Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jestem dobrym kibolem

O dobrych i złych kibolach, karierze piłkarskiej i religijności kibiców z ks. Bogusławem Kowalskim, byłym piłkarzem Legii, obecnie proboszczem warszawsko-praskiej katedry,


Bogumił Łoziński: Jesteś kibicem Legii Warszawa?


Ks. Bogusław Kowalski: Oczywiście, choć nie zawsze tak było. Kiedy miałem około 10 lat, kibicowałem Górnikowi Zabrze.


Warszawiak kibicem śląskiego klubu?


Byłem zapatrzony w zawodników Górnika: Szołtysika, Lubańskiego. To był początek lat 70. ub. wieku, kiedy drużyna ta grała mecze w europejskich pucharach. To wówczas zacząłem fascynować się piłką. Oglądałem mecz Polska–Brazylia na Stadionie Dziesięciolecia. 


Jednak przerzuciłeś swoją sympatię na Legię.


To za sprawą taty. Któregoś dnia wybierał się ze starszym bratem Andrzejem na mecz Legii. Mama spytała, dlaczego nie bierze ze sobą Bogusia, a tata odparł: „A co ja go będę brał, jak on kibicuje Górnikowi”. Tak bardzo chciałem iść z nimi, że się złamałem i obiecałem, że będę za Legią. I tak zostało. Pamiętam, że Legia wygrała z ŁKS 3 : 1. Dziś myślę, że tata to specjalnie zaplanował. To był dla mnie trudny czas – dojrzewałem, zacząłem popalać papierosy, rozmowy wychowawcze nic nie dawały. I tu objawiła się mądrość moich rodziców. Tata, po naradzie z mamą, poszedł ze mną na zapisy do drużyny Legii, ale pod warunkiem, że skończę z papierosami. To była dla mnie tak wielka radość, że od razu się zgodziłem. Trener kazał grać nam mecz i wybrał najlepszych, także mnie. Ja, chłopak z Pragi, poczułem się tak, jakbym znalazł się w niebie.


Jak długo byłeś w Legii?


Trzy lata trenowałem jako trampkarz i trzy lata jako junior. W wieku 18 lat odszedłem z klubu.


Dlaczego?


Nie miałem szans przebić się do pierwszej drużyny. Nie będę opowiadał, że byłem fantastycznym piłkarzem, tylko te kontuzje… Powiem wprost – po prostu byłem za słaby. Mam jednak satysfakcję, że zagrałem kilka meczów w drugiej drużynie. Po odejściu z Legii przez dwa lata grałem w Olimpii Warszawa, a gdy po technikum wzięli mnie do wojska i na komisji dowiedzieli się, że jestem piłkarzem, skierowali mnie do wojskowej drużyny Impuls Białobrzegi.


Kiedy odkryłeś powołanie do kapłaństwa?


Zawsze trzymałem się blisko Boga, byłem ministrantem, lektorem, rodzice tego pilnowali. Już w technikum o tym myślałem, półtora roku przed maturą byłem praktycznie zdecydowany, potem to odeszło. Poszedłem do wojska i pół roku przed odejściem z niego podjąłem decyzję. 


Z boiska do seminarium?


Dokładnie tak i do dziś się z tego cieszę.


Czy sport uratował Cię przed zejściem na złą drogę? Mówiłeś, że zacząłeś palić papierosy? 


Trudno powiedzieć, ale obawiam się, że mógłbym dać się wchłonąć przez złe towarzystwo, ponieważ wtedy na naszym osiedlu, i w ogóle w Polsce, było bardzo dużo gitowców (subkultura kultywująca siłę fizyczną, wroga wobec hipisów). Oni potrafili zastraszyć, terroryzować. Kto wie, czy ja dla świętego spokoju bym im nie uległ, aby się mnie nie czepiali... Ponieważ jednak wiedzieli, że gram w Legii, dali mi spokój i mnie nie nagabywali. Niewątpliwie pragnienie bycia piłkarzem bardzo pomogło w moim procesie wychowawczym. Ważne było też to, że miałem wypełniony czas.


« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama