Nowy numer 47/2020 Archiwum

Przysięga po latach

Gdzie jest prawdziwy Kościół? W wierze, nadziei i miłości. Ale żeby zrozumieć, trzeba doświadczyć.

Niedzielna Msza św. w mojej parafii. Dziecięca akurat, więc dzieciaki pod ołtarzem, w zakamarkach popiskują i modlą się, jak potrafią. Nieco z tyłu rodzice. Czyli matki i ojcowie, małżeństwa. Staż pięcio-, dziesięcioletni, a nawet i dłuższy. O, nawet i siwi dziadkowie stoją. Aż tu nagle ksiądz odprawiający Mszę po homilii o miłości, wierności, uczciwości, po latach proponuje… odnowienie sakramentu małżeństwa. Że jeszcze raz, mąż i żona, powiedzą sobie: „I ślubuję ci… I że cię nie opuszczę aż do śmierci”.

Ale jak to? Tak bez białej kiecki? Stanąć na środku kościoła, jak wszyscy patrzą, i patrząc na ślubnego od 13 lat chłopa jeszcze raz mu przyrzec? Małżonkowie popatrzyli po sobie dyskretnie, niektórzy z lekkim przestrachem. Ale nie! Można stać tam, gdzie się stoi, nawet w kącie kościoła, nawet skromnie za filarem.

I coś było wzruszającego w widoku „starych” małżonków, którzy z większą czasem nieśmiałością, niż naście lat temu, podawali sobie dłonie. A mówiąc znajome słowa, raz po raz uśmiechali się do siebie. Że łzy w oczach mieli niektórzy, wspominać nie trzeba. Bo gdy po trudnych latach, gdy wiadomo mniej więcej o co chodzi w przyrzeczeniu, mówi się je po raz kolejny, towarzyszą temu dreszcze i wspomnienia. Wspomnienia kryzysów, chorób, dziecięcych odlotów. Dreszcze, że jednak się udało, że trwamy. Bo przecież już wiadomo: idylli nie ma i nie będzie. Jest małżeńska… miłość.

A potem ksiądz poprosił małżonków, by po ogólnym błogosławieństwie podeszli na środek kościoła po osobiste błogosławieństwo. Odważy się ktoś? Czy dyskretnie „młode pary” uciekną bocznymi drzwiami? O dziwo, z zakamarków kościelnych i życiowych zaczęli wychodzić „żonkosie” i „młode żony” z 15-letnim stażem. A że parafia wielodzietna, to prowadzili też dzieci: troje, pięcioro, sześcioro.

I jakaś radość zapanowała w parafii. Kościoły domowe ustawiły się do błogosławieństwa w długiej kolejce. I nie zmąciły tej prawdy i radości późniejsze doniesienia red. Lisa o kościelnym seppuku. I innych redaktorów o kościelnym upadku spowodowanym nieposłuszeństwem jednego z kapłanów.

Nie szukajcie więc prawdziwego Kościoła w sporze i w agresji. Kościół jest tam, gdzie wiara, nadzieja i miłość. I jest silny. Ale żeby zrozumieć, trzeba doświadczyć.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także