Nowy numer 42/2020 Archiwum

Na miły Bug! przejdź do galerii

Odkąd została sprzątnięta sprzed nosa samemu papieżowi, działa cuda wśród rozlewisk i lasów. Kilkaset metrów od białoruskiej granicy.

I znów tu wróciłem. Daleki, dziki wschód. Absolutny kraniec Polski. Cisza, spokój. Choć zegarek w komórkach automatycznie przeskakuje do przodu o godzinę, dostrajając się do białoruskiej sieci, w istocie czas się zatrzymał. Zza firan okien drewnianych chałup w Sławatyczach czy Lisznej ciekawie wyglądają staruszki, odrywając na chwilę wzrok od monotonnego nieruchomego pejzażu. Uwielbiam tu wracać poza sezonem. Gdy jedynymi świadkami reporterskich wojaży są jeże i wiewiórki.

Kodeń, kradzież, komary

Jestem w miejscu, gdzie kradzież wydała błogosławione owoce. W sezonie Kodeń tętni życiem. Gdy trafiłem tu w czerwcu, zastałem bazylikę nabitą do ostatniego miejsca. Przecierałem oczy ze zdumienia. Trudno było wcisnąć szpilkę. Średnia wieku? Piętnaście lat. Młodzież z całej diecezji przyjechała na czuwanie. Dzień później kościół znów pękał w szwach. Wiernych z Podlasia i zachodniego Polesia zgromadziła Msza z modlitwą o uzdrowienie. Nad sanktuarium unosiły się wówczas chmary komarów. Wiosną wylał nieobliczalny Bug, a wokół kościoła powstało prawdziwe pojezierze. Misternie odnowiona kalwaria tonęła. Woda poniosła pomosty, podmyła kapliczki, zdemolowała ogrody. Do Kodnia przyjechaliśmy o świcie. Mijaliśmy kilometry iglastych lasów, nadbużańskie rozlewiska, mgły leniwie kołyszące się nad zmarzniętymi polami. Wszystko wokół spało zasypane kołdrą liści. Z okien pobliskiego monasteru w Jabłecznej sączyła się wschodnia liturgia. – O której wstajecie? – spytałem prawosławnych mnichów. – U nas w klasztorze każdy wstaje, o której chce – usłyszałem w odpowiedzi. – Pod warunkiem, że o szóstej będzie na modlitwie w cerkwi. Wschodnia Polska to prawdziwy kulturowy tygiel. Wzdłuż granicy znajdziemy wiele odcieni wschodniego chrześcijaństwa. W niedalekich Kostomłotach, gdy cała wioska zebrała się u studni, słyszałem w czasie święta Jordanu: „Na jordańskich falach czystych/ przywitał Chrystusa Jan/ Światłem promieni srebrzystych/ błysnął w górze tęczy łan”. Na terenie parafii w Kodniu mieszka 2400 osób. 400 z nich to prawosławni. – Mamy sporo małżeństw mieszanych – katolicko-prawosławnych – mówi ojciec Bernard Briks, superior klasztoru. – Historia Kodnia naprawdę zaczyna się wraz z Sapiehami – opowiada z błyskiem w oku o. Paweł Gomulak. – To właśnie za Sapiehów miasto rozkwitło. Na przełomie XVII i XVIII wieku Kodeń liczył nawet do 6 tys. mieszkańców! Cała Rzeczpospolita ceniła prace tutejszych bednarzy. Czwarty właściciel Kodnia, książę Mikołaj Sapieha zwany Pobożnym, w 1629 roku rozpoczął budowę świątyni w rynku miasta. Był wojewodą brzesko-litewskim i mińskim (czyli rządził praktycznie obszarem dzisiejszej Białorusi!). W trakcie budowy ciężko zachorował. Efektem choroby był paraliż. Za namową żony Mikołaj udał się na pielgrzymkę do Rzymu, by tam prosić o łaskę zdrowia. Wyprawa była ciężka nie tylko ze względów logistycznych, ale przede wszystkim dlatego, że pielgrzym leżał sparaliżowany. W Wiecznym Mieście Sapieha trafił do samego papieża Urbana VIII.

Uczestniczył we Mszy w prywatnej kaplicy papieskiej na Watykanie, gdzie modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej Gregoriańskiej (zwanej również Guadalupeńską). I wówczas dziedzic Kodnia przeżył prawdziwe duchowe trzęsienie ziemi. Doznał łaski całkowitego uzdrowienia! W jego głowie zakiełkowała nieznosząca sprzeciwu myśl: obraz musi trafić do Kodnia. A ponieważ nie udało się po dobroci (negocjacje nie dały żadnego rezultatu), Sapieha postanowił gwizdnąć wizerunek Maryi sprzed nosa samego papieża! Przekupił zakrystiana, obiecując mu 500 złotych dukatów, a ten posłusznie wyciął obraz z ram. Możemy jedynie domyślać się wyrazu twarzy Urbana VIII, który nazajutrz rano pobożnie stanął przed... pustymi ramami. Za Mikołajem ruszył pościg, który miał zatrzymać zuchwałego pielgrzyma. Bezskutecznie. Sapieha miał zresztą ukraść nie tylko wizerunek Maryi, ale i cierń z korony cierniowej Jezusa, przechowywany w jednej z bazylik rzymskich. Gdy w ubiegłym roku byliśmy w Rzymie, usłyszeliśmy: – Jesteście z Kodnia? Oj, to musimy uważać – wybucha śmiechem o. Paweł. – Sapieha był naprawdę człowiekiem wielkiej fantazji! Urban VIII, zwany szalonym papieżem, za świętokradztwo nałożył na niego karę ekskomuniki. Dziedzic Kodnia został wyłączony ze wspólnoty Kościoła: nie mógł przyjmować sakramentów, ciążył na nim zakaz przestępowania progu jakiejkolwiek świątyni, a po śmierci nie mógł liczyć na pochowanie w poświęconej ziemi. Kara dotknęła również jego rodzinę: żona miała zostać publicznie ogłoszona wdową, a dzieci sierotami. W 1636 roku Sapieha udał się w drugą podróż do Rzymu, by ponownie stanąć oko w oko z Urbanem VIII. I wówczas papież... cofnął karę ekskomuniki (a nawet nakazał wymazanie aktu rzucenia klątwy). Ofiarował również (już całkowicie legalnie) obraz włodarzom Kodnia. Co przekonało papieża do takiej decyzji? Prawdopodobnie to, że Sapieha na licznych zgromadzeniach rad kasztelańskich i wielu sejmikach mocno bronił praw Kościoła łacińskiego. Ostatecznie obraz zawisł w Kodniu. I właściwie nie było Sapiehy, który nie doświadczyłby przy tym wizerunku jakiegoś uzdrowienia – uśmiecha się o. Paweł.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także