Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zmysł szczęścia

Laski. „Jedyną rzeczą gorszą od bycia niewidomym jest posiadanie wzroku bez umiejętności patrzenia” – napis na bluzce Małgosi Galbarczyk to nie puste hasło. Dobrze wie, że marzenia się spełniają, ale najpierw trzeba je mieć.


Pracę znalazła sama. Na Wyspach, bo sposób rekrutacji w Polsce nie jest dla niewidomych przyjazny. Dyplom z filologii angielskiej i nowo odkrytej pasji, psychologii, zdobyła na KUL-u. – Zawsze chciałam pracować z ludźmi – mówi Małgosia.
Studia podyplomowe z terapii poznawczo-behawioralnej kończyła już w Wielkiej Brytanii. Kilka rozmów kwalifikacyjnych i zaczęła pracować.

Dziś ma 54 pacjentów – w przychodni dziennie przyjmuje sześciu: głównie ludzi z zaburzeniami lękowymi, fobiami, depresjami... W ciągu kwartału stara się zakończyć 42 terapie. Przynajmniej połowę – z sukcesem. Spora grupa pacjentów to Polacy, brytyjski NFZ oszczędza wtedy na tłumaczach. A pacjenci w towarzystwie psychologa, który nie może ich zobaczyć, czują się bardziej anonimowi.


Być szczęśliwym bez oczu


Małgorzata Galbarczyk trafiła do Lasek w wieku 15 lat. Jaskra zabrała jej wzrok. Większość podopiecznych Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi przebywa jednak w Laskach od najmłodszych lat. – Im wcześniej zajmą się nimi specjaliści, tym lepiej – tłumaczy Władysław Gołąb, prezes TOnO, który sam stracił wzrok w wieku 10 lat w wyniku wybuchu miny. 
– Rodzice, którym urodzi się niewidome dziecko, z reguły dzielą się na dwie kategorie: albo załamują się i bagatelizują problem, albo są nadopiekuńczy. Obydwie postawy są niepożądane, jeśli chcą, by ich dziecko było w przyszłości samodzielne i szczęśliwe – dodaje.
Ośrodek w Laskach w ciągu ponad stu lat ukończyło ponad 3 tys. wychowanków. Z rocznika Małgosi Galbarczyk większość znalazła pracę: trzech kolegów zostało masażystami, inny pracuje w fundacji – pisze projekty, jedna osoba opiekuje się dzieckiem, kolejna została szczęśliwą mamą trójki dzieci i pracuje w domu.
Gdy w 1911 r. Matka Róża Czacka zakładała ośrodek w Laskach, przyświecała jej myśl, by uczynić niewidomych ludźmi społecznie użytecznymi. W ciągu ponad wieku zmieniło się w Laskach wiele, ale pierwotna idea – nie. Przypomniał to kilkanaście dni temu prezes TOnO, odbierając nagrodę Totus w kategorii „promocja człowieka, praca charytatywna i edukacyjno-wychowawcza” za wszechstronną opiekę edukacyjno-wychowawczą, rehabilitacyjną, socjalną oraz religijną nad dziećmi ociemniałymi. – Chcemy, aby były dowartościowane, żeby była im przyznana godność ludzka. O to walczymy – mówił Władysław Gołąb.


Upiecz Ciasto po ciemku


Laski to nie przytułek, ale miejsce gdzie niewidomi mają nauczyć się samodzielnego i samowystarczalnego życia. A nie będzie ono takie, jeśli podopieczni i wychowankowie towarzystwa będą skazani na zasiłek społeczny i chodzenie wytyczonymi szlakami, najlepiej między kuchnią i dużym pokojem swojego mieszkania.
Siostra Agata jest jedną z prawie dwustu sióstr ze zgroma-
dzenia sióstr franciszkanek służebnic Krzyża, które w 1918 r. matka Elżbieta Czacka powołała do opieki nad ociemniałymi. Jest tyflopedagogiem i pracuje jako wychowawczyni kilkunastu dziewcząt w wieku 8–14 lat. W roku szkolnym dziewczęta mieszkają w internacie. Przyznaje, jest wymagająca. Ale to
dzięki temu niewidome dziewczyny mają szansę nauczyć się po sobie sprzątać, prać, gotować. Same prasują ubrania, nakrywają do stołu, dbają o porządek w szafach. Jak mają ochotę tańczyć,
organizuje im kurs tańca, jeśli chcą upiec ciasto – pokazuje, gdzie stoi mąka.


Małe państwo


Laski to dziś ponad 60 hektarów terenu. To obszar większy niż Watykan. W ośrodku szkolno-wychowawczym przebywa prawie 260 uczniów. Są kaplica, przedszkole, podstawówka, gimnazjum, technika, liceum ogólnokształcące, szkoła policealna, szkoły specjalne, zawodowe, warsztaty, szkoła muzyczna, Dom św. Rafała dla chorych i starszych sióstr i „Mały Watykan”, w którym ponoć mieszkał nuncjusz Achilles Ratti, późniejszy papież. Jest Ośrodek Wczesnej Interwencji, w którym terapeuci pomagają zarówno dzieciom, jak i rodzicom, którzy właśnie się dowiedzieli, że ich pociecha nie będzie widzieć. Są trzy biblioteki, dom rekolekcyjny, własna drukarnia, a nawet basen, stajnia i teren, na którym prowadzone są zajęcia hipoterapeutyczne, bardzo przydatne w rehabilitacji dzieci, które nierzadko cierpią nie tylko z powodu braku wzroku, ale także sprzężonych niepełnosprawności. A przecież towarzystwo ma swoje ośrodki także w Rabce, Żułowie, Sobieszewie. Z kolei placówki Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża są też na Ukrainie, w Indiach, Rwandzie i w RPA. To ogromne przedsięwzięcie bilansuje się tylko dzięki temu, że dotację państwa uzupełnia w co najmniej 20 procentach ofiarność społeczeństwa.


Absolwenci


W szerokiej alei, zwanej Lipówką, spotykamy niewidomych rolkarzy i amatorów nordic walkingu. – Nawet jeśli nie będą mieli w tym wielkich sukcesów, to i tak łatwiej poradzą sobie w życiu – mówi Anna Gajewska, instruktorka. – Łatwiej pokonują ograniczenia, które nakłada na nich brak wzroku, a przy tym ćwiczą mięśnie, których i tak używają w poznawaniu świata dotykiem czy białą laską – dodaje.
Wśród trenujących nordic walking jest Piotr Malicki, absolwent informatyki na KUL-u. Szuka właśnie pracy przy pisaniu tekstów. Oczy uszkodził mu w wieku gimnazjalnym guz na nerwie wzrokowym. Mieszka na Białołęce, ale stara się raz na dwa tygodnie odwiedzić laskowski Dział Absolwentów. – Większość osób, które tu kończyły edukację, ma z nami częsty kontakt. Wspieramy je, próbujemy razem rozwiązywać problemy, dokształcać, spędzać pożytecznie czas i szukać pracy – mówi Krystyna Konieczna, kierownik tego działu. Na piętrze siedziby trwa właśnie uruchamianie pierwszego na świecie systemu contact-center, umożliwiającego niewidomym zdalną pracę w charakterze ankieterów czy akwizytorów. Jan Gawlik, niewidomy twórca systemu, zdradza, że w podobny sposób osoby niewidzące od 2004 r. obsługują telefonicznie interesantów Agencji Restrukturyzacji Rolnej i Modernizacji Rolnictwa. Klienci dzięki specjalnej aplikacji komputerowej nie mają nawet świadomości, że obsługuje ich niewidomy. Teraz nowość polega jednak na tym, że podobne prace osoby niewidzące będą mogły wykonywać nawet w swoim domu. Pod warunkiem, że znajdą się przedsiębiorcy, którzy zgodzą się ich zatrudnić.


Do życia, gotowi, start...


W sali gimnastycznej, jedynym budynku szkolnym, który nie uległ spaleniu podczas pożaru sprzed
6 lat, trwa właśnie lekcja WF. Sześciu chłopaków z szóstej klasy gra w piłkę nożną. Zasady nieco inne, piłka zresztą też. Dzięki dzwonkowi wewnątrz chłopcy orientują się, czy leci w ich kierunku i czy mają szansę ją kopnąć. Co chwila słychać, jak krzyczą „voy” (hiszp. „idę”). 
– To po to, żeby ostrzec innych piłkarzy, w którym są miejscu – tłumaczy trener Krzysztof Koc.
Grają po trzech, bo sala nie pozwala biegać na boisku typowych rozmiarów. Potrzebna jest większa przestrzeń, ale wydatków w ośrodku jest sporo. Sport pozwala nabrać pewności siebie, świetnie uczy orientacji i znoszenia porażek. Uczy też pracy w zespole i odpowiedzialności za innych.
Paweł ociera z czoła pot. Szuka na parapecie zegarka i bluzy, bo za chwilę chłopcy zmieniają dyscyplinę na goalball. Efektownie i odważnie rzucają się na ziemię, broniąc swojej bramki przed rzutami przeciwnika. W ośrodku w Laskach dużą wagę przykłada się też do ćwiczeń na basenie. Są tego wyraźne efekty – uczniowie zdobyli ostatnio dwukrotnie medale na igrzyskach paraolimpijskich: w Atenach i Pekinie. Podczas tegorocznych Letnich Mistrzostw Polski w Pływaniu Osób Niepełnosprawnych zdobyli cztery złote medale, jeden brązowy i zostali zakwalifikowani do Kadry Narodowej Osób Niepełnosprawnych, dzięki czemu mają szansę wyjechać na Igrzyska Paraolimpijskie do Rio de Janeiro.
Kilkaset metrów dalej w szkole specjalnej trwa właśnie przerwa. Na stole do gry w showdown piłka musi przelecieć pod siatką i wlecieć do bramki-otworu przy przeciwniku. Stół ogranicza specjalna osłona, żeby piłka nie spadała zbyt często na ziemię. Obok szkoły na boisku trwają biegi. Najpierw rozgrzewka: biega się parami lub trójkami. Wyostrzone zmysły dzieci starają się wychwycić głos trenera stojącego 60 metrów przed nimi.
Jest piękna pogoda, od strony Puszczy Kampinoskiej wieje lekki wietrzyk zwiastujący grzybową jesień. Szczęśliwe dzieci wpadają w objęcia siostry Agaty. Franciszkanki razem ze świeckimi pracują od ponad wieku nad przywracaniem niewidomych społeczeństwu. I nad tym, żeby inni traktowali ich jak osoby mające równe prawa: do szczęścia, do życia w rodzinie, do podjęcia pracy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama