Nowy numer 38/2021 Archiwum

Skurcz żołądka

Trudno jest dobrze przeżyć Wielki Tydzień, czyli w skupieniu, postnie, z myślami krążącymi wokół udręczonego strachem i bólem Jezusa.

Ani skupienie, ani post nie przychodzą łatwo. Dzieje się tak z dwóch powodów. Fundamentalnego i prozaicznego. Ten fundamentalny zawiera się w tym, że Człowiek, który w Wielkim Tygodniu szykuje się na śmierć i po męce umiera, jest w istocie kimś bardzo dalekim. Gdyby tak nie było, odczuwalibyśmy przynajmniej skurcz żołądka, który pojawia się zawsze, gdy kogoś bliskiego nam spotka coś złego. Na myśl o cierpieniu Jezusa nie czujemy niczego wyjątkowego.

Ta historia wydarzyła się dawno, a to, że ciągle się powtarza, trudno nam sobie wyobrazić. Tylko osoby o głębokim życiu religijnym potrafią niemal fizycznie dostroić się do przeżyć Jezusa z ostatnich dni i godzin. A powód prozaiczny? Życie zawsze pędzi, a w Wielkim Tygodniu nawet jakby przyspieszało. W Wielki Piątek wszystko wokół gra, wibruje, migocze, jak każdego innego dnia. Lata świetlne dzielą nasz świat od opisanego w cudownym fragmencie brewiarzowego czytania na Wielką Sobotę: „Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła”. Ziemia nie bardzo chce się zatrzymać i zamilknąć, choć czasami jej się to zdarza.

Taka sytuacja miała miejsce 9 lat temu, gdy Jan Paweł II umierał na oczach całego świata. Te ostatnie dni świętego papieża przypomina ks. Tomasz Jaklewicz w ostatnim artykule wielkopostnego cyklu „Jan Paweł od Krzyża” (ss. 22–24). Mało kto wie, że Jan Paweł II nie był pierwszym biskupem Rzymu, który w ten sposób umierał. Ostatni etap choroby Jana XXIII także przeżywał cały świat, nie tylko katolicki. Jego agonia od 1 do 3 czerwca 1963 r. była transmitowana przez radio do wielu krajów. Telewizja nie miała wtedy takiego znaczenia jak obecnie. Zatem nie tylko wspólna kanonizacja połączy tych dwóch wielkich papieży, ale też sposób umierania.

A wracając do Wielkiego Tygodnia i tego, że ani mistykami nie jesteśmy, by miał nas złapać skurcz żołądka na myśl o śmierci Jezusa, ani świat nie przystanie i nie zamilknie, to jednak warto o pobożne przeżycie tego czasu powalczyć. Życie musi falować, nie może się składać tylko ze złotych przebojów. Zachęcam więc do częstego odwiedzania kościoła, nie tylko w Triduum Paschalne, ale już od Wielkiego Poniedziałku.

Kto nie da rady, może sobie pomóc odmawianiem dołączonej do „Gościa” nowenny do Bożego Miłosierdzia. Rozpoczynamy w Wielki Piątek, a kończymy w Sobotę Wielkanocną, czyli w przeddzień kanonizacji błogosławionych papieży. Warto dodać, że w nowennie nie chodzi tylko o prywatną pobożność. Jest ona rodzajem walki o dusze. Siostra Faustyna zanotowała takie słowa Jezusa odnoszące się do nowenny: „W każdym dniu przyprowadzisz do Serca Mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu miłosierdzia Mojego. A ja te wszystkie dusze zaprowadzę w dom Ojca Mojego”. Jak widać, stawka tej walki jest wysoka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się