Gość Świdnicki 26/2019 Archiwum

Rozwiązana pętla

O tym, dlaczego były więzień, alkoholik i bezdomny opowiada na lewo i prawo, że Bóg jest wielki, z Henrykiem Krzoskiem

Najmocniejsza scena: wchodzi Pan do sklepu, by ukraść solidny sznur…

Postanowiłem: koniec. Wieszam się. Tym razem skutecznie. Wszyscy się ode mnie odwrócili: żona z dziećmi (sam nie chciałem ich spotykać, bo byłem w opłakanym stanie), ludzie na ulicy. Siadałem na ławce – ludzie wstawali w popłochu. Brudny, śmierdzący… „Skończ z sobą” – pomyślałem. Wszedłem do sklepu żeglarskiego i ukradłem linę. Nie krzyczałem do nieba, bo nie wiedziałem, czy Bóg jest. Na stołówce dla bezdomnych przed posiłkiem była modlitwa. Mnie to nie interesowało. Chciałem rzucić się na talerz zupy, której i tak nie mogłem zjeść, bo tak mocno trzęsły mi się ręce, że większość wylewałem… Wstyd potworny. Tego dnia siedziałem obwiązany liną i czytałem wiszący w stołówce plakat: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął…”. Nie zginął! A ja czekałem na śmierć. Pomyślałem: „Nie chcę umierać, ale nie potrafię już żyć”. I wtedy podeszła do mnie jedna z kobiet i powiedziała: „Henryk, tylko Bóg może ci pomóc”.

Padł Pan na kolana?

Nie. Jeszcze nie. Kobieta dała mi ulotkę: „Alkohol i rodzina”. Nie chciałem jej wziąć, bo to był mój odwieczny problem. Wziąłem tylko dlatego, że była w języku polskim. Chciałem coś poczytać w moim języku. W parku zacząłem czytać wstrząsające świadectwa alkoholików wyzwolonych dzięki mocy Jezusa. „Boże, jeśli jesteś, pomóż!” – rozpłakałem się jak dziecko.

Jak Bóg zmienił cynika, który pije wszystko, co napotka na drodze, w Henryka Krzoska, który jeździ po świecie, głosząc: „Nie jestem alkoholikiem”?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. To największa tajemnica mojego życia. Zagadka. Działanie Boga, którego doświadczyłem na własnej skórze. 6 lipca 1989 roku trafiłem na ewangelizację (nie znałem nawet tego słowa). W parku obok stadionu Sankt Pauli. To był mój rewir. Dzielnica seksu, rozrywki, gdzie zawsze mogłem znaleźć coś do picia czy resztki jedzenia. Ewangelizacja była po niemiecku, słabo rozumiałem ten język. Byłem dodatkowo pijany, a tu słucham i… rozumiem słowa prowadzącego. Mówi, że Bóg kocha, jest w stanie nas uzdrowić. Wszystko do mnie docierało. Zacząłem płakać: „Boże, jeśli jesteś, daj mi nowe życie. Jeśli nie, to się powieszę”. Wyglądałem okropnie, pijany, śmierdzący. Otwarłem się na ludzi, którzy przy mnie stali. „Jestem alkoholikiem – wydukałem po niemiecku. – Śpię na śmietniku”. Nie musiałem zresztą niczego mówić, wszystko było widać… Zaczęli się nade mną modlić. Powtarzałem: „Boże, zmień mnie, zmień mnie!”. Czułem jakieś dziwne ciepło. Klęczałem spocony, wstydziłem się tego. Po modlitwie czułem się potwornie zmęczony. Dowlokłem się do swojego śmietnika i zasnąłem. Spałem jak zabity. Obudziłem się i poczułem, że coś jest nie tak. Nie miałem żadnego kaca. Żadnych lęków. Ruszyłem na ulicę, patrzę, siedzą moi znajomi alkoholicy i wołają: „Heniek, chodź, napij się!”. I pokazują dwulitrowe wino. A ja czuję… że nie muszę pić. Nie wiem, o co chodzi! Nie muszę pić! Od tego dnia nigdy więcej nie tknąłem alkoholu. Boże, co się dzieje? Muszę zapalić. Robię skręta i czuję, że… nie drżą mi dłonie. A przecież wczoraj nie byłem w stanie zjeść zupy! To ostatni papieros w moim życiu – postanowiłem. I tak było.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji