Nowy numer 48/2020 Archiwum

Po prostu być

Wzrasta liczba uczestników Mszy św. w czeskiej parafii, w której duszpasterzami są polscy franciszkanie.

Gotycką wieżę kościoła w Starym Bohuminie widać dobrze z drugiego, polskiego brzegu Odry. Wystarczy przejechać w Chałupkach wąski mostek graniczny na rzece, by po kilkuset metrach stanąć przed kościołem i klasztorem franciszkanów przy ul. Farskiej. Dzieją się w tym kościele rzeczy ciekawe, a zwyczajne. Przybywa ludzi na Mszach świętych!

Długa historia

Początki kościoła i parafii w Starym Bohuminie datują się na rok 1258. Do połowy wieku XVI opiekowali się nim benedyktyni, potem na sto lat przeszedł w ręce protestantów, by po zmianie właściciela Bohumina znów wrócić w ręce katolików. Ponownie duszpasterstwo przejęli benedyktyni. Wtedy do starobohumińskiej parafii należały m.in. dzisiejsze parafie diecezji opolskiej: Chałupki, Rudyszwałd, Zabełków. Pod koniec XVII w. duszpasterstwo przejęli księża diecezjalni i tak było do roku 1992.

– W roku 1985 zmarł ostatni tutejszy proboszcz ks. Fryderyk Żyła i do Starego Bohumina zaczęli dojeżdżać księża z Nowego Bohumina. W 1992 roku arcybiskup ołomuniecki Jan Graubner zwrócił się do naszego prowincjała, żebyśmy przejęli tę parafię – informuje o. Kalikst Mryka, proboszcz w Starym Bohuminie. Pierwszym tutejszym proboszczem – franciszkaninem z Prowincji Wniebowzięcia NMP w Polsce (panewnickiej) był o. Henryk Dąbek.

Zauważalna tendencja wzrostowa

Pochodzący z Paniówek o. Kalikst Mryka jest tutaj proboszczem od 1999 r. – Przyjechałem prosto z Ukrainy, czeskiego uczyłem się tu – mówi z lekkim czeskim akcentem. Pytam o fenomen wzrostu dominicantes, uczestników niedzielnej Mszy św. – Dokładna liczba parafian jest trudna do określenia, to nie są warunki polskie. Stary Bohumin ma ok. 2 tysięcy mieszkańców, a do kościoła chodzi… I tu jest problem! – śmieje się o. Kalikst. – Bo trzeba by było odsiać nie tylko Polaków, ale też tych, którzy przyjeżdżają z innych parafii po czeskiej stronie. Nawet z Ostrawy. W niedzielę w kościele mamy ok. 300 osób. Stary Bohumin jest ochrzczony w 80 procentach. Do kościoła chodzi ok. 10 procent z nich. Najważniejsze, że cały czas jest zauważalna tendencja wzrostowa. Kiedy zaczynałem tu pracę, na Mszy św. było 6 dzieci z dwóch rodzin wielodzietnych. Obecnie jest może z 40 dzieciaków. Część z nich dojeżdża z innych parafii, ale cały czas ich przybywa. Widać to także po grupach katechetycznych, których w tej chwili mamy cztery – mówi o. Kalikst.

Co robić, żeby przychodziło więcej ludzi?

– Z mojego doświadczenia wynika, że wystarczy po prostu być. Problemem Republiki Czeskiej jest brak wystarczającej liczby kapłanów. Jeżeli ksiądz jest, to on coś proponuje, organizuje, zaprasza, otwiera pewne przestrzenie, żeby ludzie mogli skorzystać z jego posługi. W tym jest cała tajemnica. W Polsce często twierdzi się, że Czesi są ateistyczni. Ja twierdzę, że nie są ateistyczni, ale wykorzenieni. Z jednej strony są religijnie obojętni, ale – otwarci! Dajmy Czechom 20–30 lat, a Kościół będzie u nich wyglądał o wiele lepiej, także pod względem liczebności. Musimy pamiętać, że oni mają niedobry obraz Kościoła katolickiego z okresu monarchii austro-węgierskiej. Potem, z krótką przerwą międzywojenną, ten Kościół przeżył pół wieku terroru komunistycznego. Tego nie da się tak prędko odbudować. Ale jest w Czechach tęsknota za wartościami, zadają sobie pytania, wiedzą, że „coś jest”. Jeśli spotkają dobrego kapłana, jest to najprostsza droga, żeby otworzyć oczy na wiarę i w końcu ją przyjąć. Czesi są ludźmi na obrzeżu: stoją, patrzą i czekają na zaproszenie – podkreśla starobohumiński proboszcz. Obserwacje o. Kaliksta potwierdza o. Jan Bosko Wojas, który od niedawna jest wikariuszem w Starym Bohuminie. – Zaskoczyła mnie życzliwość ludzi. Nawet na ulicy, nie znając mnie, a widząc w habicie, pierwsi pozdrawiają – mówi o. Jan Bosko.

Radości i problemy

Duszpasterstwo nie różni się od prowadzonego w Polsce. – Ważne jest, żeby ci, którzy przychodzą po raz pierwszy, zobaczyli, że katolicy to nie jacyś starzy, dziwni ludzie ze smutnymi twarzami – mówi o. Mryka. Cieszy go na przykład to, że na katechezę zgłosiły się koleżanki dziewczynek, które w tym roku przystępowały do I Komunii św. – Zobaczyły, że to jest coś pięknego. A poza tym nasze dzieci potrafią swoim kolegom w szkole mówić o Panu Bogu, a nawet mocno bronić wiary. To wzbudza zainteresowanie – podkreśla ojciec proboszcz. Wśród problemów wymienia dość powszechnie akceptowane w czeskim społeczeństwie rozwody i aborcję. – To, niestety, dziedzictwo czasów komunistycznych – podkreśla ojciec Kalikst, który wobec trudności zachowuje franciszkański pokój ducha.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama