Nowy numer 47/2020 Archiwum

Najmłodsza starówka

60 lat po odbudowie. Za zrekonstruowanymi fasadami staromiejskich kamieniczek wyrosło socjalistyczne osiedle mieszkaniowe. Innego wtedy być nie mogło.

Nad drzwiami Muzeum Farmacji, w kamieniczce przy Piwnej, wchodzących wita napis: „Anno 1776”. Oczywiście kamieniczka, jak wszystkie na Starym Mieście, ma zaledwie 60 lat. Falsyfikat? Oszustwo? Raczej desperacja tych, którzy z powojennych ruin chcieli ocalić historię stolicy.

Miał być skansen

Podczas zmasowanych bombardowań w sierpniu 1944 r. w gruzy obróciło się blisko 90 proc. staromiejskiej zabudowy. Niegdyś gęsto utkane domami, tętniące życiem Stare Miasto było morzem ruin, z gdzieniegdzie sterczącymi wypalonymi kikutami. Bombardowania i pożary przetrwało tylko siedem kamienic – były to przeważnie te, w których przed wojną wymieniono drewniane stropy na żelbetowe. Liczące sobie prawie 600 lat serce stolicy przestało istnieć. Niemal zaraz po ustaniu walk podjęto decyzję o odbudowie zabytkowej dzielnicy, a potem szybko opracowano plany. Jednak prace ruszyły dopiero cztery lata później. Nie brakowało bowiem głosów, by doszczętnie zrujnowaną część miasta zamienić w skansen albo po prostu zrównać z ziemią. Przeciwny temu rozwiązaniu prof. Jan Zachwatowicz, który pracował w Biurze Odbudowy Stolicy, zdołał przekonać ówczesne władze, że warto podjąć odbudowę, nawet wbrew konserwatorskim zasadom, które zakazują odtwarzania zabytków. Nie było to łatwe, bo pilną sprawą była wówczas budowa mieszkań dla ludzi wracających po wojnie do Warszawy. Naprędce budowały się Mariensztat i MDM. Starówka mogła zostać odbudowana tylko dlatego, że plany godziły interesy architektów, chcących rekonstruować domy na ocalałych kilkusetletnich piwnicach, z priorytetami nowej władzy. Miała być osiedlem mieszkaniowym – nawiązującym do historycznej dzielnicy, ale jednak przeznaczonym dla socjalistycznego obywatela. – Budowniczych naglił czas. Prace budowlane na rynku Starego Miasta, Piwnej i Świętojańskiej zakończono w półtora roku, dochowując terminu oddania na 22 lipca, Święto Odrodzenia Polski. Szybciej było zbudować dom od nowa niż trudzić się z wkomponowaniem pojedynczych ścian w rekonstruowane budynki – mówi varsavianista Jacek Zieliński. To był najczęściej powtarzający się zarzut wobec BOS. Wiele zniszczonych wojną kamienic, nie tylko w okolicy Starego Miasta, można było uratować. Zamiast tego wyburzano i budowano od podstaw. A czasami tylko burzono... Taki los spotkał efektowną neogotycką galerię, która znajdowała się przed fasadą kościoła ojców dominikanów na Freta i w dobrym stanie przetrwała wojenny ostrzał. Gotyk po wojnie był uważany za „burżuazyjny, niemiecki” styl, dlatego w 1948 r., za zgodą konserwatora zabytków, galerię rozebrano, pozostawiając widoczną do dziś dziurę przed frontonem kościoła.

Coś na kształt bloku

Starówka nie mogła zostać odbudowana w wersji przedwojennej z kilku powodów. Pomijając ideologiczną niechęć do burżuazyjnego stylu, przedwojenne centrum było ciasno zabudowane prawie 500 kamienicami i „dopchane” narosłymi przez wieki dobudówkami, nadstawkami, łącznikami. Kamienice wrastały jedna w drugą, miały mikroskopijne podwórka, czasami całkowicie zadaszone, na których z trudem mieściły się dwie osoby. Wówczas była to dzielnica zamieszkana przez biedotę (w sporej części przez żydowskich kupców), pozbawiona wszelkich wygód. Odtworzenie jej dla klasy robotniczej nie wchodziło w rachubę. Dlatego za fasadami rynkowych kamienic, precyzyjnie odtworzonymi według dokumentów inwentaryzacyjnych, sporządzonych przed wojną przez studentów architektury, wyrosła zupełnie nowa jakość. Mieszkania miały wprawdzie mały metraż, były jedno-, dwupokojowe, ale były widne, ciepłe, miały kotłownię i wszystkie media. W powojennych warunkach były luksusem, do którego przydział dostali głównie partyjni działacze i sami budowniczowie Starówki. Budowa socjalistycznego osiedla za fasadami starych kamienic wymagała jednak pewnych zmian. Żeby doświetlić mieszkania, wiele kamieniczek po prostu zmniejszono, w stosunku do pierwowzoru obcięto nadbudówki, zrezygnowano też z osobnej dla każdej kamieniczki klatki schodowej. Widać to chociażby na tyłach domów przy Piekarskiej, które są de facto długim blokiem z jednym wejściem. Zachowano natomiast typowe dla Starówki okna, teraz ze względów bezpieczeństwa już niestosowane – których pierwsze skrzydła otwierają się do wewnątrz, a drugie – na zewnątrz domu. Szacuje się, że zabudowa Starówki zmniejszyła się w stosunku do przedwojennej mniej więcej jedną czwartą. Zgodnie z planami architektów, wielu kamienic nie odbudowano, nadając temu fragmentowi miasta średniowieczny układ ulic i placów. Dzięki temu można było poszerzyć uliczki i powiększyć podwórka. – O ile jednak w ścisłym centrum przy odbudowie bardzo dbano o zachowanie zgodnego z planami XVIII-wiecznego wyglądu kamieniczek, o tyle na dalszych już nie dbano o detale. Im dalej od rynku, tym gorzej – mówi varsavianista Jacek Zieliński. Jako przykład podaje narożną kamienicę przy ul. Bugaj 14. W wyrwę zrobioną w czasie wojny wbudowano blok rodem z lat 70. Z kolei przy ul. Brzozowej do późnych lat 50. straszyły niezabezpieczone mury budynków. W końcu je rozebrano, burząc przy tej okazji oryginalne ściany szczytowe gotyckich spichlerzy między Brzozową i Bugaj oraz kościoła św. Barbary. W latach 60. przywrócono tam zabudowę w uproszczonej formie. W efekcie dawny kościół (czynny do potopu szwedzkiego) od strony ul. Brzozowej wygląda jak jednopiętrowa, klockowa kamienica. Dopiero gdy ogląda się go z dołu skarpy, odsłania się 4-piętrowe półokrągłe prezbiterium.

Św. Weronika jako przekupka

Varsavianiści wspominają, że sam Bierut miał kilka sugestii co do odbudowy Starówki. Widział ją bez murów obronnych, które jakoś źle mu się kojarzyły. Prof. Zachwatowicz przekonał go dopiero, rysując sylwetkę Starówki i sugerując, że bez murów widać będzie same kościoły. Także budowniczowie nowej Starówki musieli przestrzegać ideologicznych wytycznych. Jak piszą w swoim albumie o odbudowie Warszawy Jerzy S. Majewski i Tomasz Markiewicz, skwapliwie „oczyszczano” budowle z wszelkich religijnych symboli. Na attyce domu przy ul. Wąski Dunaj 8 płaskorzeźba św. Weroniki przybrała postać warszawskiej przekupki, a przy Freta 52 figury Matki Bożej i Baranka Bożego zamieniono na Dianę i dzika. Bierut był też za tym, żeby nie odbudowywać najbardziej zniszczonej wschodniej strony Starego Miasta i tym samym „otworzyć” rynek na Wisłę. Kiedy o pomyśle dowiedział się prof. Zachwatowicz, czym prędzej polecił odbudować ściany frontowe kamieniczek we wschodniej pierzei do wysokości parteru. Wizytujący odbudowę Bolesław Bierut miał ponoć wyrazić uznanie dla robotniczego trudu i nie pozwolił na rozebranie tego, co klasa robotnicza już zbudowała.

Żywy zabytek

Architekt i konserwator zabytków prof. Krzysztof Pawłowski, który doprowadził do umieszczenia Starego Miasta na Światowej Liście Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO, podkreśla, że stało się to nie z powodu wartości historycznej czy zabytkowej, bo tej akurat odbudowane staromiejskie kamienice nie mają. Było to docenienie trudu historycznej rekonstrukcji, miłości do przeszłości, tak brutalnie zdeptanej przez wojnę. Było to także podkreślenie sukcesu Starego Miasta, które nie stało się skansenem czy naturalnych rozmiarów makietą, ale jest tętniącą życiem dzielnicą. Jednym z największych zabytków stolicy, chociaż młodym.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama