Nowy numer 43/2020 Archiwum

Rodzinne (prze)twory

(Prze)twory. Domowy sposób na zawekowanie w małych słoiczkach tego, co najlepsze. Na długą i często trudną zimę dorosłości.

Do manufaktury rodzinnej, zwanej robieniem zapasów, trzeba dojrzeć. Długo wydaje się to głupawe, niepotrzebne. Ostatecznie w XXI w. nie musimy, jak nasze prababki i ciotki, ślęczeć godzinami nad garem, by uwarzyć pięć słoików dżemu jagodowego, mus jabłkowy czy ukisić litry ogórków. W sklepach jest przecież wszystko. A gdy się dobrze przeliczy zmarnowany na zrobienie przetworów czas, doda do tego ceny warzyw czy owoców, słoików oraz zużytej energii, to można dojść do wniosku, że własnoręczna produkcja przetworów nie opłaca się. Tym bardziej że jeśli ma się babcię, ciocię czy matkę nadal hołdującą pradawnemu, przedzimowemu zajęciu, możemy być pewni: przetwory same do nas przybędą. W dużej ilości. Ale jakoś to się tak dziwnie składa, że prędzej czy później nawet najbardziej zatwardziałe przeciwniczki „babrania się” przy domowych zapasach zmieniają nastawienie. I jesienną porą nastawiają, co się da: a to powidła śliwkowe, a to sałatkę z cukinii i papryki. Bądź też własnoręcznie, dziwiąc się osobistej przemianie, zakręcają kolejne słoiki swojskiego soku. W tym roku wśród koleżanek bliższych i dalszych istny słoikowy szał. Nie wiedzieć, czy po prostu (jak zaawansowane wiekiem śliwki na dżem) dojrzałyśmy do produkcji przetworów, nie wiedzieć, czy to swoista moda, lub też (jak żartują niektóre panie) efekt medialnie zapowiedzianej zimy stulecia. Ostatecznie przecież, gdy zasypie i zawieje, dobrze mieć w spiżarni wszystko, co potrzeba.

A może po prostu w świecie niezdrowej jedzeniowej komercji, szalonej chemii, która wyziera z każdego zakupionego produktu, swojski powrót do przetwórstwa własnoręcznego to nieuświadomiona babska walka z przetworzonym światem przeciwutleniaczy, polepszaczy, konserwantów i sztucznych barwników? A może też w świecie postępu i nowoczesności – który wartość kobiety i rodziny często sprowadza do pytań: ile zarobiłaś, jak długo pracowałaś, ile chcesz jeszcze osiągnąć i jak zainwestowałaś w dzieci? – powrót do robienia przetworów jest po prostu symbolicznym powrotem do… normalności. Symbolicznym, a jednak konkretnym. Bo chociaż powidła ze śliwek potencjalnie nie mają mocy sprawczej, by tzw. postęp i nowoczesność doceniły rodzinę, nie tylko zawodową pracę kobiety, to dżemy mają moc! Dzięki nim w domu pachnie, a dzieci cieszą się słodkim smakiem… prawdziwie domowej atmosfery. I zapamiętają ten zapach i smak do końca życia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także