Nowy numer 44/2020 Archiwum

Sztuka i modlitwa


Wielu wierzących ma jakiś ulubiony obraz lub krucyfiks, który w szczególny sposób nastraja ich do modlitwy.

Niekiedy najważniejsze jest nie to, co dany przedmiot przedstawia (Jezusa, Matkę Bożą czy jakiegoś świętego), ale na przykład fakt, że został on nam podarowany przez kogoś bliskiego, że towarzyszy nam od dzieciństwa lub że jest obrazem, przed którym modliły się pokolenia. Kiedy jestem w kaplicy jasnogórskiego obrazu, od samego wizerunku większe wrażenie sprawia na mnie świadomość, ilu ludzi – od wieków – klęczało w tym miejscu... W Rzymie – jak wiadomo – nie brakuje renesansowych i barokowych kościołów z pięknymi freskami, obrazami, rzeźbami. Warto tu wspomnieć, że Muzeum Narodowe w Warszawie zorganizowało niedawno wystawę: „Guercino. Triumf baroku” (Guercino to wybitny włoski malarz epoki baroku, zmarły w 1666 r.).

Tego rodzaju sztuka sakralna dostarcza wzruszeń estetycznych, inspiruje do refleksji. Jest jednak pewien problem. Przynajmniej dla mnie. Te perfekcyjnie wykonane obrazy religijne nie skłaniają mnie do modlitwy. Tym spostrzeżeniem podzieliłem się niedawno z Marko Rupnikiem, słoweńskim jezuitą, artystą i teologiem, który wykonał wiele sakralnych mozaik w świątyniach na całym świecie. Rupnik ucieszył się, że go o to zapytałem i stwierdził, że jest to podstawowe dla niego pytanie:

Jakiego języka artystycznego uczy nas Duch Święty i liturgia? Nie jest to język agresywnej deformacji. Ale z drugiej strony nie jest to także język artystycznej perfekcyjności, w której brak miejsca na dar i jego przyjęcie, gdyż wszystko zostaje wypracowane przez człowieka, wedle jakiegoś ideału piękna. Języka sztuki sakralnej powinniśmy szukać w Triduum Paschalnym, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Język ten wymaga ascezy i samoograniczenia, tak aby artystyczna forma tworzyła miejsce spotkania z Bogiem, a nie wypełniała całą przestrzeń. Artysta powinien pamiętać o słowach św. Pawła: „nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością, głosić wam świadectwo Boże…” (1 Kor 2,1). Pomyślałem o tajemnicy obrazu Jezusa Miłosiernego wedle objawień siostry Faustyny. Nie jest to wielka sztuka. Wręcz przeciwnie, trąci kiczem. A jednak to przed nim ludzie chcą się modlić, a nie przed dziełami Caravaggia i Rembrandta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama