Nowy numer 47/2020 Archiwum

A jak Pan Bóg siły doda

Dostałam kiedyś Wasz numer z dn. 30.07.2007 r. z artykułem „Nabite w butelkę” i po wielu latach postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami.

Jak ja przeżyłam 18 lat z mężem alkoholikiem, dzieci wychowałam, nie wiem. Po ludzku to niemożliwe. Weź rozwód – doradzali niektórzy. Odpowiadałam – co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Przeczytałam gdzieś, że „Pan Bóg nie pomaga dźwigać krzyża, ale wzmacnia plecy”. Kiedy byłam bliska rozpaczy, nie mogłam się nawet modlić. Ale zawsze czułam, że Matka Boża jest ze mną. Miałam szczególne nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W każdą środę gromadziły się tłumy na nowennie i tam czerpałam siły i radość życia. W dzieciństwie chodziłam na nieszpory, drogę krzyżową, gorzkie żale i to zaowocowało w moim życiu. Będąc na wakacjach, podczas mszy św. usłyszałam po raz pierwszy pieśń i same łzy leciały mi z oczu:

Pij ten kielich Bożej woli / Do ostatniej kropli sącz / A to serce, co tak boli, / z sercem Bożym złącz...

Nauczyłam się tej pieśni i uznałam, że to dla mnie wskazówka i rada w tym trudnym życiu. Mąż już sam widział dno. W domu brakowało pieniędzy, jedzenia. Kiedy popił, nie mógł iść do pracy. Był chory, więc szedł do lekarza. Lekarz kilka razy wysyłał go na leczenie odwykowe. No i wreszcie poszedł. Na pierwszej wizycie lekarz go wziął na oddział zamknięty, pokazał tych przywiązanych do łóżek i powiedział mu: „ty też tak skończysz”. Zadziałało! Terapia polegała na tym, aby się czymś zająć, np. majsterkowaniem. Mąż zrobił szafkę, która wisi w łazience i będzie zawsze przypominać pierwsze kroki w trzeźwości. Bardzo raźne były spotkania AA. Zadania domowe, które zabierały dużo czasu, uczyły cierpliwości, myślenia innymi kategoriami. To bardzo zmieniało jego pogląd na swoje życie. Cieszył się z każdego dnia bez wódki. Liczył tygodnie, miesiące. Kiedy minęło pół roku postanowiliśmy zrobić tacie laurkę. Dzieci coś wymyśliły i powstał wiersz:

Ale ten czas szybko leci / Jeden miesiąc, drugi, trzeci / Bez kieliszka i rozpusty / Już przeleciał miesiąc szósty. / I inaczej życie płynie / Bo weselej jest w rodzinie / A jak Pan Bóg siły doda / Wróci nawet miłość, zgoda / Skoro się już odważyłeś / I kieliszek odrzuciłeś / Jesteś innym mężem, tatą / I kochamy ciebie za to.

I Pan Bóg dodaje nam sił i błogosławi. Sprawdziło się. Jak małe dziecko, które uczy się chodzić, upada, ale cieszy się, że się podniosło. Nie pamięta bólu, upadku i cieszy się, że znowu stoi i idzie dalej. Tak my cieszyliśmy się normalną, rodzinną atmosferą. Nie było od razu dobrze, nie było łatwo wykorzenić dawne nawyki, słowa, wady, ale nie było alkoholu. I tak już 15 lat mija. Kolejna laurka dla taty na rocznicę:

Sto lat, sto lat niech nam żyje / Tata, który już nie pije / Niech się zdrowiem długo cieszy / Bo pijaństwem już nie grzeszy.

Rodzice męża też to bardzo przeżywali. Jego mama czasem pytała, czy dalej pije. Aby jej nie martwić mówiłam, że już mniej, że czasem tylko trochę. Ale kiedy im powiedział, że już nie pije, nie wierzyli. Nie wierzyli mnie, dzieci wypytywali, czy to prawda. Zobaczyli sami na chrzcinach w rodzinie, na weselach. Radość wielka, uznanie dla takiego wyrzeczenia. Bogu dziękujemy za ten dar i wielką łaskę trzeźwości. Życzę, aby wielu się to udało.

Nie znam autora tych słów, zacytuję je. Może ktoś je weźmie do serca, może się nad nimi zaduma, a może ktoś nauczy się przebaczać:

„Przebaczyć to nie znaczy zapomnieć. Tego się nie da przebaczyć. To znaczy zaakceptować go z tymi grzechami, które przeciwko tobie popełnił i zdecydować się iść z nim dalej”.

Irena

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama