Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nadgorliwość krzywdzi dzieci

Niemieckie Jugendamty odbierają rodzicom coraz więcej dzieci. Pokrzywdzeni uciekają do… Polski.

Pod liczącym 16 tys. mieszkańców Bytowem na Pomorzu ukrywa się nietypowy zbieg. 13-letnia Antonia Schandorff i jej rodzice Axel oraz Dorte uciekli z Niemiec, by wyrwać dziewczynkę z domu dziecka. Przez kilka miesięcy opiekunowie całkowicie izolowali ją od mamy i taty. Oficjalny powód: rodzice nastawiają ją przeciwko ośrodkowi, nie pozwalają jej się zaaklimatyzować. Teraz rdzenna Niemka aklimatyzuje się pod Bytowem, by znów nie stracić kontaktu z rodziną.

Dom dziecka za niską frekwencję

Wszystko zaczęło się od tego, że mieszkająca w Worpswede w północnych Niemczech dziewczynka miała wiele (głównie usprawiedliwionych) nieobecności w szkole. Dodatkowo w lecie 2012 roku przyrodnia siostra Antonii doniosła do Jugendamtu, czyli Urzędu ds. Młodzieży podległego gminie, iż dziewczynce grozi niebezpieczeństwo. Jednocześnie oskarżyła swojego ojczyma o gwałt, do którego miało dojść 3 lata wcześniej – w grudniu prokuratura umorzyła postępowanie. 24-letnia Anne-Carina jest skonfliktowana z rodzicami: 4 lata temu po jednej z wielu kłótni wyprowadziła się z domu, od tego czasu nie utrzymują ze sobą kontaktu.

To głównie na zeznaniach tej kobiety sąd w Osterholz-Scharmbeck w styczniu tego roku zasądził ograniczenie praw rodzicielskich wobec Antonii. Nie przeprowadzono wywiadu środowiskowego rodziny, ograniczając się jedynie do rozmowy ze szkolnym wychowawcą Antonii. Rodzice oraz dziewczynka nie zgodzili się na przeprowadzenie badań psychologicznych. Także gdy pod koniec sierpnia 2013 r., po ucieczce dziewczynki z domu dziecka, sąd całkowicie odebrał prawa rodzicielskie państwu Schandorff, skupiając się na wcześniejszych zeznaniach opiekunów Antonii, wątpiąc jednocześnie w prawdomówność jej samej.

W kwietniu sąd zakazał Antonii kontaktu z rodzicami, ponieważ uznał, że utrudnia to jej aklimatyzację w ośrodku. Pod koniec sierpnia dziewczynka uciekła z domu dziecka i wraz z rodzicami wyjechała do Polski. Zamieszkali pod Bytowem. Nie znają ani słowa po polsku, jednak zapisali Antonię do szkoły w mieście. Gmina sfinansuje jej kurs języka polskiego. Z pewnością zostaną w naszym kraju jakiś czas, ponieważ dom dziecka zgłosił już na policję powiadomienie o porwaniu. Jugendamt w specjalnym oświadczeniu napisał, że zaistniała sytuacja szczególnie zagraża dobru Antonii.

Dyskryminacja

Schandorffowie nie odnaleźliby się w Polsce bez pomocy Wojciecha Pomorskiego z Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. Zna on wiele podobnych przypadków. I ma bardzo zdecydowane zdanie na temat działalności Jugendamtów: – Nie istnieją po to, żeby pomagać rodzicom w potrzebie, ale po to, by wyrywać spod ich opieki dzieci. To prawdziwy przemysł, na którym tuczą się nie tylko Jugendamty, ale także opiekunowie w domach dziecka, czy instytucje nadzorujące spotkania rodzin – mówi „Gościowi Niedzielnemu”. Opowiada o polskiej rodzinie, która ma piątkę dzieci. Matka zwróciła się do Jugendamtu o pomoc przy najmłodszym. – Do domu przyszły dwie uśmiechnięte panie, trochę pomogły, trochę się porozglądały. Niebawem umieszczono całą piątkę w pieczy zastępczej, ponieważ rodzice nie radzą sobie z ich wychowaniem – opowiada. Na szczęście po trzech tygodniach potomstwo wróciło do rodziców.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama