Nowy numer 43/2019 Archiwum

Za pozwoleniem...

O tym, czy posłuszeństwo jest ślepe - rozmowa z o. Leonem Knabitem.

Marcin Jakimowicz: Pamięta Ojciec opis psa, który wyszedł spod pióra pewnego ucznia?

O. Leon Knabit: Jasne! „Pies z tyłu ma ogon. Ogon jest coraz cieńszy, aż wreszcie ustaje”. (śmiech)

A gdyby przełożony wezwał ojca Leona i powiedział: to nie opis psa, tylko pralki automatycznej?

Takiego głupiego przełożonego jeszcze nie miałem.

A gdyby się trafił?

Nie wierzę w to. Mówimy przecież o benedyktynach. No chyba że straciliby rozum pod wpływem złego oddziaływania wspólnoty. To możliwe, bo… mówimy o benedyktynach. (śmiech) Nieżyjący już ojciec Mateusz Skibniewski, zapytany, czy lepiej być przełożonym, czy podwładnym, odpowiedział: „Oczywiście, że podwładnym, bo podwładny ma tylko jednego głupiego nad sobą, a przełożony trzydziestu głupich pod sobą. A to mniej komfortowa sytuacja”.

A poważnie: przełożony mówi, że ściana przed Ojcem jest czarna, choć wszyscy widzą, że jest biała. Jak ma zachować się posłuszny mnich? Dyskutować? A może wiedzieć swoje, ufając, że z tej pomyłki Bóg wyprowadzi jakieś dobro?

Wybrać to drugie rozwiązanie. Zdarzały się historie, gdy decyzje przełożonego powodowały sporo zamieszania, ale to naprawdę bardzo rzadkie przypadki. Media nagłaśniają jednostkowe nieposłuszeństwa kapłanów, a nie zauważają ogromnej rzeszy księży, którzy żyją mądrze, uczciwie i sensownie.

Często tupał Ojciec nogami, słysząc werdykty przełożonych?

Nie. Zakochałem się w zakonie i nie mogę się do dziś odkochać. Raz jeden zdarzyła się sytuacja, gdy byłem na przełożonego wewnętrznie wściekły. Ale posłuchałem go i… nic złego się nie stało. Innym razem jeden z przełożonych sam zapędził się w kozi róg. Do tynieckiej furty zapukał turysta z nieletnim synem. Lało jak choroba. Człowiek niedaleko rozbił namiot, ale ponieważ był sobotni wieczór, nie mógł nigdzie kupić chleba. Przełożony burknął do mnie: „Klasztor to nie restauracja. Jak się planuje wycieczkę, trzeba się zabezpieczyć”. Odrzekłem: „Proszę ojca, to może ojciec sam powie to temu turyście, bo ja nie mam odwagi”. „No to proszę dać”. (śmiech) To jedyny raz, kiedy się sprzeciwiłem. Kiedyś czytałem, jak pewien mistrz nowicjatu zapytał młodego mnicha: „Co było dla ciebie najtrudniejsze w nowicjacie?”. „Osoba ojca magistra” – usłyszał. (śmiech) Posłuszeństwo to rodzaj krzyża. I na to trzeba się zgodzić.

Dlaczego Ojciec chce być posłuszny?

Bo Jezus stał się posłuszny. Aż do śmierci. Można znaleźć lepszą motywację? Co jest zaprzeczeniem posłuszeństwa? Anarchia. Każdy robi to, co mu się podoba. Niezłe rozwiązanie, pod warunkiem że jestem pustelnikiem siedzącym w leśnej głuszy. Problem pojawia się, gdy obok mnie staje drugi człowiek. On powinien być ważniejszy. Dlatego Pan Jezus wysyłał uczniów po dwóch. Miłość jest zawsze relacją do drugiego i musi rodzić poddanie się drugiemu (jeśli z miłości, to dobrze, jeśli pod przymusem, to kiepsko).

Bez łaski wiary nie można go zrozumieć?

Nie. Będzie ono wówczas jedynie pragmatyczne – jestem posłuszny, bo mi się to opłaca. Podwinę potulnie ogonek pod siebie, by mieć święty spokój. Nikt się nie czepia, po co mam zadzierać z szefem?

Kobiety reklamujące „Wysokie Obcasy” przedstawiały się jako: „Nieposłuszne nikomu”. Czy katolicy powinni reklamować się jako „posłuszni wszystkim”?

Nie. Ale mają być posłuszni sensownie, rozsądnie. Jeśli nie podoba mi się polecenie przełożonego albo mam inne zdanie, to mam obowiązek mu o tym powiedzieć. A przełożony ma się mnichów radzić! Nie może działać w pojedynkę, to nie są rządy absolutne. Działa w imieniu Pana Jezusa, czyli w konsekwencji ma służyć. „Nic nie czyń bez rady, a nie będziesz żałował” – mówi św. Benedykt w Regule.

Czy ks. Sopoćko był mądrzejszy od Syna Bożego? Nie! Dlaczego więc Faustyna usłyszała od Jezusa: „Jego wola ponad wolę moją”?

Jezus wiedział, komu zaufał. Ksiądz Sopoćko nieprzypadkowo został błogosławionym. Spowiednikiem Faustyny nie był jeden z opisywanych w mediach głośnych „odstępców”. Nie trafiła do o. Obirka. Myślę, że gdyby ks. Sopoćko zaczął działać na własną rękę, Faustyna od razu by to wyczuła. Ufała, że to człowiek posłany, znający kierunek. Gdy czytałem, w jaki sposób o. Honorat Koźmiński ćwiczył w pokorze matkę Anielę Truszkowską, pomyślałem: przecież ludzie orzekliby, że on nie ma najmniejszych szans na to, by zostać błogosławionym! (śmiech)

„Córko moja, wiedz, że większą chwałę oddajesz mi przez jeden akt posłuszeństwa niżeli przez długie modlitwy i umartwienia” – usłyszała Faustyna.

Brzmi to dla wielu niedorzecznie. Bo żyjemy w kulcie indywidualizmu, podkreślania swej osobowości. Jasne, jestem jednorazowy, mam swą godność, ale to wszystko podporządkowuję drugiej osobie w imię miłości Jezusa. To nie jest forma tresury. Jezus mógłby strzelić Kajfasza w pysk albo sprawić, że pod Annaszem rozstąpiłaby się ziemia. Co robił? Milczał. Poddał się. To pokazuje, jak wielka jest miłość Boga. I jak głęboka otchłań grzechu, skoro Bóg wybrał taką pokutę.

Jest Ojciec naszym eksportowym mnichem. Właśnie wrócił Ojciec z Ameryki. Nigdy nie było pokusy wybiegania przed szereg?

Nie. Zawsze pytam o zgodę. O naszym wywiadzie również uprzedziłem przeora. Wszystko za pozwoleniem. Jak już dokądś pojadę, to nikt nie pilnuje, co tam robię, ale o sam wyjazd zawsze proszę. (śmiech)

I nie jest to forma kajdanków?

Nie! To rodzaj savoir-vivre’u. W zdrowych rodzinach syn mówi: „Mamo, wychodzę. Będę po 22”. Nie chodzi o jakąś chorą zależność, ale o zwykłą informację. Gdy wracałem jako dorosły człowiek do domu, do Siedlec, mówiłem mamusi: „Wychodzę”. Chodzi o informację przekazaną osobie, którą się kocha. Chętnie służę ludziom, gdy mnie o to poproszą. Poproszą – nie każą! Ojciec przeor mnie prosi – nie nakazuje. To ważne. Posłuszeństwo nie jest ślepym przymusem. Duch Święty jest duchem wolności.

Szymon z Lipnicy nakazał nowicjuszom przemaszerować po rozżarzonych węglach. Wpakowano Ojca w Tyńcu w jakieś surowe terminy? Kazano sadzić drzewa korzeniami do góry?

Nie. A najdziwniejsze, że naprawdę te drzewa czasem wyrastały. Cud posłuszeństwa. Dla człowieka, który przychodzi z tego zwariowanego świata, już samo to, że zastaje w klasztorze pewien rytm, dzwonki, że trzeba się oskarżyć, gdy zrobiło się coś złego, upokorzyć, zapytać przełożonego o zgodę, rozliczyć z każdego grosza – to wystarczające terminy i wystarczające umartwienie. Naprawdę nie trzeba kazać mu sadzić drzewek „zielonym do dołu”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Agaton
    19.06.2014 08:44
    Znam zakonnika którego nie byłoby stać na tak fantastyczny wywiad...a jest o nim bardzo głośno i On sam jest bardzo głośny.
    doceń 3
  • katolik
    19.06.2014 10:40
    Kapłanie, gdzie jest twoja Msza św.? Co się z nią stało? Ładnie to tak, zdradzić Kościół???
    doceń 0
  • popieram
    19.06.2014 23:16
    Moje zdanie niewiele waży, ale nie mogę się powstrzymać przed okrzykiem podziwu: jaki to jest niezwykły człowiek! Prawdziwy prezent od Pana Boga, módlmy się o więcej takich dusz!
    doceń 5
  • joninos@interia.pl
    11.07.2014 22:13
    Uwielbiam O.Leona.Gdy jest mi ciężko i smutno
    to sięgam po ksiązki Ojca, które są cudowne ... i od razu lżej na duszy.Smutek mija,trzeba się
    uśmiechnąć i Ojciec na wszystko znajdzie radę.
    DZIĘKUJĘ!
    doceń 4

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji