Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pali się!

O ogniu Ducha i reakcji strażaka, który widzi pożar w Kościele - rozmowa z Donaldem Turbittem.

Marcin Jakimowicz: Podobno znalazłeś łatwy sposób na to, by chrześcijanie opanowali ziemię?


Donald Turbitt: Potrzebuję na to sześciu lat. (śmiech) Uwielbiam liczby, statystyki. W tej chwili mamy na świecie 20 proc. katolików, którzy chodzą w niedziele do kościoła. Jeśli każda z tych osób zewangelizuje w ciągu roku jedną osobę, po roku będzie w kościołach 
40 proc., potem 80 proc., a potem…


Co to znaczy „zewangelizować jedną osobę”? To slogan…


Przyciągnąć ją do Kościoła. Naprawdę nie chodzi mi o zapełnienie ławek, ale o to, by ci katolicy zyskali wreszcie osobową relację z Jezusem. Wiem, wiem. Już słyszę głosy, że takie hasła są typowe dla protestantów. Ale tak myślimy jedynie dzisiaj. W pierwszych wiekach Kościoła ten problem nie istniał: wszyscy mieli relację z Jezusem. Chcemy przywrócić Kościół do tego pierwotnego stanu, gdy każdy doświadczał znaków i cudów, i była to norma. Dlaczego ludzie opuszczają Kościół? Bo źle się w nim czują, nudzą się w nim. Nie chcemy ich zapraszać do takiego samego Kościoła, który opuścili, ale do takiego, który będzie żywy i w którym będą doświadczali mocy Bożej


Pamiętasz pierwszą osobę, do której wyszedłeś po swoim nawróceniu? Musiałeś przełamać wstyd? 


Przez cale życie chodziłem do kościoła, sporo wiedziałem o Bogu, ale dopiero w wieku 28 lat doświadczyłem chrztu w Duchu Świętym i nawiązałem z Jezusem relację. By wyjść do ludzi, wcale nie musiałem się przełamywać. Ja nie mogłem przestać gadać. Byłem nakręcony. 


Najbliżsi nie patrzyli na Ciebie jak na idiotę? Strażak wyskakujący nagle z gadką o zbawieniu…


Wybuchłem. Eksplodowałem. Nadawałem non stop. Wszystkim dokoła opowiadałem o Jezusie. Kilka osób pewnie skutecznie zniechęciłem swą namolnością. Tyle że po roku wszyscy moi bracia i siostry (jestem szóstym dzieckiem w rodzinie) łącznie z żonami, mężami i dziećmi wrócili do Kościoła.


Niezły ewangelizacyjny szwung. Robi wrażenie. Ja mogę mówić o miłości Bożej „w kinie, w Lublinie”, a nawet w Koszalinie. Ale gdy siedzę przy obiedzie rodzinnym, milczę jak grób, wstydzę się, zmieniam temat.


A gdybyś dowiedział się, że masz raka, a później doświadczyłbyś uzdrowienia, nie powiedziałbyś o tym najbliższym, sąsiadom? Jestem przekonany, że podekscytowany biegałbyś od drzwi do drzwi. Nasza relacja z Bogiem to musi być coś więcej niż „pay, pray & obey” (módl się, pracuj i słuchaj). To musi być modlitwa pełna mocy.


„Co wy możecie zrobić? Najwyżej się za mnie pomodlić” – słyszymy często. Brzmi to jak absolutny szczyt bezradności i… pachnie „paciorkiem”, a nie modlitwą zdolną uzdrowić z raka.


Modlitwa ma ogromną moc. To przelewająca się radość wynikająca z tego, że masz relację z Królem. Gdybyś znał jakiegoś miliardera, prosiłbyś go o pomoc, ale gdybyś wszedł z nim w bliską relację, przestałbyś jęczeć. Pan Bóg nie jest bankomatem. Wie, czego ci potrzeba.


« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Jan
    31.12.2013 15:05
    > Nie chcemy ich zapraszać do takiego samego Kościoła, który opuścili, ale do takiego, który będzie żywy i w którym będą doświadczali mocy Bożej


    No tak, "kościół radosny" w przeciwieństwie do aktualnego. Jak tylko przeczytam tego rodzaju wypowiedź, to to z reguły kończę lekturę myśląc sobie: jeszcze jeden, który wie lepiej. Na zachodzie taka postawa przez lata nie zatrzymała trendu odchodzenia od Kościoła.

    Odrodzenie przychodzi przez nawrócenie, a nie jakieś akcje i hasła w rodzaju nie martw się, uśmiechaj się (keep smiling).

    Warto sie przyjrzeć objawieniom i orędziom maryjnym. Tam nie ma naiwnego optymizmu w rodzaju "Wygramy ten mech" - że zacytuję tytuł wywiadu sprzed tygodnia. Jest za to wezwanie do nawrócenia, postu, pokuty i modlitwy. Jest mowa o sprawach ostatecznych, o grzechu, niebie, ale i o piekle.

  • gut
    01.01.2014 13:14
    Bardzo interesujący artykuł! Pan Donald to człowiek wielkiej wiary, otwartości na to, co Bóg daje, człowiek z wielką pogodą ducha. :)
    doceń 3
  • skierka
    10.01.2014 14:28
    Czekałem , czekałem ale się nie doczekałem ,
    A właściwie to jakimi metodami mają się posługiwać wierni w dziele ewangelizacji ?
    Zajrzyjcie do homiliarza ... nic tam nie ma ...
    To tak jakby nauczyciel polecił rozwiązanie zadania za pomocą np. rachunku różniczkowego ale nie wyjaśnił co to jest i jak się tym posługiwać ,nonsens.

    Ewangelizacja to nie jest wyznanie wiary , credo, wiele osób przyznaje sie do tego ,że są osobami wierzącymi nawet aktualnie urzędujący premier ale wiernych od tego nie przybywa .

    Ewangelizacja to nie obrzędy religijne , ja sam oglądałem ceremonie religijne Hinduizmu i wcale nie zostałem przez to wyznacą Sziwy .

    Ewangelizacja to nie słowa , jeśli będę zaczepiał przygodnych ludzi rychło
    posądzony zostanę o to ,że jestem np. św. Jehowy.
    Do rozmów na tematy religijne dopchodzi rzadko, ale jesli już dojdzie...
    to przyznaję się do bezradności , nie ma takich argumentów które mogły by z ateisty uczynić człowieka wiary.
    Ewangelizacja to coś innego .

    Ewangelizacja to spotkanie z CHRYSTUSEM ŻYWYM , ŻYJĄCYM WSRÓD NAS
    ŻYWYM TYZN. ŻYJĄCYM WG. EWANGELII KOŚCIELE .

    Tak, ale kościoł żywy to ten który działa ... a nie ten który jedynie komentuje .

    Problem w tym ,że instytucja nie nastawiła się na życie wg. zasad wiary tylko na
    akademickie dywagacje zgoła nie mające zastosowania w życiu szarego człowieka,
    ergo pozbawiającego go jakichkolwiek argumentów w kontakcie z bliźnimi .

    Jeśli zaczepię człowieka i powiem mu że kiedyś żył, był Jezus z który nas kocha i za nas umarl to jeśli będzie grzeczny cierpliwie wysłucha ,jesli nie machnie lekceważąco reką ,
    ale jeśli powiem komuś ,że my ,chrześcijanie możemy żyć inaczej niż nam to dyktuje świat [ wolność ! ] ,ze istniej tutaj na ziemi inna rzeczywistość inne wartości to już obojętnym nie zostanie , może pokocha może znienawidzi , ale obojetym nie będzie.
    Kosciol dzisiaj nie cierpi na jakieś szczególne przesladowania { Polska } ale właśnie na obojętność

    Skąd to wiem ?
    a no z własnego życia, nie będę ukrywał ,że jestem człowiekiem wiekowym , pamiętam ludzi z czasów komuny , którzy przychodzili do świątyni , a których nigdy bym o to wcześniej nie podejrzewał.
    , właśnie w poszukiwaniu tego "czegoś "

    Widzę dzisiaj tendencję odwrotną ,ludzie odchodzą od kościoła bo nie ma w min tego "czegoś "
    Ale czy to Admin. puści ?
    Coz jam jest głosem wołajacym na pustyni ...i niszczącym klawiaturę
    doceń 0
  • Kappel
    10.01.2014 14:47
    Tak długo do puki kościół nie wróci do swoich korzeni , czyli do mówienia o zbawieniu ,czyli uniknięciu piekła- nic pozytywnego się nie stanie. Dużo osób nie chce i nigdy nie będzie chciała wypełniać Bożego prawa ,ale kiedyś w kościele była retoryka ,, wiem ,że nie chcesz ,ale jeżeli chcesz uniknąć piekła- musisz''. Bóg jest dyktatorem a nie demokratą. Sytuacja zacznie się odwracać jeżeli ewangelizatorzy uświadomią sobie, że jednych bierze się reklamą a innych ,,strachem''. Szkoda ,że mało kto mówi o takich ludziach, którzy wierzą nie dlatego ,że im się to podoba (bo prędzej jest wręcz przeciwnie), ale o tych co wiedzą ,że nie mają innego wyjścia. No ,ale oni są na wymarciu, i w cale się nie dziwie. Pastuszki o nich zapomnieli.//Myślę ,że w historii więcej osób nawróciło się ze strachu niż dla ,,ideałów' które są bardzo względnymi pojęciami.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji