Nowy numer 49/2020 Archiwum

Przyjaciel słucha

Jeszcze kilka miesięcy temu o tym, że Amerykanie podsłuchują wszystko i wszystkich, wiedzieli nieliczni. Dzięki rewelacjom, jakie ujawnił pracujący dla wywiadu amerykański informatyk Edward Snowden, dzisiaj wie o tym każdy. No i to jest kłopot.

Kłopot nie polega na tym, że niemiecka kanclerz Angela Merkel z prasy dowiedziała się, że jej przedsiębiorców, urzędników i polityków podsłuchują amerykańskie służby specjalne. Ani na tym, że Amerykanie widzą, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami najwyższych brukselskich gabinetów. Kłopot w tym, że zdali sobie z tego sprawę wyborcy. W Berlinie, Londynie, Warszawie, ale także w innych demokratycznych stolicach. Politycy tam urzędujący muszą udawać zaskoczonych, zgorszonych albo oburzonych, bo znacznie łatwiej w tej sprawie grać niedoinformowanego czy wręcz naiwnego, niż tłumaczyć się z bierności. To, że Amerykanie podsłuchują, czytają e-maile czy mają pełny wgląd w to, co dzieje się w internecie, nie powinno nikogo zaskakiwać. Każdy kraj, który miałby takie możliwości techniczne, robiłby to samo. No tyle tylko, że większość takich możliwości nie ma.

Pierwszy z pierwszych

Ameryka stworzyła system, który bierze, co chce i kiedy chce. Ci, którzy są tego świadomi, mogą jedynie stać z boku i się przyglądać. Ewentualnie wejść z USA w jakiś układ albo próbować rozwijać swoje własne systemy śledzenia i podsłuchu. Choć afera wybuchła dzięki albo przez system PRISM (o nim za chwilę), pierwszym globalnym systemem podsłuchowym był Echelon. Choć zarządzają nim Amerykanie, w „konsorcjum” jest także Wielka Brytania, Kanada, Australia i Nowa Zelandia. Piszemy e-maile, wysyłamy faxy, rozmawiamy przez telefon czy komunikator internetowy. Każde słowo, każdy znak zamieniany jest na sygnał elektryczny, świetlny (jeżeli transmisja realizowana jest przez światłowody) bądź radiowy (jeżeli rozmawiamy przez telefon lub informacja przekazywana jest przez satelitę). Te sygnały są podsłuchiwane i przechwytywane. Odpowiednie urządzenia (np. tzw. snappery) ten gąszcz informacji „rozplątują”. Ktoś w NSA (National Security Agency – ang. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) stwierdza, że chce mieć oko (a właściwie ucho) na wszystko, co na świecie wiąże się z tematem terroryzmu. W systemach komputerowych Echelonu wpisywane jest w wielu językach słowo terroryzm, terroryści, zamach, bomba… w zasadzie wszystko, co może się z tematem wiązać. Gdy przez system przewinie się jakakolwiek wiadomość z kluczowym słowem w treści, „odkładana” jest na osobną półkę. Tam czeka w kolejce, aż odsłucha ją (przeczyta) analityk.

To on decyduje, czy sprawa wymaga przekazania wyżej, czy też jest nieistotna. System analizuje około 3 miliardów wiadomości na dobę. Przetworzenie miliona zajmuje mu pół godziny.

Jak to działa?

Centrala Echelona znajduje się w Fort Meade w amerykańskim stanie Maryland. W USA stacje nasłuchowe są jeszcze w Sugar Crove na wschodnim wybrzeżu i w Yakima na zachodzie. W Kanadzie jest duża stacja nasłuchowa w Leitrim, w Australii dwie: w Geraldton (zachodnie wybrzeże) i w Shoal Bay (północ kraju), a w Nowej Zelandii na północy Wyspy Północnej w Waihopai. To nie koniec. W Azji działa nasłuchująca Chiny i Rosję stacja w japońskiej Misawie. W Europie są najprawdopodobniej trzy stacje. Jedna w niemieckiej miejscowości Griesheim (niedaleko Frankfurtu nad Menem) oraz dwie w Wielkiej Brytanii: w Morwenstow i w Menwith Hill. Niemiecka stacja słucha wszystkiego, co dzieje się w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, a stacje angielskie są skierowane na kraje Europy Zachodniej. W skład systemu wchodzą także stacje nasłuchu radiowego i satelitarnego oraz flotylla satelitów, które przechwytują sygnały z kosmosu. Poza tym urządzenia indukcyjne montowane na podmorskich kablach telekomunikacyjnych oraz tzw. repeatery na kablach światłowodowych. Te drugie bardzo trudno podsłuchiwać. Odpowiedni sprzęt musi być wpinany w urządzenia wzmacniające sygnał. A to znaczy, że musi się to dziać za zgodą właściciela światłowodu. Inaczej sprawa się ma z tradycyjnymi kablami. Impulsy elektryczne można rejestrować z zewnątrz. Wystarczy na kablu, bez przecinania go, założyć odpowiednie urządzenie. O tym nie musi wiedzieć właściciel. I najpewniej nigdy nie będzie wiedział. Wspomniane urządzenie jest małe, a kabel na dnie morskim ma odległość wielu tysięcy kilometrów. A wracając do terrorystów... Echelon szuka wszystkiego, co kojarzy się z zadanym tematem. Tylko czy fundamentaliści planujący zamachy używają w korespondencji czy w rozmowie telefonicznej słów „terroryzm” czy „bomba”? Wystarczy zastąpić je innymi „niegroźnymi” słowami i już system ślepnie (właściwie głuchnie). Ale czy na pewno? Tak mogłoby być, gdyby Echelon był jedynym systemem nasłuchowym, jakim dysponują Stany Zjednoczone. Ale nie jest.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się