Nowy numer 42/2020 Archiwum

Tajna konferencja w mediach

W Warszawie spotkało się ponad 100 naukowców na II Konferencji Smoleńskiej. Niektóre media donosiły, że był to tajny zjazd „pisowskich” naukowców.

Inicjatywa ma stronę internetową, profesorski komitet naukowy i komitet organizacyjny. Ani na stronie internetowej, ani w materiałach konferencyjnych, ani na banerach w sali obrad nie było znaczka PiS. Pytani w kuluarach politycy zaprzeczali, że wspomagali czy organizowali spotkanie. O tym, że konferencja jest polityczna, świadczyć miała także obecność Antoniego Macierewicza. Ale równocześnie o jej niskiej randze świadczył (zdaniem np. „Faktów” TVN) brak obecności Jarosława Kaczyńskiego. No więc lepiej być czy jednak nie przychodzić? Zresztą (jak mówił prezenter „Faktów”) spotkanie zbojkotowali wszyscy politycy PiS. Sam widziałem kilku. Najczęściej powtarzanym jednak określeniem było to, że konferencja jest tajna. No to już nie przelewki. Pisała o tym „Gazeta Wyborcza”, pisały portale internetowe, mówiły rozgłośnie radiowe. Można by naiwnie zapytać, skąd te wszystkie ekipy TV i dziennikarze wiedzieli, gdzie i kiedy konferencja się odbywa, skoro jest tajna? Spotkanie w całości i na żywo było transmitowane w internecie. To najwyższy stopień tajności. Nieco więcej światła na tajność rzucili dziennikarze portalu Tomasza Lisa naTemat. Otóż była tajna, bo na salę nie wpuszczano kamer innych telewizji. Innych, znaczy których? Innych znaczy żadnych. Na sali była tylko jedna kamera, która służyła do transmisji internetowej. To bardzo dobry i często praktykowany zwyczaj.

Kamery potrzebują dodatkowego światła, miejsca i podwyższenia. To przeszkadza. To nie chęć zatajenia czegokolwiek była powodem niewpuszczania kamer, tylko dbałość o stworzenie jak najlepszych warunków do mówienia i słuchania. No właśnie, słuchania. Na salę mógł wejść każdy, także każdy dziennikarz, który uiścił opłatę konferencyjną. Tyle tylko, że dziennikarze tych DUŻYCH mediów są chyba przyzwyczajeni do wchodzenia za darmo. Tym razem nie udało się. Efekt? „Trwa tajemnicza druga konferencja smoleńska. Zebrali się eksperci Macierewicza. Bez udziału dziennikarzy” – pisała z przejęciem „Gazeta Wyborcza”. Można by złośliwie dodać „bez udziału dziennikarzy, którzy chcieli wejść na koszt kogoś innego”. Ale zostawmy złośliwości. Każdy, kto przyszedł i kto zapłacił, mógł wejść na salę. A tam – jak to na konferencji: prelekcje, pytania, odpowiedzi i dyskusje. Ale jednak nie. Ci, którzy byli na zewnątrz, wiedzieli lepiej i napisali, a niektórzy nawet powiedzieli do kamery, że spotkało się towarzystwo wzajemnej adoracji i nie było ani dyskusji, ani możliwości zadawania pytań. „Bez pytań dociekliwych osób można było mówić cokolwiek” – donosił jeden z portali. No tak, zapomniałem, że dociekliwe pytania potrafią zadawać tylko ci, którzy... poskąpili na opłatę konferencyjną i stoją za drzwiami. W rzeczywistości pytań było tak dużo, że zakończenie obrad przesunęło się o ponad godzinę. A teraz mam informację poufną, specjalnego znaczenia. Tylko proszę nikomu nie mówić. Otóż za rok znowu odbędzie się taka tajna konferencja. Jej program będzie można znaleźć na stronie internetowej, a materiały konferencyjne będzie można kupić na miejscu. Całość pewnie znowu będzie można śledzić na żywo w internecie. Lepiej sprawą zainteresować się wcześniej, bo w kuluarach jest ograniczona ilość miejsca. Nie wystarczy go dla wszystkich ekip telewizyjnych. A przecież relacja z konferencji, która jest tak tajna, że nie wiedzą o niej nawet sami prelegenci, to prawdziwa dziennikarska perełka. A jak jest z perełkami, wiadomo – chętnych do ich zdobycia jest wielu. A w zasadzie chętni są wszyscy. I tak na tajnej II Konferencji Smoleńskiej w Warszawie spotkały się w tym roku ekipy wszystkich większych stacji telewizyjnych, wielu portali i redakcji prasowych. Do zobaczenia za rok.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama