Nowy numer 43/2020 Archiwum

Franciszek tu i teraz

Młodzi ludzie wnoszą do spektaklu o świętym Franciszku swój entuzjazm i niewinność. A praca nad tym widowiskiem ich także przemienia. Efekty zobaczymy 16 października w katowickim Spodku, gdzie na scenie wystąpi aż 500 osób.

A teraz wybieramy sobie jeden punkcik na podłodze i obserwujemy go. Zbliżamy się do niego, by mu się lepiej przyjrzeć. Wyobrażamy sobie, że jest niebezpieczny, przyglądamy mu się podejrzliwie. Za to teraz jest bezbronny, bierzemy go delikatnie na rękę, podnosimy i kołyszemy – mówi Mariusz Kozubek, a kilkadziesiąt młodych ludzi w skupieniu wypełnia jego polecenia. Uczą się koncentracji, która, według słów reżysera, jest „byciem tu i teraz na zadany temat”.

Spodek i pudełko zapałek

Co to wszystko ma wspólnego z megawidowiskiem o życiu świętego Franciszka? Magda Sadowska i Marcin Horczek, uczniowie VIII Liceum Ogólnokształcącego w Katowicach, nie wyglądają na zdziwionych przebiegiem jednej z pierwszych prób. – Nie graliśmy nigdy wcześniej w teatrze. Te ćwiczenia mają rozwinąć naszą świadomość sceniczną – tłumaczą.

Oboje chcieli spróbować czegoś nowego, dlatego zgłosili się jako wolontariusze do grania w spektaklu. Na scenie mają wcielić się w żebraków, ale nie wiedzą jeszcze do końca, na czym ma polegać ich rola. – To przygoda, w której wszystko nas zaskakuje – uśmiecha się Magda. Zaskoczony rozwojem wydarzeń wydaje się też sam reżyser widowiska, które z plenerowego spektaklu wystawianego przez gliwicki Teatr A zmieniło się w gigantyczne przedsięwzięcie z udziałem 500 aktorów. – Wszystko zaczęło się od rozmowy z ks. Robertem Kaczmarkiem, koordynatorem Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” w archidiecezji katowickiej – wspomina Mariusz Kozubek. – Ksiądz Robert organizował wcześniej koncerty w Dzień Papieski na placu Sejmu Śląskiego. Pogoda w październiku jest kapryśna, więc z frekwencją też bywało różnie. Aż tu nagle prezydent Katowic zaoferował organizatorom Spodek. Miejsce, trzeba przyznać, świetne, ale pojawiło się pytanie, kto mógłby je zapełnić. Placido Domingo? José Carreras? Ktoś polecił księdzu Robertowi nasz teatr, więc mówię, że, owszem, mamy spektakl o świętym Franciszku, tyle że w Spodku to on będzie wyglądał jak pudełko zapałek w sali gimnastycznej – śmieje się reżyser.

Okrągła setka żebraków

Ale wkrótce pojawiła się myśl, że przecież można poszerzyć formułę widowiska – dodać grupę żebraków, sceny walki, chóry, orkiestrę, tańczących... Gdyby występujących było pięciuset, a każdy z nich przyprowadziłby na widownię dziesięciu znajomych, to mielibyśmy już pięć tysięcy widzów – marzyli organizatorzy. Nie byli jednak przekonani, czy to się powiedzie. Na casting do Teatru Śląskiego nie zaprosili mediów, bo obawiali się, że nikt na niego nie przyjdzie. Tymczasem pojawiło się tyle osób, że przesłuchania na Scenie w Malarni trzeba było przedłużyć o kolejny dzień. W ten sposób została wyłoniona grupa wokalistów i recytatorów. Chór stanowić będą połączone siły trzech szkół muzycznych, zatańczą zespoły Dąbrowiacy i Mały Śląsk, wystąpią też niepełnosprawne dzieci z ośrodka w Rusinowicach, a łachmany dla żebraków uszyją uczniowie szkoły odzieżowej. – Idea była taka, żeby zaprosić do przedsięwzięcia różne środowiska – opowiada Mariusz Kozubek. – Nie spodziewaliśmy się jednak, że odzew będzie aż tak duży. Nagle znalazło się mnóstwo ludzi, którzy mało mówią, a wiele robią. Nie mamy żadnych wątpliwości, że święty Franciszek nad tym czuwa. A znaków tej opieki nie trzeba szukać daleko. Obserwujemy, jak w trakcie próby na listę aktorów wpisują się kolejne osoby. Potrzeba setki wolontariuszy do zagrania żebraków. Po próbie podchodzimy z reżyserem do laptopa, a w nim znajdujemy... równą, okrągłą setkę nazwisk. I jak tu nie wierzyć w cuda?

U papieża i sułtana

Czy jednak da się wykrzesać coś nowego z tak „ogranego” artystycznie tematu jak biografia Biedaczyny z Asyżu? – Tu nie chodzi o szukanie nowości, ale o dotarcie do prawdy – wyjaśnia Mariusz Kozubek. – Ten spektakl zrodził się z wnikliwej lektury historycznej. Kiedy pisałem scenariusz, śmiałem się, że jestem pewnie jednym z nielicznych w Polsce, który przeczytał dostępne życiorysy świętego Franciszka od deski do deski. Potem trzeba było wybrać najważniejsze wątki, ułożyć je w historię, w której święty powtarza jakby życie Chrystusa: modli się, czyni cuda, w końcu idzie w kierunku krzyża. Dzięki widowisku „Franciszek – wezwanie z Asyżu” poznamy wiele ciekawych faktów z tej niezwykłej biografii. Dowiemy się np., że podczas pierwszej wizyty u papieża Innocentego III święty został skierowany do pasania świń. W spektaklu jest też scena, w której Franciszek udaje się na dwór sułtana Melek el-Kamela, by nawracać go – bezskutecznie zresztą – na chrześcijaństwo. To wydarzenie potwierdzone w źródłach historycznych, także tych islamskich. Autor scenariusza zrezygnował natomiast z wielu legend zawartych w „Kwiatkach świętego Franciszka”, co pozwoliło uniknąć naiwności w przedstawianiu tej postaci.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także