Nowy numer 47/2020 Archiwum

Piekło nieświadomości

Wszyscy chcieliby nieba, gdyby nie myśleli, że to piekło.

Parę dni temu w górach zgadałem się z sześćdziesięcioletnim mężczyzną, który zatrzymał się w tym samym domu, co ja z rodziną. Po przebrnięciu przez standardowe narzekanie, doszliśmy do kwestii istotnych, czyli do życia wiecznego.

– Ja to bym wolał do piekła – powiedział mój rozmówca, patrząc w dal rozmarzonym wzrokiem. Nagle spojrzał na mnie z uśmiechem, ale bez cienia ironii. – A pan chciałby być w niebie czy w piekle? – zagadnął zupełnie tak, jakbym miał zdecydować, czy wolę lody wiśniowe, czy czekoladowe.

Byłem zaskoczony, tym bardziej, że z rozmowy wynikało, iż on uważa się za katolika, wiedział też, że ja pracuję w „Gościu Niedzielnym”. Widząc moje zdumienie, zaczął wyjaśniać, że „przecież nikt nie wie, jak tam jest”, ale „w piekle na pewno jest ciekawiej”.

– Ale ja ślub mam kościelny, do kościoła chodzę, w Boga wierzę… – zapewnił mnie, tak jakby to miało coś wyjaśniać. A przecież nie wyjaśnia niczego – a nawet zaciemnia, bo żeby dostrzec związek między „chcę do piekła” a „chodzę do kościoła”, to chyba trzeba mieć umysłowość studenta gender.

Siedzi mi wciąż w głowie ta przedziwna rozmowa, bo w niej wyjątkowo wyraźnie zobaczyłem, jak niewystarczające może być poprzestanie na spełnieniu formalności. No bo jak to się dzieje, że człowiek przez całe niekrótkie życie chodzi do kościoła, a nigdy tam naprawdę nie wszedł? Jak to możliwe, że katolik wybiera wieczne konanie w rozpaczy i grozie, i uważa, że wszystko jest w porządku, bo „ma ślub kościelny”?

Jasne, on nie wie, co wybiera (bo nie rozumie, czym jest piekło), i nie wie, co odrzuca (bo nie rozumie, czym jest niebo). Ale dlaczego tego nie wie? Czemu przez tyle lat ani razu nie spotkał Chrystusa? Bo gdyby spotkał, prędzej by się dał pokroić i usmażyć, niż powiedziałby coś takiego.

Po tej rozmowie poszedłem z rodziną na Mszę do niedalekiego kościoła. Odprawiał ksiądz, który na twarzy miał wypisaną nudę, a w gestach komunikat: „A dajcie mi święty spokój”. Kazania nie było, były za to śpiewy, których lepiej, żeby nie było. Nastrój udzielił się zebranym, więc słowa psalmu („Z radością sławcie Boga, wszystkie ziemie…”) osobliwie kontrastowały z ponurymi minami i zwieszonymi głowami.

Czy w takich warunkach można spotkać Chrystusa? Oczywiście, że można. Msza to Msza, i na każdej na człowieka spływa łaska Boża, ale co zrobić, gdy człowiek jest na nią impregnowany? Zmienić to może świadectwo. Bóg uzależnił wiele łask od autentyczności i przekonania, z jakimi świadczą o Nim ci, co się do Niego przyznają. Nie bez powodu cuda dzieją się tam, gdzie jest żywa wiara – i tam właśnie ludzie ciągną. I nie można mieć im tego za złe, skoro właśnie z takiego powodu ludzie chodzili za Jezusem. A jednak wciąż ma się im za złe, że szukają mocy Bożej, a nie ględzenia o niej. Pan „od piekła” chciałby do nieba, gdyby widział, jak to innym smakuje.

Przed spotkaniem na Stadionie Narodowym słyszałem z ust sceptyków hasła: „Po co tam ludzie jadą, każda Msza jest cudem”. To prawda – Jezus zawsze jest tam obecny. Ale czasem trudno Go zauważyć, gdy ludzie są nieobecni – z celebransem na czele.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także