Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bułgaria się burzy

Do eskalacji protestów antyrządowych doszło w środę w stolicy Bułgarii. Kilkaset osób otoczyło parlament. Manifestanci domagają się rozwiązania Zgromadzenia Narodowego i nowych wyborów. Lider lewicy nie wykluczył rozwiązania parlamentu w najbliższych dniach.

W przypadku braku reakcji władz na te żądania protestujący zapowiadali wcześniej radykalizację działań, czego wyrazem jest środowa akcja pod hasłem "Okupujmy parlament".

Demonstranci obrzucili budynek Zgromadzenia Narodowego pomidorami i papierem toaletowym, kiedy pojawiła się wiceprzewodnicząca parlamentu Maja Manołowa i chciała nawiązać dialog z protestującymi. Manołowa zaprosiła ich do parlamentu na konsultacje w sprawie nowej ordynacji wyborczej w godzinach popołudniowych.

W parlamencie zabrakło jednak kworum i wyznaczone na środę posiedzenie nie doszło do skutku. Posłowie mieli na nim głosować nad powołaniem na stanowisko wicepremiera ds. polityki gospodarczej Danieli Bobewej, ekspertki pracującej w Bułgarskim Banku Narodowym. Mieli również wysłuchać wystąpienia szefa MSW Cwetlina Jowczewa z informacją o sytuacji w kraju.

Około południa protestujący blokowali parlament i nie pozwalali posłom na opuszczenie gmachu Zgromadzenia Narodowego. 97 posłów centroprawicowej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) byłego premiera Bojko Borysowa od tygodnia nie pojawia się w parlamencie i bojkotuje jego działalność.

Do parlamentu w środę nie przyszli również deputowani nacjonalistycznej Ataki. Partie, które tworzą obecny rząd: lewica i partia mniejszości tureckiej Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS), mają dokładnie 50 proc. głosów i same nie mogą zapewnić kworum. Lider bułgarskiej Partii Socjalistycznej Sergej Staniszew po raz pierwszy dał do zrozumienia, że bierze pod uwagę szybkie rozwiązanie parlamentu.

"Jeżeli jutro Ataka powie, że nie będzie uczestniczyć w pracy parlamentu, to całkowicie zmienia sytuację i idziemy na przedterminowe wybory" - powiedział. "Bez parlamentu nie możemy pracować" - oświadczył premier Płamen Oreszarski, dodając, że "gospodarka będzie nadal iść w dół".

Według analityków szybkie rozwiązanie parlamentu bez przyjęcia nowej ordynacji wyborczej umożliwiającej udział nowych podmiotów politycznych jest na korzyść istniejącym partiom, przede wszystkim GERB, który opracował i przyjął obecną ordynację.

Boriana Dymitrowa, szefowa wpływowego ośrodka socjologicznego Alpha Research, powiedziała, że należy określić konkretne zadania i wyznaczyć termin, w którym będą działać zarówno rząd, jak i parlament. Priorytetem jest nowa ordynacja wyborcza - podkreśliła. Największe antyrządowe protesty odbywają się w stolicy Bułgarii, Sofii, a także w Płowdiwie i Błagojewgradzie; mniej liczne w Warnie.

Według lewicy większość Bułgarów ich nie popiera i oczekuje, że rząd będzie pracował normalnie. Na środę wieczorem wyznaczony jest wiec poparcia dla premiera Płamena Oreszarskiego. Demonstracje wywołała seria kontrowersyjnych decyzji personalnych rządu. Choć gabinet Oreszarskiego wycofał się z nich, protesty przekształciły się w wystąpienia antyrządowe, a ich uczestnicy żądają nowych wyborów oraz zasadniczych zmian w stosunkach społecznych i sposobie wyłaniania władz.

Element dodatkowego napięcia wniosła ogłoszona w środę decyzja intelektualisty, byłego antykomunistycznego dysydenta Edwina Sugarewa, który ogłosił strajk głodowy do czasu podania się rządu do dymisji. Z Sofii Ewgenia Manołowa.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama