GN 37/2018 Archiwum

Gorzkie zwycięstwo

Gdyby nie postawa Kościołów chrześcijańskich na Ukrainie, wydarzenia w Kijowie mogłyby zakończyć się katastrofą nie tylko dla tego kraju. Teraz najważniejsze jest pytanie, czy ofiara blisko stu obrońców Majdanu, którzy polegli w czasie walk w stolicy Ukrainy, nie zostanie zmarnowana.

Upadek prezydenta Wiktora Janukowycza uratował kraj przed stoczeniem się w przepaść wojny domowej, która tutaj i tak zebrała straszliwe żniwo. Dość uświadomić sobie, że od wtorku do czwartku w Kijowie, tylko według danych oficjalnych (82 zabitych – stan na 21 lutego), zginęło dwa razy więcej ludzi, aniżeli podczas masakry robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Był plan wprowadzenia stanu wojennego i użycia wojska. Wystąpienie w telewizji publicznej ministra spraw wewnętrznych Witalija Zacharczenki w mundurze, który obwieścił, że siły porządkowe przystąpiły do realizacji operacji antyterrorystycznej, otrzymały ostrą amunicję i mają prawo używać broni, wszyscy odebrali jako nieformalne wprowadzenie stanu wojennego. Tym bardziej że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie działań „niektórych polityków”, a prezydent Janukowycz oskarżył przywódców opozycji, że wyprowadzili ludzi na ulice, by bez mandatu od narodu i z naruszeniem konstytucji przejąć władzę. Tylko dzięki determinacji obrońców Majdanu, a także unijnej mediacji udało się uniknąć najgorszego scenariusza, ale przyszłość Ukrainy nadal jest niepewna.

Heroizm kapłanów

Do historii Kościoła przejdzie zachowanie kapłanów katolickich, greckokatolickich i prawosławnych w czasie najbardziej krwawych zajść w Kijowie. Ostatnim, który razem z szefem służby medycznej Majdanu opuścił palący się budynek Prospiłek (związków zawodowych) ok. 3 nad ranem w środę 19 lutego, był greckokatolicki ks. Ołeksandr Dorykevych, który do ostatniej chwili pomagał przy ewakuacji chorych i rannych. Tuż przed opuszczeniem budynku próbował jeszcze, razem z grupą ludzi z Samoobrony, dostać się na IX piętro, gdzie ogień odciął kilka osób. Pracuje w duszpasterstwie emigracji w Hiszpanii, ale przyjechał na Majdan, aby wspierać swoich rodaków. Zarówno we wtorek, jak i w czarny czwartek, kiedy ofiar było najwięcej, pod kulami snajperów księża katoliccy, greckokatoliccy oraz prawosławni modlili się, nieśli otuchę oraz posługę sakramentalną.

Byli tam dominikanie – ojcowie Petro Balog oraz Jacek Dudka i Witalij Sadwan, którzy modlili się przy ciężko rannych i umierających. Cały czas był tam również ks. Mykoła Myczkowski, kapłan z Winnicy, redaktor katolickiego pisma „Credo”, który w czasie najbardziej ostrych walk na ul. Instytuckiej posługiwał wśród wiernych, pomagając rannym i modląc się za nich. Były tam także siostry zakonne, które nie zaprzestały modlitwy nawet wtedy, kiedy politycy zwiali z Majdanu, ludzie zaczęli się cofać, siły Samoobrony się wyczerpywały, a jednostki Berkutu stały już kilkanaście metrów od sceny głównej Majdanu. Sceny głównej nie opuścił nawet na moment franciszkanin o. Patryk Olich, pochodzący z Szarogrodu w województwie winnickim. Sam siebie określa jako Ukraińca z polskimi korzeniami. Stał i modlił się wraz z kilkoma innymi kapłanami prawosławnymi i greckokatolickimi od wieczora aż do świtu, choć wokół nich płonęły barykady i lada chwila oczekiwano ostatecznego szturmu. Jak mi powiedział: – 15 metrów przed nimi była ściana ognia, płonęły opony, podpalone przez obrońców, a za płomieniem stał Berkut, szykujący się do ostatecznego natarcia. Gdy pytałem go, czy nie zwątpił w sens tego trwania, odparł, że jako franciszkanin nauczył się nigdy nie tracić nadziei, że może być lepiej. – Gdyby nie było wiary w sprawiedliwość, nie miałoby sensu przeciwstawianie się złu. Trzeba byłoby tylko cicho siedzieć i tolerować zło, jakie wokół nas się działo – mówił. Modlili się od późnej nocy, aż do świtu. Nad ranem zaś Samoobrona przyprowadziła 5 milicjantów, którzy strzelali do ludzi i nie zdążyli się wycofać, gdy obrońcy przystąpili do kontrataku. Wściekły tłum nacierał na pomieszczenie, w którym ich trzymano, aby dokonać samosądu. Wtedy o. Patryk stanął w drzwiach i powstrzymał pierwszy atak furii. Za chwilę pomogli mu ludzie z Samoobrony i milicjantów wyprowadzono w bezpieczne miejsce. Modlił się i w czwartek, gdy snajperzy zaczęli strzelać do ludzi. Strzelano również do stojących na scenie kapłanów, ale nie ostrymi kulami, tylko gumowymi. Żaden z nich nie zszedł z tej sceny. Jak powiedział o. Patryk, trzeba tam było stać i modlić się, gdyż taka jest nasza misja.

Papieski krzyż na Majdanie

W sobotę rano przy głównej scenie Majdanu stanął wielki drewniany krzyż. Przyprowadzono go w procesji z kościoła pw. św. Aleksandra, konkatedry i głównej świątyni katolików obrządku łacińskiego w Kijowie. Procesję prowadził bp Stanisław Szyrokardiuk, biskup pomocniczy diecezji kijowsko-żytomierskiej i administrator apostolski diecezji wołyńskiej. Krzyż został poświęcony jeszcze przez Jana Pawła II na prośbę katolika z Ukrainy, który chciał poprzez jego peregrynację szerzyć kult Miłosierdzia Bożego. Procesja przeszła przez Chreszczatik, gdzie dołączył do niej tłum ludzi. Następnie krzyż został postawiony przed główną sceną Majdanu, tuż obok miejsca, gdzie wiszą zdjęcia poległych w ostatnich dniach ludzi. Kościół Świętego Aleksandra od trzech dni był zamknięty, gdyż we wtorek wieczorem został zamieniony w szpital polowy. Schronili się tam ranni z ewakuowanego szpitala w Domu Kultury Ukraina, przy placu Europejskim. Później przyjmował rannych postrzelonych w czwartek w czasie starć na ul. Instytuckiej. Gdy tam wszedłem w sobotnie popołudnie, cała nawa główna zasłana była materacami i kocami. Chorzy leżeli także na ławkach. Wielu z nich miało rany postrzałowe. W tej chwili zostali tylko lżej ranni. Bardziej skomplikowane przypadki były przekazywane do szpitala polowego w prawosławnym klasztorze Michajłowskim, należącym do Patriarchatu Kijowskiego, największym obecnie szpitalu polowym Majdanu. Widziałem, jak ludzie przynosili tam stale żywność, butelki z wodą oraz ustawiali się w długich kolejkach, aby oddawać krew. W tym klasztorze działa też główny punkt informacyjny o rannych, gdzie można uzyskać informację o losie bliskich. Podobny szpital funkcjonuje w salach konferencyjnych klasztoru ojców bazylianów pw. św. Bazylego Wielkiego. Kamień węgielny pod jego budowę poświęcił Jan Paweł II podczas swej wizyty w Kijowie w 2001 r. W najbardziej gorących momentach przebywało tam blisko 150 osób, w tym kilku ciężko rannych, głównie z wtorkowych walk na ul. Hruszewskiego i pod parlamentem. Kilku z nich, będących w stanie najcięższym udało się przewieźć do Polski. Oksana, lekarka z kijowskiego szpitala, która jako jedna z pierwszych przyszła do cerkwi św. Bazylego, aby pomagać ludziom, mówi mi, że polska pomoc była dla nich bardzo ważna, gdyż na miejscu mogli jedynie podtrzymywać rannych przy życiu, ale nie mieli żadnych możliwości zrobienia jakiejkolwiek operacji. Tylko normalna hospitalizacja mogła im uratować życie. Kijowianie proszą, aby przekazać, że wszyscy tutaj są bardzo wdzięczni Polakom za wszelką pomoc, jakiej im udzielamy. W sumie do Polski przywieziono kilkudziesięciu rannych z Majdanu, dzięki postawie pracowników naszej ambasady bez żadnych formalności wizowych. Pozostanie w historii tych dramatycznych wydarzeń to, że główne świątynie chrześcijańskie w Kijowie stały się miejscem tak niezwykłego świadectwa ofiarności, solidarności oraz wzajemnego wsparcia mieszkańców Kijowa. Pracują tam setki wolontariuszy zajmujących się opieką medyczną, wyżywieniem oraz zaopatrzeniem w leki. Całe ich wyposażenie powstało w ciągu kilku godzin. Wszystko zostało przyniesione przez mieszkańców Kijowa, niezwykle troskliwie zajmujących się rannymi. Część ofiar została już pochowana, w tym wielu z Zachodniej Ukrainy. Według relacji, którą słyszałem, szczególnie wielkie straty poniosła grupa ochotników spod Lwowa. Przyjechał stamtąd pełen autobus, ale trzynastu spośród tych ludzi zginęło w czwartek – zostali zastrzeleni przez snajperów. W ludziach jest nadal wiele bólu i złości na sprawców tej tragedii, dlatego posłanie Miłosierdzia Bożego, płynące od papieskiego krzyża, jest dzisiaj tak bardzo aktualne na Ukrainie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji