Nowy numer 43/2020 Archiwum

Chomiczki (niestety) nie dzieci

Wyobraźmy sobie, że powstaje w szybkim tempie ogromny ruch społeczny „W Obronie Chomiczków”…

Mała wizjonerska symulacja. Wyobraźmy sobie, że w Polsce żyje kilka milionów polnych chomiczków wyjątkowego gatunku, od których to harmonijnego rozwoju i przyszłości zależy ekosystem, rolnictwo. A co za tym idzie - poprzez ekonomiczny i społeczny system naczyń połączonych - rozwój różnych gałęzi krajowej gospodarki. Wyobraźmy sobie też, że pewnego dnia ktoś decyzyjny, ale nieświadom roli tychże stworzonek, wpada na pomysł, by chomiczki połapać, w klatkach pozamykać i tym nowatorskim sposobem zrewolucjonizować chomiczą przyszłość. W tym celu decydenci stwarzają machinę propagandową, która niestrudzenie i za duże pieniądze tłumaczy: chomiczkom w klatkach będzie dobrze, wyrówna to ich szansę na wyjście z polnych zaścianków. W dodatku chomicze klatki są doskonale dostosowane do potrzeb gryzoni, mają poidełka, karuzelę oraz świeże dostawy prosa.

Że część chomiczków może tego nie przetrzymać? Niepodobna! Przecież jeśli my, decyzyjni, działamy dla chomiczego dobra, znaczy się że chomiczki muszą to dobro zrozumieć i dla poprawy swojego chomiczego losu poddać się woli naszej.

Co stałoby się dalej? Wyobraźmy sobie, że powstaje w szybkim tempie ogromny ruch społeczny „W Obronie Chomiczków”. Największy w kraju, apolityczny, zrzeszający i ekologów, i logów, i pedagogów i zoologów, i nawet niezrzeszalnych dotąd anarchistów. Wszyscy przecież kochamy chomiczki! Bo zdroworozsądkowe społeczeństwo doskonale wie: chomiczek w klatce, wepchnięty doń na siłę, to wcale szczęśliwy nie będzie, mądrzejszy od innych zwierzątek też nie. Ani też dobrej przyszłości narodowi nie zapewni.

Chomiczkowe lobby działa prężnie. Bada życie i preferencje chomiczków, przedstawia konkretne dane na temat ich rozwoju i warunków w których powinny przebywać. Zbiera też informacje na temat tych chomiczków, których los w klatki już zesłał. I które to sobie w klatkach nie radzą. Bo mimo oficjalnej propagandy, klatki okazały się za małe, a z zaoferowanego prosa to są co najwyżej prusaki. Na domiar złego chomiczego, jak pokazują niezależne od decydentów badania, chomiczki, obciążone klatkami, miewają stany depresyjne, nie chcą do klatek wchodzić, nie ogarniają nowej rzeczywistości. I zamiast postępu - jest regres. Jednym słowem - populacja chomiczków zagrożona. Zagrożona tym samym przyszłość społeczeństwa.

A dalej co? A dalej (lub dużo bliżej), chomiczkowi decydenci przestaliby iść w zaparte, i irracjonalnie kombinować wbrew chomiczkom i chomiczemu lobby. Pod presją i racjonalnymi argumentami obrońców gryzoni, również być może w strachu o swe decydenckie losy, porzuciłoby światły pomysł z klatkami. I w oparciu o rzetelne badania i preferencje zarówno chomiczków, jak i ich obrońców, rozpoczęliby dialog który pokazałby, czego chomiczkom potrzeba do rozwoju. I nawet jeśli (UWAGA) decydenci nadal staliby na stanowisku: chomiczki do klatek, to po prostu z obrońcami chomiczków, rozpoczęliby rozmowę. Bo jak z sensem decydować o losie chomiczków, bez ich reprezentantów?

Tak… Wyimaginowane chomiczki i ich obrońcy mieliby dobrze… Niestety chomicze wizje do ludzkiej rzeczywistości mają się nijak. Bo gdy w realnym świecie, kompletnie odrealnione, działające na szkodzę dzieci, ministerstwo edukacji idzie w zaparte i wpycha na siłę sześciolatki do szkół, szybciutko w sukurs ministerstwu przychodzi rząd i rządząca partia. Nie widzi, nie słyszy, nie myśli, nie zamierza dyskutować z ogromną częścią społeczeństwa. Jeśli nie z większością…

Przez wiele lat gigantycznej pracy państwa Elbanowskich i setek osób z nimi związanych, strona rządowa nie znalazła przysłowiowych pięciu minut, by się z nimi spotkać i porozmawiać! Tym samym nie znalazła czasu, by się spotkać z nami wszystkimi, rodzicami, których Elbanowscy reprezentują. Ostatnio też pani marszałkini Sejmu przesunęła termin debaty na temat sześciolatków w szkołach. Co jest kolejnym, dobitnym przykładem tego, że buta rządzących i absolutne poczucie bezkarności dosięgły zenitu. Natomiast niezaproszenie Stowarzyszenia i Fundacji Ratuj Maluchy na rządowe „Forum dla Rodziny” to jawne powiedzenie wszystkim rodzicom w Polsce, którzy nie zgadzają się na poczynania ministerstwa edukacji: „jesteście dla nas NIKIM, wasze doświadczenia, wasze rodziny, wasze dzieci nie są dla nas ważne. I tak zrobimy wszystko po swojemu”.

W tym kontekście, myśl o przyszłym głosowaniu nad referendum, o które walczyły miliony rodziców w Polsce, nie napawa optymizmem. Szkoda, że nasze dzieci to nie chomiczki. Byłoby prościej.

P.S. Na przekór wszystkiemu, jako motto dzisiejszego dnia. Cytat z pana premiera otwierającego Forum dla Rodziny. „Władza potrzebuje precyzyjnej informacji o tym, w jaki sposób jej decyzje, czy ustawy wpływają na los polskiej rodziny”.

Z ostatniej chwili:

- Jeszcze dzisiaj zaproszę inicjatorów pomysłu zorganizowania referendum ws. sześciolatków do kancelarii premiera, żeby porozmawiać o tej sprawie – zapowiedział premier.

Błyskawiczna reakcja na wieloletnie prośby Elbanowskich o spotkanie. Panie premierze... DZIĘKUJEMY.

          

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także