Nowy numer 2/2021 Archiwum

Bałkany stygną

Gdyby nie wojna w latach 90., nie tylko Chorwacja, ale i większość krajów bałkańskich być może już dawno byłaby w Unii Europejskiej. Czy teraz Zagrzeb pociągnie za sobą resztę stolic niespokojnego regionu? I czy wspólna obecność w Brukseli na pewno wyleczy z powojennych ran?

Problem polega bowiem na tym, że obszar geograficzny, który w historii nazywano Macedonią, leży dziś na terenie czterech państw (poza Republiką Macedonii i Grecją to również Albania i Bułgaria), z których właśnie dwa toczą spór dotyczący tego, kto jest właściwym spadkobiercą tradycji starożytnej Macedonii. I tak w północnej części Grecji są aż trzy regiony, które w nazwie mają Macedonię. W praktyce oba kraje musiały pójść na wzajemne ustępstwa, głównie z powodu konieczności funkcjonowania na forum międzynarodowym. Republika Macedonii zmieniła nawet swoją flagę i zapis w konstytucji, oznajmiając, że nie ma żadnych roszczeń terytorialnych wobec Grecji. Serbia bez Karadżicia Drzwi do Unii uchylone są teraz także dla Serbii, która najdłużej zwlekała z objęciem jednoznacznego kursu na Zachód. Stało się to możliwe dopiero wtedy, gdy serbskie władze dały sygnał, że są gotowe rozliczyć się ze zbrodniczej działalności Serbów w czasie niedawnej wojny. Pomimo tego niektórzy ciągle wątpią, czy Serbia mentalnie jest przygotowana do członkostwa w UE. Kult zbrodniarzy wojennych Radovana Karadżicia i gen. Ratko Mladicia wcale nie jest elitarnym zjawiskiem. Aż 48 proc. Serbów było przeciwnych wydawaniu swoich bohaterów trybunałowi w Hadze. Prawdopodobnie Serbom jest trudno przyjąć prawdę, że naród, który sam tak wiele wycierpiał w czasie II wojny światowej, mógł dopuścić się takich zbrodni, o jakie jest oskarżany. A zbrodnie Serbów są faktem, tyle tylko, że w świecie utrwalił się ich wizerunek jako jedynych winowajców. Tymczasem nie było niewinnych w czasie wojny w latach 90. I wiele czasu zajęło, zanim świat zaczął mówić również o zbrodniach Chorwatów czy kosowskich Albańczyków, ale także bośniackich mudżahedinów.

Górale są twardzi

Ciekawym przypadkiem jest Czarnogóra, która najdłużej pozostawała w` jednym państwie z Serbią (niepodległość ogłosiła, po referendum, dopiero w 2006 r.). Kraj ten również stoi w poczekalni do Unii, a nawet wprowadził już – tylnymi drzwiami – euro do oficjalnego obiegu. Czarnogórcy są o tyle ciekawym narodem, że w czasie podboju ich ziem przez Turków nie poddali się masowo islamizacji, jak np. Bośniacy. Efekt jest taki, że w Czarnogórze dominują prawosławni (podobnie jak w Serbii), a w Bośni – muzułmanie (zresztą przyjęło się mówić o Muzułmanach jako odpowiedniku narodowości bośniackiej, stąd duża litera na początku). W Czarnogórze zresztą – podobnie jak w Serbii – religia odgrywała olbrzymią rolę i nie można sobie wyobrazić, by tamtejsi górale dali się podkupić czy przymusić do przejścia na islam tak łatwo, jak zrobili to mieszkańcy dzisiejszej Bośni i Hercegowiny. Trudno natomiast powiedzieć, kiedy Czarnogóra mogłaby wstąpić do Unii Europejskiej. Na pewno nie wyprzedzi Serbii, która dopiero niedawno zaczęła oficjalne rozmowy z Brukselą. A wyjątkowo rozpanoszona korupcja i bezrobocie każą myśleć o członkostwie w jak najdalszej perspektywie.

Na końcu kolejki

Do zjednoczonej Europy chce dołączyć także Bośnia i Hercegowina, choć obecnie wydaje się najbardziej odległa od realizacji ambitnego celu. Właściwie do niedawna nie można było mówić o niej jako o kandydacie na kandydata do Unii. W BiH nie było nawet jednej policji, tylko 17 samodzielnych komend głównych, całkowicie od siebie niezależnych. To już udało się naprawić, ale Bośnia ciągle nie może uregulować spraw podziału kompetencji między trzema zamieszkującymi ją narodami: Bośniakami (czyli Muzułmanami), Serbami i Chorwatami. Serbowie mają tu swoją autonomiczną Republikę Serbską, którą traktują jak rządzące się swoimi prawami państwo. Wielu z nich zrobiłoby wiele dla oderwania się od Bośni i połączenia z Serbią właściwą. Cała federacja BiH – niezależnie od narodowości polityków – przeżarta jest korupcją chyba najbardziej spośród krajów byłej Jugosławii. Jest jeszcze problem z Kosowem. To państewko, uznane przez większość krajów zachodnich (ale nie przez wszystkie w UE i nie przez ONZ), nadal traktowane jest przez Serbię jako jej integralna część. Tymczasem kosowscy Albańczycy, którzy stanowią większość w Kosowie, chcą stać się jak najszybciej pełnoprawnym członkiem UE. O Kosowie pisaliśmy w GN wielokrotnie – byliśmy też tam dwa razy: tuż po ogłoszeniu jednostronnie deklaracji niepodległości i oderwaniu się od Serbii oraz rok później. Istniało zagrożenie, że Serbia w odpowiedzi na tę „niepodległość” dokona gwałtownego zwrotu na Wschód, do swojego tradycyjnego sojusznika, czyli do Rosji. Tym bardziej zadziwia fakt, że Serbia jest już na drodze negocjacyjnej z Unią. Tymczasem oderwanej od Serbii prowincji dostaje się najbardziej w unijnych raportach o krajach aspirujących do członkostwa. Autorzy raportów ganią Kosowo za brak wolności słowa w mediach, niejasny lobbing w tworzeniu ustaw oraz powszechną korupcję i nepotyzm w administracji państwowej. Jeśli zaś chodzi o wzajemne relacje Serbii i Kosowa, to i tutaj obie strony zrobiły wielki postęp jak na wyjątkowo patową sytuację. Serbia de facto musi pogodzić się z tym, że utraciła Kosowo (przy wsparciu tego samego Zachodu, do którego chce należeć, co było kolejnym upokorzeniem tego państwa), choć zapewne nie przyzna tego przez najbliższych kilka lat.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także