Nowy numer 25/2021 Archiwum

Złoto albo śmierć

Hiszpania czy Argentyna mogą, ale Brazylia ten mundial wygrać musi! Brazylijski podatnik wydał na zorganizowanie mistrzostw świata w piłce nożnej tyle pieniędzy, że zadowoli go tylko złoty medal.

Brazylia organizuje najdroższy mundial w historii. Teraz jest pod ścianą. Z jednej strony jako jedyny kraj, który wygrał imprezę pięć razy, a do tego gospodarz turnieju jest faworytem, z drugiej, od ładnych paru lat niczego poważnego nie wygrał. Złota generacja piłkarzy – Ronaldo, Rivaldo, Roberto Carlos czy Ronaldinho – już zakończyła działalność. Dziś Brazylia słynie z obrońców, bramkarzy i pomocników do zadań specjalnych, czyli głównie przeszkadzania. Świat stanął na głowie!

Paradoks Brazylii

Paradoks związany z reprezentacją Brazylii polega na tym, że po słabych występach na poprzednim mundialu w RPA w 2010 r., Copa America 2011 r. oraz igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2012 r. oczekiwania w stosunku do drużyny spadły do minimum. Zdymisjonowano trenera kadry Mano Manezesa w sytuacji, kiedy Brazylia zajmowała 15. miejsce w rankingu FIFA. Najgorsze w historii! Na stanowisko selekcjonera wrócił Luis Felipe Scolari, który wygrał z Brazylią mundial w 2002 r. „Felipao” zaczął od kwestii fundamentalnej, czyli zamiast ciągłego testowania nowych graczy, jak czynił to poprzednik, wybrał mniej więcej 25-osobową grupę zawodników. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki „kanarki” zaczęły wygrywać mecz za meczem, a po zwycięstwie w Pucharze Konfederacji w 2013 r. znów wróciły do grona faworytów mundialu. Seria Brazylii ciągle trwa, ale w meczach towarzyskich. Poważnej konfrontacji piłkarze Scolariego jeszcze nie przeszli, zatem walka o najważniejsze na świecie trofeum będzie dla nich pierwszą i być może ostatnią próbą ognia. Bo Brazylia, nim dojdzie do finału, ma do pokonania najtrudniejszy z możliwych torów przeszkód! Dość powiedzieć, że w ich drabince są Włochy, Anglia, Urugwaj, Hiszpania, Holandia, Francja i Niemcy. I pomyśleć, że gospodarze mundialu na tak trudnych przeciwników nie mają dobrych napastników! Jest to zdumiewające, ale prawdziwe, bo sposób gry w piłkę w Brazylii zmienił się w ostatnim dwudziestoleciu nie do poznania. Dziś dominują tam „drwale”, „zadaniowcy” i „podwójne płuca”, a przedstawiciele futbolowego artyzmu są na wymarciu. Para środkowych napastników powołanych z ligi brazylijskiej to przeciętniak Jo, który przed laty bez powodzenia próbował szczęścia w Anglii, Turcji i Rosji, oraz 31-letni Fred, niegdyś grający, zresztą bez sukcesów, w Olympique Lyon.I dlatego tak niesamowitą popularnością cieszy się 22-letni Neymar z FC Barcelony. Jest bowiem ostatnim Mohikaninem widowiskowego „jogo bonito”, a Brazylijczycy coraz częściej ekscytują się popisami Messiego czy Cristiano Ronaldo niż własnymi atletami!

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama