GN 43/2020 Archiwum

Pomóc takim jak ja

O tym, co pomaga przeżyć stratę dziecka, mówi Olga Komarnicka- -Jędrzejewska, mama po stracie.

Barbara Gruszka-Zych: Zwykle dzieci chowają swoich rodziców, ale nieraz dzieje się odwrotnie. Jak się mają zachować stojący z boku?

Olga Komarnicka-Jędrzejewska: Rodzic po stracie potrzebuje kogoś, kto jest w stanie go zrozumieć. Jednak zwykle otoczenie odwraca się do niego tyłem. Nie chce rozmawiać na temat tabu, jakim jest śmierć dziecka. W ramach pocieszenia rodzice słyszą: „Proszę się nie martwić, będzie pani jeszcze miała dzieci, nie pani pierwsza, nie ostatnia”. To pogłębia traumę. Do tego dochodzi obojętność personelu w szpitalach, gdzie w większości te dzieci umierają.

Jak Pani radziła sobie z bólem, kiedy zmarła Pani córeczka Nadia?

Kiedy zmarła, miała dwa lata i dwa miesiące. Zachorowała z dnia na dzień jako 13-miesięczne maleństwo. To była ostra białaczka limfoblastyczna, wysokiego ryzyka. Od początku wiedziałam, co to za choroba, i miałam świadomość, że może będę musiała się z córką pożegnać. Kiedy przeszłyśmy przeszczep szpiku, ale po dwóch miesiącach był nawrót, wiedziałam, że córka z tego nie wyjdzie. Już wtedy szukałam kogoś, kto może mi pomóc.

Na początku to byli najbliżsi. Nie pozwalali mi siedzieć w domu i pogłębiać depresji. Moja najbliższa koleżanka powiedziała mi:„Śmierć Nadii czemuś służy. Tylko zobaczysz to po jakimś czasie”.

Czemu służy śmierć Nadii? Jak Pani na to patrzy z perspektywy czterech lat od jej odejścia?

Koleżanka powiedziała to, bo wiedziała, że będę chciała się doszukać jakiegokolwiek sensu w tym, co się stało. Ten sens znalazłam po swoim przepracowaniu procesu żałoby. Olśniło mnie, że muszę pomagać rodzicom po stracie, takim jak ja. Że ta pomoc jest bardzo znikoma, a tak potrzebna. Ważne, żeby człowiek po stracie, ktoś taki jak ja, pokazał innym, że po kilku latach znów można funkcjonować normalnie. Mam ten komfort powiedzenia rodzicowi po stracie, że wiem, co czują, bo też umarło mi dziecko. Nie czuję się już, jakbym miała napisane na czole, że jestem aniołkowym rodzicem i jestem gorsza czy słabsza. Obecnie mam córkę, która niedawno skończyła roczek. Cieszę się nią, ale moje myśli stale krążą wokół pierwszej córki.

Czy istnieje recepta na przeżywanie żałoby?

Ważne jest nazywanie po imieniu tego, co się stało. Na przykład: „Zmarło moje dziecko o imieniu Filip”. Zwykle na przeżycie żałoby potrzeba roku. Jako rodzice nie musimy się od razu zbierać, ale mamy ten rok, żeby sobie poukładać życie. A strata dziecka to silniejsza trauma niż strata bliskiego dorosłego, któremu naturalnie jest przypisane odejście. Nie można też udawać, że jest się twardym. Trzeba płakać, kiedy się ma ochotę. Koniecznie należy sobie znaleźć grupę wsparcia, na którą przychodzą inni rodzice po stracie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama