GN 48/2020 Archiwum

Mierzeja politycznie przekopana

Premier Donald Tusk ostro skrytykował wysuniętą przez PiS propozycję przekopania Mierzei Wiślanej. Tymczasem, jak dowiedział się „Gość Niedzielny”, zamówione przez rząd Donalda Tuska analizy, które kosztowały 5 mln zł, wskazują, że inwestycja byłaby korzystna dla Polski.

Projekt przekopu Mierzei Wiślanej pokazuje, na czym polega słabość rządów PO. Premier ostro atakuje jej propozycje, nie odnosząc się do merytorycznej strony problemu. Tymczasem to właśnie rząd Donalda Tuska prowadzi prace nad tym projektem.

Partyjna mierzeja

O przekopie Mierzei Wiślanej zrobiło się głośno w związku z wyborami prezydenta Elbląga, których pierwsza tura odbyła się 23 czerwca. Powodem wyborów było odwołanie przez mieszkańców miasta w referendum dotychczasowego prezydenta, który był politykiem PO. Lider PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że gdy jego partia obejmie rządy w Elblągu, a potem w całej Polsce, będzie realizował projekt przekopania Mierzei Wiślanej, aby w Elblągu powstał port, który „wzmacniałby gospodarkę Elbląga, a jednocześnie rozszerzał możliwości całej polskiej gospodarki morskiej”.

Premier projekt przekopania Mierzei Wiślanej określił jako wątpliwy ekonomicznie czy zagrażający środowisku i zarzucił prezesowi PiS, że wysuwanie go w kampanii wyborczej jest politycznym trikiem. Po czym kpił z PiS: – Strach pomyśleć, co będą chcieli przekopać, bieg jakiej rzeki będą chcieli zmienić, jakie morze osuszyć po to, by wygrać wybory (…). Ja zaproponowałbym kąpiel w Zalewie Wiślanym, woda jeszcze jest chłodna i może trochę to ostudzi te (...) pomysły. Ostra reakcja premiera i kpiny z PiS to od lat stosowana przez D. Tuska metoda sprowadzania całego problemu do politycznej wojny z największą partią opozycyjną.

Jednak już po wyborach w Elblągu media doniosły, że w rządzie trwają prace związane z realizacją przekopu. Okazało się więc, podobnie jak w przypadku memorandum gazowego, że premier nie wie, co się dzieje w jego rządzie. Informację o pracach przygotowawczych związanych z kanałem potwierdził w rozmowie z „Gościem” Andrzej Królikowski, który jest dyrektorem Urzędu Morskiego w Gdyni, instytucji opracowującej specjalny raport m.in. na temat strony ekonomicznej przedsięwzięcia. Co więcej, raport będzie gotowy w drugiej połowie lipca i trafi na biurko premiera.

W politycznym sporze zwykle obie strony mają argumenty za swoimi racjami. Tym razem trudno jednak bronić stanowiska premiera. Można by się z nim zgodzić, że propozycja PiS jest populistyczną zagrywką, gdyby nie fakt, że PiS już w 2006 r. zgłosiło pomysł przekopu, a w czasie swoich rządów realizowało go, przyjmując w 2007 r. plan budowy toru żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną. Koszt inwestycji szacowano wówczas na ok. 417 mln zł. Deklaracje J. Kaczyńskiego nie były więc populistyczną zagrywką bez pokrycia.

Gdy premier uświadomił sobie, że popełnił błąd, zaczął wycofywać się z pochopnych ocen. Przyznał, że na przełomie sierpnia i września spodziewa się raportu dotyczącego przekopu Mierzei Wiślanej i zadeklarował: – Jeśli miałoby się okazać, że istnieje szansa na opłacalność tego przedsięwzięcia, to będziemy podejmowali decyzje pozytywne. Deklaracja racjonalna, tyle że powinna się ona pojawić przed zaatakowaniem PiS, tymczasem premier pokazał, że rządzenie sprowadza do wojny z opozycją, a nie pracy na rzecz dobra wspólnego, co coraz częściej dostrzegają obywatele, i co jest powodem gwałtownego spadku poparcia dla rządu.

Za i przeciw

Tymczasem to nie polityczne strategie, a merytoryczna analiza spodziewanych korzyści i strat związanych z przekopaniem mierzei powinna być podstawą do podjęcia decyzji. Analiza taka wkrótce trafi na biurko premiera. Dyrektor Królikowski już teraz ujawnił nam jej główne wnioski. Zasadniczy problem dotyczy tego, czy inwestycja jest opłacalna ekonomicznie, a jednocześnie czy nie zagrozi naturalnemu środowisku oraz jaki stosunek do tego pomysłu mają lokalni mieszkańcy. – Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, przekopanie Mierzei Wiślanej byłoby korzystne – ocenia dyrektor Królikowski.

Warto przypomnieć, że dokonanie takiej analizy zlecił Urzędowi Morskiemu w Gdyni jeszcze rząd PiS, prace były kontynuowane za rządów Platformy Obywatelskiej, która wydała na nie już 5 mln zł. Z ujawnionych w 2008 r. pierwszych analiz, dotyczących aspektów gospodarczych i wykonalności projektu, wynika, że otwarcie Zalewu Wiślanego na Bałtyk przyniesie szereg korzyści ekonomicznych. Wśród nich m.in. lepsze wykorzystanie nie tylko potencjału portu morskiego w Elblągu oraz portów Zalewu Wiślanego, ale także portów Gdańska i Gdyni. Te ostatnie nastawione są na obsługę dużych ładunków towarowych, natomiast port elbląski obsługiwałby mniejsze. Kanał ma powstać w miejscowości Nowy Świat i mieć ok. 1200 m długości i 40 m szerokości. Mogłyby z niego korzystać statki o długości do 125 m i pojemności do 2 tys. ton, a jego głębokość pozwalałaby wpływać jednostkom o zanurzeniu do 4 metrów. Szacowany koszt inwestycji wynosi 646 mln zł. Według raportu, środki te zwróciłyby się w ciągu 20 lat. Elbląg posiada odpowiednią infrastrukturę kolejową, aby transportować ładunki do innych regionów.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama