Nowy numer 43/2020 Archiwum

Od Demarczyk do Dąbrówki

Studencki Festiwal Piosenki w Krakowie ma już ponad pół wieku. Jego historia to opowieść o tym, czym przez lata żyło polskie środowisko inteligenckie. I czym przestało żyć.

Kiedyś ten najstarszy w Polsce konkurs piosenki nosił nazwę Festiwal Piosenki Studenckiej. Dziś słowo „studencki” zmieniło miejsce. Znajduje się na początku, jako sygnał, że wykonawcami są studenci, a nie że prezentowana przez nich piosenka traktuje o sprawach mających dla nich znaczenie. – Ludzie przyjeżdżający na festiwal o inteligenckiej tradycji często mają repertuar mało istotny, nieodnoszący się do ważnych spraw – mówi Jerzy Satanowski, wybitny kompozytor, reżyser i wielokrotny juror festiwalu.

Kultura dla wybranych

Krakowski festiwal zainaugurowano w 1962 r. W tym samym roku zmarła Edith Piaf. – Stała się symboliczną patronką naszego festiwalu – mówi Jan Poprawa, krytyk muzyczny, ekspert w zakresie sztuki estradowej, przewodniczący Rady Artystycznej SFP, juror na wszystkich festiwalach. – W latach 60. zeszłego stulecia sukces na krakowskim festiwalu gwarantował zaproszenie na Koncert Debiutów festiwalu w Opolu – opowiada. Wtedy na studenckim festiwalu debiutowali Ewa Demarczyk, Maryla Rodowicz, Marek Grechuta. Ich utwory są dziś klasyką piosenki autorskiej czy poetyckiej. W latach 70. zaistnieli tu między innymi artyści nie do podrobienia, choć naśladowani przez wielu: Andrzej Sikorowski i Jacek Kleyff. Trzykrotnym laureatem był Jacek Kaczmarski, którego utwory stały się sztandarowymi pieśniami „Solidarności”. W pierwszym okresie po stanie wojennym śpiewała w Krakowie Antonina Krzysztoń, ożywiając nadzieję piosenką religijną. Występowały też przyszłe gwiazdy, takie jak Grzegorz Turnau, Renata Przemyk, zespół Raz Dwa Trzy, Marek Dyjak. Tegorocznym laureatem festiwalu został Piotr Dąbrówka z Radomia, śpiewający od dobrych kilku lat piosenkę autorską. Artysta, mimo że ma na swoim koncie dwie dobre płyty, nie zdobył jeszcze wielkiej popularności. Festiwal zawsze uważany był za elitarny.

– Oceniając, zwracamy uwagę na to, czy u artysty znajdujemy coś niepowtarzalnego, wyjątkowego w momencie kontaktu z wrażliwym widzem. Teraz wszędzie liczy się populizm, to, co się podoba większości. A przecież większość nie może decydować o gustach wszystkich ludzi – podkreśla Jan Poprawa. Kiedyś środowisko studentów było społeczną enklawą, do której nie każdy miał wstęp. – Pamiętam czasy, kiedy do klubu studenckiego nie wpuszczono gwiazdy Heleny Majdaniec, bo nie miała legitymacji studenckiej. Poczucie wyższości studentów stwarzało swego rodzaju elitę. Kultura często powstaje w takich niszach – mówi Poprawa. Według niego po zmianie sytuacji politycznej w naszym kraju skończył się etos studenta i inteligenta: – Dziś to już nie jest wartość społeczna – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama