształtowały. Pamiętać o chrzcie, czyli zanurzeniu w Ojca, Syna i Ducha Świętego.


Święty Grzegorz z Nazjanzu powiadał, że „to wszystko, co teraz do nas dociera, to jest tylko króciutki błysk, słaby odblask wielkiego światła”. A jednak nawet ten „słaby odblask” godny jest naszego namysłu, naszych nieporadnych słów. To światło rozbłyska w jakimś stopniu w całym stworzeniu, ale najbardziej w nas samych, w naszym człowieczeństwie. Schodząc na dno swojego serca, odkrywamy tam Boga całkowicie nam bliskiego, zaczynamy przeczuwać coś z tej niepojętej Tajemnicy. Bóg-Trójca to nie jest jakaś teologiczna łamigłówka, abstrakcyjna konstrukcja religijnych umysłów, ale to absolutnie fundamentalna rzeczywistość. To właśnie Trójca jest źródłem wszystkiego co jest.  W tym sensie Bóg jest bardziej rzeczywisty niż wszystko to, co poznajemy naszymi zmysłami i naszym rozumem. Jest jednak tak pokorny, że możemy Go nie zauważyć. Jak ryby, które nie wiedzą, że żyją w wodzie. „W Nim poruszamy się, żyjemy, jesteśmy” – mówi św. Paweł (Dz 17,28). A św. Katarzyna ze Sieny woła: „O wiekuista Trójco! Ty jesteś morzem niezgłębionym. Im bardziej się w Nim zanurzam oraz im bardziej Cię odnajduję, tym bardziej Ciebie szukam. Nigdy nie można o Tobie powiedzieć: dość! Dusza, która syci się w Twoich głębokościach, nieustannie Cię pożąda, gdyż nieustannie głodna jest Ciebie, o Przedwieczna Trójco”. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama