Nowy numer 49/2020 Archiwum

Szanse są spore

O sanitariuszce Danucie Siedzikównie i poszukiwaniach miejsca jej pochówku z majorem Waldemarem Kowalskim, pracownikiem Muzeum II Wojny Światowej, rozmawia Jan Hlebowicz.

Jak to się stało, ze sanitariuszka „Inka”, dziewczyna z Podlasia, trafiła do Gdańska?

Waldemar Kowalski: Danuta Siedzikówna w 1943 r. złożyła przysięgę w Armii Krajowej. Jako 15-letnia dziewczyna trafiła do samego mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i jego słynnej 5. Wileńskiej Brygady AK. Wtedy zaczęła używać pseudonimu „Inka”. Od 1946 r. oddział „Łupaszki” działał na terenie Pomorza. 13 lipca „Inka” została wysłana z bardzo ważną misją do Gdańska. Miała uzupełnić apteczkę oddziału nowymi lekami i środkami opatrunkowymi, wymienić stare mapy sztabowe oraz dowiedzieć się, jaki jest stan zdrowia Zdzisława Badochy „Żelaznego”, który podczas jednej z potyczek został ranny i na czas rekonwalescencji przebywał w pomorskiej wsi Czernin. Jeden z kolegów partyzantów zaprowadził Danutę do konspiracyjnego mieszkania sióstr Mikołajewskich na ul. Wróblewskiego 7 w Gdańsku-Wrzeszczu. O czwartej nad ranem 20 lipca do meliny wpadli ubecy i aresztowali ją. „Inka” wpadła przez współpracującą z UB Reginą Żylińską, łączniczką „Łupaszki”.

Jak przebiegało śledztwo?

Komuniści nienawidzili „Łupaszki”, a „Inka” była jego łączniczką i sanitariuszką. Dlatego przesłuchania musiały być bardzo ciężkie. Niestety, w dokumentach zachowały się tylko relacje pośrednie. Prawdopodobnie Danuta Siedzikówna była brutalnie bita i poniżana. Mimo to nie dała się złamać i nie zdradziła swoich przyjaciół z konspiracji. Co więcej, chociaż bardzo chciała żyć, nie zdecydowała się prosić Bolesława Bieruta o ułaskawienie.

Pluton egzekucyjny składał się z 10 młodych żołnierzy. Wszyscy wystrzelili, ale „Inka” została tylko draśnięta. Jak to się stało?

Pewnie odezwały się w nich jakieś ludzkie uczucia. Prawdopodobnie zostali wzięci z łapanki. Kto wie, może nawet nie do końca wiedzieli, kogo będą rozstrzeliwali. Kiedy spojrzeli na młodą dziewczynę, nie wytrzymali i skierowali broń w inną stronę.

Ostatecznie „Inka” została zamordowana...

Dobił ją oficer śledczy. Strzałem w głowę.

Czy wiemy, gdzie „Inka” została pochowana? Alojzy Nowicki, świadek egzekucji, twierdzi, że ciało mogło trafić do ówczesnej Akademii Lekarskiej.

Alojzy Nowicki jako zastępca naczelnika więzienia w tym czasie powinien dokładnie wiedzieć, gdzie zostało pochowane ciało „Inki”. Jeśli mówi, że trafiło do Akademii Lekarskiej, to niestety jest to nieprawda. Zachowały się wszystkie księgi przekazywanych zwłok z tego okresu. Wiem na sto procent, że w roku 1946 ciała „Inki” i „Zagończyka” nie trafiły do Akademii Lekarskiej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama