Nowy numer 39/2020 Archiwum

Skąd to wyróżnienie?


Proszę wybaczyć, że jeszcze raz wracam do sprawy pedofilii.


Ale miazga, na jaką zostali przerobieni w ostatnich tygodniach księża, a wraz z nimi Kościół w Polsce, wymaga choćby próby obrony. Przy całej świadomości grzechów – podkreślę to po raz kolejny – jakie na swoje sumienie ściągnęli niektórzy duchowni.

Ostatnio jedna z partii zaproponowała stworzenie oficjalnego spisu osób skazanych za pedofilię. Coś na wzór ogólnopolskiego rejestru dłużników. Na moje wyczucie pomysł nie ma szans na powodzenie. Być może z powodów konstytucyjnych, ale głównie – jak sądzę – z tkwiącego w nim niebezpieczeństwa. 
Otóż gdyby taki imienny rejestr powstał, wszyscy mogliby zobaczyć, że wśród setek osób skazanych za pedofilię księża wprawdzie są, ale jest ich stosunkowo niewielu. Jak wynika z oficjalnych statystyk, w 2012 roku polskie sądy wydały 615 prawomocnych wyroków z tytułu pedofilii. Nie wiadomo, ilu duchownych jest wśród skazanych, ale daję głowę, że jeżeli jacyś w tej grupie się znaleźli, to stanowią wąski margines. Gdyby było inaczej, zapewne już dawno szczegółowe informacje wypłynęłyby do mediów.


Można przekornie zapytać, czym 
księża zasłużyli sobie na tak 
wielkie „wyróżnienie”. Czy to nie nazbyt wielka łaska, że spośród setek skazanych za pedofilię światła reflektorów 
skierowane zostały tylko na nas ? Dane o liczbie skazanych przypomnieli polscy biskupi w swoim stanowisku „W sprawie ochrony dzieci i młodzieży”, wydanym po ostatniej Konferencji Episkopatu 
Polski (całość na ss. 20–21), Niestety, 
z tego dokumentu na żółte i czerwone 
paski w telewizjach trafiły głównie słowa o tym, że Kościół przeprasza – i słusznie – za tych duchownych, którzy skrzywdzili dzieci. O skali zjawiska w całym społeczeństwie i jego przyczynach 
niewiele usłyszeliśmy.

To prawda, że Kościół nie jest wolny od grzechu zwiazanego z pedofilią, ale odważę się postawić tezę, że nie ma drugiej takiej instytucji, która podobnie jak on od wielu już lat konsekwentnie walczyłaby z tym złem, zdając sobie sprawę z jego destrukcyjnej siły. Wystarczy przypomnieć kilka faktów. Od 2001 roku obowiązuje prawo kościelne wydane przez Jana Pawła II, zgodnie z którym wykorzystywanie seksualne nieletnich przez duchownych musi być karane przez watykańską Kongregację Doktryny Wiary. 9 lat później, już za pontyfikatu Benedykta XVI, w roku 2010 kościelne przepisy dotyczące przestępstw seksualnych zostały zaostrzone. Między innymi okres przedawnienia wydłużono do 20 lat. Na ironię może zakrawać fakt, że w czasie ostatniego zebrania Konferencji Episkopatu, o którym było tak głośno, biskupi przyjęli kolejne szczegółowe dokumenty dotyczące walki z przestępstwami seksualnymi. I nie stało się tak pod wpływem mediów, lecz było wynikiem długo trwających już prac.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się