Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kazania na poziomie

Temat budzi emocje. To dobrze, bo to znaczy, że oczekujemy z ambony solidnej duchowej strawy. Czy kazania poruszają serca i odpowiadają na nasze wątpliwości w wierze? To dobre pytanie, o ile pytamy również siebie: czy potrafimy jeszcze słuchać?

Radek Halicki: „Skoro jednym z powodów »słabości« kazań jest brak odpowiedzi na pytania, które parafian nurtują, może warto umożliwić ludziom anonimowe zadawanie pytań kapłanom? Może w ramach Roku Wiary zorganizować ogólnopolską akcję, która by polegała na zbieraniu przez wakacje ankiet z pytaniem: »Co cię najbardziej nurtuje w wierze lub czego najbardziej nie rozumiesz w nauczaniu Kościoła?«. Parafianie przez całe wakacje mieliby szansę na wypełnienie ankiet, a po wakacjach kapłani na ich podstawie mogliby budować kazania, albo chociażby wplatać w nie odpowiedzi na te pytania. Taka akcja ma szansę na poprawienie więzi między ludźmi w parafii a kapłanem. Jest szansa, że część osób pogłębi swoją wiarę, a kapłani będą w stanie zdiagnozować problemy”.

A co ze słuchaczami?

Pojawiały się także inne głosy. „Z wywodami autora artykułu trudno się zgodzić! – napisali Halina i Józef Mikrutowie. – Obydwoje co niedziela jesteśmy na Mszy świętej z kazaniem. Zawsze jesteśmy zadowoleni, a nawet zachwyceni tym, co i jak głoszone jest z ambony. Oczywiście, nikt nie jest w stanie za każdym razem prezentować perełki, ale zawsze są to kazania pełne pasji i nie mamy żadnej wątpliwości, że ksiądz absolutnie wierzy w to, co głosi; kazania, które poruszają nas do głębi, często do łez – gdyż w tym, co słyszymy, najczęściej widzimy swoje problemy, własne niedostatki, grzechy... Księża, postawieni do tej służby przez Pana – to nadal tylko ludzie. Nie można więc oczekiwać czy żądać, by wszyscy i w każdej homilii błyszczeli elokwencją, by owoce ich homilii przekonały największych nawet sceptyków. Dlaczego więc tak często ludzie oceniają kazania jako nudne, byle jakie? Bo takie są czasy, taka moda! Bo »nowoczesna« Europa głosi ludziom wolność, wyzwolenie… Bo nauka Chrystusowa oznacza dostosowanie się do pewnych reguł, które ograniczają tę właśnie »wolność«. Bo prawdziwy Europejczyk postanowił sam sobie być Bogiem. Niedawno zaproponowaliśmy jednej z bliskich osób rozmowę na temat »Czy Bóg jest, czy Go po prostu nie ma«, ale odpowiedź była krótka: »Nie interesuje mnie to«”. Ktoś zwraca uwagę, że ambona niekoniecznie powinna być miejscem prowadzenia edukacji religijnej. Bo „pierwszym jej zastosowaniem powinno być głoszenie Słowa Bożego. (…) Dlatego prawdy takie jak »Bóg Cię kocha« czy »Chrystus umarł za Ciebie« są dla nas, chrześcijan, zasadnicze. Nie sądzę, żeby zapadły one już dostatecznie głęboko w serca wiernych w naszym kraju. (…) Czas homilii jest czasem wyjątkowym, dopiero co zostało wygłoszone Słowo Boże. Kapłan może teraz zrobić coś, żeby to Słowo pozostało w umysłach wiernych, żeby w nich »się tłukło«. Odwrócenie uwagi słuchaczy w stronę kwestii społecznych, moralnych może być nawet w niektórych wypadkach przejawem niewiary, gdyby głoszący spodziewał się większej skuteczności słowa ludzkiego niż Bożego” (Marcin Bazyluk). I jeden głos zza ambony. O. Andrzej Trzęsicki OFM pisze: „Nie podważając spostrzeżeń autora, chciałbym zaapelować o ukazanie problemu z drugiej strony. Chodzi o to, by skierować pewne myśli, postulaty, pod adresem słuchaczy”.

Kryzys przepowiadania?

Czy można mówić o kryzysie przepowiadania? Aby udowodnić taką tezę, należałoby przeprowadzić solidne badania. Wciąż słyszę w mediach, że księża politykują na ambonie, ale z ręką na sercu, ja sam nie słyszałem od kilkudziesięciu lat politycznego kazania, a słucham ich sporo. Więc byłbym ostrożny z uogólnieniami.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama